GinOrochimaru - 2015-03-27 02:39:12

Rok 278 Zamek Shimetsu

-Naprzód ostatnia brama zaraz upadnie!!!- Wrzasnął żołnież odziany w czerwoną zbroję.
-Utrzymać pozycję nie mogą przejść dalej!!!-Wrzeszczał inny mający na sobie pancerz białego koloru, co oznaczało iż należał on do przeciwnej armii.
-Nie utrzymamy się kapitanie, przedostali się do bramy, to koniec.-powiedział wojownik w białej zbroji zabijając jednego z wrogów którego miecz miał sięgnać jego dowódcy.
-Musimy wytrzymać, inaczej zabiją wszystkich, bez wzgledu na płeć, i wiek.-Wyjasnił towarzyszowi.-OSŁANIAJCIE ŁUCZNIKÓW!!! JEŚLI WYTRZYMAMY DO POŁUDNIA NADEJDZIE ODSIECZ!!!-Wrzasnał z całych sił, aby przekazać rozkazy temu kto go usłyszy, i dodać otuchy, lecz zblizał sie dopiero wieczór.

-Nuży mnie to już.- Powiedział młody mężczyzna o średniej długości ciemno czerwonych włosach siegających do ramion, oraz koziej bródce tego samego koloru, jego czerwone oczy chodź przymkniete ze zmróżenia, dalej posiadały w sobie coś co mogło by przerazić nawet najodważniejszych wojowników, wygladał na około 16 lat miał na sobię czerwoną chińską szatę, na którą załozony był długi, czarny płaszcz. Zarówno z jego tonu, jak i miny wywnioskowac mozna było że poirytowany jest nie tyle całą wojną, a tylko tym iż oblezenie szło tak mozolnie, ponieważ Xia Yu, gdyz tak nazywał sie mężczyzna kochał wojnę i na polu bitwy czuł sie lepiej niz we własnym domu.- Sam się tym zajmę.- Powiedział wstajac z niewielkiego krzesła i biorąc ze sobą miecz tai-chi.
-Ale panie, co powiemy jezeli...-zaczał jeden z doradców, lecz zamilkł gdy miecz udezył w stół tuz koło niego.
-Coś wymyslisz.-odpowiedział Xia Yu z morderczym uśmiechem na twarzy.

-Odsuńcie się!-Rozkazał czerwonowłosy mezczyzna kopiąc jednego z żołniezy opancerzonych na czerwono, i idąc w kierunku bramy.-Nie umiecie nawet zniszczyć tak błachej przeszkody?-zadrwił widząc bramę, bedącą juz ostatnią przeszkodą na drodze do zwycięstwa.- Zebrac ciała poległych, podpalic je i wystrzelić we wroga.- Rozkazał krótko.- wtedy możecie atakować.
-Ale panie tam sa nasi bliscy.-Powiedział jeden z zołniezy stojacych kolo niego.
-Wiec najpierw uzyjcie ciał wroga.

-Chyba sie uspokoilo.-Powiedział jeden ze strzelców na mórach.
-Ty co oni tam kombinują? Przecież nie maja juz z kad brac amunicji.-zdziwił sie drugi łucznik widząc jak na rozkaz Xia Yu wprowadzane są katapulty.
-To zagrywka psychologiczna stary, uspokuj się, nawet wielki Xia Yu, im nie pomoże, ten zamek jest nie do zdobycia, a juz niedługo nadejdzie pomoc.
-Hej co to leci?-Spytał ponownie łucznik widząc ognista kule która zaczeła spadac w ich kierunku, by po chwili zwalic sie na jedneg z nich podpalając go.

-Teraz atakujcie.-Rozkazał czerwonowłosy mezczyzna gdy zobaczył klęby dymu unoszace sie na i zza murów.

-Panie wróg zaraz przedrze sie przez ostatnią brame.- powiedział jakis zołniez wbiegajac do jednej z komnat gdzie siedział dorosły meżczyzna o długich siwych włosach, czarnych oczach, oraz jasnej cerze, miał on na sobie czarną yukatę, a obok niego siedziała piekna młoda kobieta, o czarnych włosach, oczach tej samiej barwie, sporym biuście, w przeciwieństwie do niego ubrana byla w piekna biała suknie, obok nich znajdowała się dwójka małych dzieci, jedno w wieku, może 7 lat, lecz juz teraz widać było ogromne podobieństwo do mezczyzny, natomiast drugie podobne do kobiety z cała pewnością było młotsze, i miało może 4, 5 lat.
-Nie martw się nic wam nie będzie, dopilnuję tego.- Powiedział mezczyzna wstając, by wyjść, lecz zanim wyszedl kobieta pocałowała go.

-Jak sytuacja?-Spytał meżczyzna gdy stanał przed bramą, a wszystko wokół płoneło.
-Nie pozostało nas wiecej niz 40 panie.- powiedział zołnież kłaniając sie by oddać uznanie swemu panu.
-Daruj sobie grzecznosci Aoto, to przezemnie nasz klan zaraz upadnie.
-Nie mow tak panie, na pewno sobie poradzimy, twój ojciec stawał przed podobnymi trudnościami.
-Moze masz rację.-Powiedział Siwowłosy meżczyzna.- NIE CZEKAJMY AZ SAMI PRZYJDĄ, POKAZMY IM GOŚCINNOŚĆ NASZEGO KLANU, OTWORZYĆ BRAMY!!!- Zawołał meżczyzna odzialy w czarna yukate.
-TAK JEST!!!-Zawołali zołnieże ruszajac by otorzyc brame lecz ta własnie została zniszczona pod naporem uderzeń tarana.
-Zabic wszystkich!- rozkazał Xia Yu, ruszajac ze swymi wojskami przeciw nielicznym siłom wroga.
-Nie dajcie sie wrogowi!!!-zawołał srebrnowłosy mezczyzna ruszajac do przodu z członkami swego klanu.

-To koniec twej legendy Tsumibito!- zawołał czerwonowłosy męzczyzna zamachując się mieczem by zciac głowę Tsumibito, gdyż tak nazywał się siwowłosy meżczyzna w czarnej yukacie.
-yslisz że wygrasz tak łatwo!-powiedział siwowłosy minimalnie usuwając sie w bok, i tnąc dlugim sztyletem jednego z zołniezy głeboko pod pacha przecinajac mu tym samym tetnice pachową(wiem, wiem, ale ona istnieje, możecie sobie sprawdzic), co spowodowało szybkie wykrwawienie się przeciwnika.
-Myslisz że przedemną uciekniesz?!-Zdenerwował sie Xia Yu, gdy Tsumibito zamiast walczyc z generałem wrogiej armi, umknoł w tłum walczyć z "miesem armatnim"-Zejsć mi z drogi!-zawołał Xia Yu tnąc każdego zołnieza który stanał na jego drodze do generała wrogiej armi, nie zwracał nawet uwagi, czy zabija swojego podwładnego, czy też przeciwnika.- W koncu cie mam.- Powiedział Xia Yu, gdy dopadł Tsumibito przed wejściem do palacu.
-Cholera, planowałem uzyć go, żeby sam przetrzewił swoje wojska, a jak stąd umknę, to wejdzie do pałacu, i zabije wszystkich.- Pomyślał siwowłosy wojownik, stając w postawie do walki.
-Wiec w koncu masz zamiar walczyc na powaznie.-Ucieszył sie czerwonowlosy, ruszając do przodu z pionowym cięciem, które nie przyniosło zamiezonego skótku, gdyż jego przeciwnik obrucił się o 180 stopni w momęcie gdy Xia Yu był tż przy nim majac uderzyć mieczem, co spowodowało iż tsumibito znalazł sie za plecami swego przeciwnika, chcąc pchnąć swym sztyletem, lecz został podkopniety przez Xia, który obrócił się do przeciwnika wychylając jedna z nóg w tył tak by go podciąc, a nastepnie odciąć mu głowę mieczem, do czego jednak nie doszło gdyż Tsumibito ustawił swój stylet w takiej pozycji, że ostrze miecza zostało sprowadzone o tyle iż ledwo zacieło przeciwnika.
-Koniec z patyczkowaniem.-Stwierdził Xia Yu - 凤凰!!!(Fènghuáng)-Wrzasnoł, a na jego mieczu pojawiła się czerwona matryca przez co cały miecz na chwilę stanał w ogniu, po czym zarówno matryca, jak i ogień znikneły.
-眼睛突然死亡!!!(Yǎnjīng túrán sǐwáng)- zawołał Tsumibito, a na jego oczach (dokładniej to przed nimi) na chwilę pojawiła się srebrna matryca przypominajaca te która pojawiła sie na mieczy Xia Yu, po czym znikneła, a oczy Tsumibito lsniły srebrnym blaskiem.
-To jest to na co czekałem!-Zawołał generał czerwonej armi uderzajac mieczem w ziemie co spowodowało niewielką ekspolozje.-Mój miecz, kontra twoje oczy!
-Jesteś nienormalny, jesli ta wojna jest tylko po to.- Stwierdził Tsumibito robiąc kolejny winny unik przed kolejnym cieciem przeciwnika i tnac go płytko przez klatkę piersiowa, gdyż ten wycofał sie w porę do tył. Jezeli zręczne uniki Tsumibito wcześniej oceniło by się na 8, to teraz ocena ta podskoczyła by do 10, gdyz jego przeciwnik nie mogł go trafić, a Tsumibito chodź płytko cały czas trafiał przeciwnika.
-Musze to szybko zakonczyć-pomysleli oboję jednoczesnie, Tsumibito łapiac sie za głowę gdyż nie mógł juz zniesć okropnego bólu głowy, który był spowodowany zniesieniem wszelkich ograniczeń z jego oczu przez co mógł zobaczyc kazdy nawet najmniejszy ruch, wychwycić kazdy słaby punkt wroga, był o krok do przodu, gdyz dla niego przeciwnik poruszał sie wolniej, lecz za cene ogromnego przeciażenia, co powoduje okropne bóle głowy, a na duzszą mete slepote, lub smierć, innymi słowy dłuższa walka nie wchodziła w rachube. Natomiast Xia Yu który otrzymał chodź płytkich, to naprawde sporą ilosc ran(lecz nie przesadzajmy, sporą jak na człowieka, nie róbmy tu zaraz 100).
-Chyba brakuje ci juz siły.- Powiedział Xia Yu, gdy udezył mieczem z całej siły w sztylet tsumibito, tak że ten pekł a eksplozja odrzuciła go wrzucajac do pałacu.-To już koniec, po co sie opierać?-spytał Xia Yu, wchodząc po schodzach.- Przegraliscie w momęcie gdy was zaatakowałem.- powiedział stajac na tle księzyca, a jego sylwetka wygladała teraz jak by był jakimś władca demonów.
-Mow co chcesz, ale ja się nigdy nie poddam.- Powiedział Tsumibito, wbiegając do środka.
-Jak szczór.- Powiedział Xia Yu, idąc w głąb pałacu.

-wiec jednak nie uciekasz, tylko szukałes nowej broni?-zdziwił sie czerwonowłosy meżczyzna widząc jak Tsumibito trzyma w reku kolejny długi sztylet.
-伊夫利特!!!(Yīfūlìtè)- Zawołał siwowłosy mężczyzna, a na sztylecie pojawiła sie czerwona matryca, i stanłą on w płomieniach.
-2 artefakty? Jestes samobójcą?- Zdziwił się Xia Yu, widząc jak z oczu, uszu, nosa, i ust Tsumibito wylewa się krew.
-Nie pozwole ci skrzywdzić moich bliskich.- Powiedział Tsumibito, a teren naokoło nich stanał w płomieniach( podłoga i wszystko co bylo z drewna).
-Wiec zapraszam.-Powiedział Xia Yu machając reką prowokująco, na co tsumibito ruszył do przodu, podobnie jak Xia Yu.

-Bleh!!!-ledwo zywy Xia Yu wypluł z siebie ogromną ilość krwi wlekąc się po schodach w kierunku swojej armii.
-PANIE!!!- Zawołali zolnieze widząc go.
-darujcie sobie, niekt nie przezył, kiedy wszystko spłonie macie odzyskać artefakty.-rozkazał przewracając się na ziemie, a jego ludzie zabrali go do lekaża.

-Przyszłośc tych dzieci może byc ciekawa.- powiedziała kobieta o długich srebrnych włosach z tył upietych w kuc, siegajacy az do kolan, jej oczy były krwisto czerwone, a karnacja wyjatkowo jasno blada, miała na sobie długi czarny skuzany płaszcz, i juz na pierwszy zut oka mozna było stwierdzić że z całą pewnoscią nie była człowiekiem, a widok jej na tle ksieżyca zapierał dech w piersi.- lepiej zabiorę je z pałacu zanim spłoną, podobnie jak artefakty.



Rok 288 Miasto An Kan

-Nareszcie jestem!!!- Zawolał siwowłosy młodzieniec o długich srebrnych włosach i czarnych oczach, mial na sobię czarne spodnie, biała koszulę, oraz czarny płaszcz, a na ramieniu trzymał bagaż, kraiobraz na ktory patrzył przedstawiał błekitne niebo, ogromna pustynię, oraz miasto ktorego domy wykonane były w calosci z kamieni zniesionych tu przez niewolnikow, oraz rózne mniejsze i nieco wieksze stragany z jedzeniem, ozdobami, bronia, i jakimiś bublami które sprzedawcy mieli zamiar wcisnąć jakimś naiwniakom.

Szermierz_2525 - 2015-03-29 23:55:12

Słońce było już wysoko na niebie, gdy młody podróżnik przechadzał się między straganami.
-Co za skwar-powiedział gdyż temperatura była praktycznie nie do wytrzymania jeśli przebywało się na słońcu dość długo w dzień taki jak ten.
-Przepraszam, Przepraszam !!! To moja wina! - powiedział jakiś chłopak w wieku około 17 lat. Miał krótkie blond włosy i wyglądał na dość szczerą osobę.
-Nic nie...
-Nie! Nie mogę tak tego zostawić szlachetny podróżniku! wpadłem na ciebie więc pozwól, że przeproszę!!!-powiedział dumnie bijąc się w pierś po czym zaczął otrzepywać ubranie osoby na którą wpadł- To na mnie pora!-zawołał nagle po czym zniknął tak szybko jak się pojawił.
-Hę?-zdziwił się chłopak, aby po chwili zorientować się, że został obrabowany.



-ARTEFAKCIE PRZEBÓDŹ SIĘ!!!-zawołał blondyn wymachując sztyletem- O SZLACHETNY ARTEFAKCIE WZYWAM TWĄ MOC!!!-zawołał po raz kolejny wykonując pionowe cięcie znad głowy, lecz i to nie podziałało-hmmm... może jest tu jakiś włącznik?-zaczął się zastanawiać przyglądając się pięknemu sztyletowi, który wglądał raczej jak ozdoba niż jak broń, gdy nagle poczuł klepanie po ramieniu, a gdy się obrócił (tutaj scena z chibi ludzikami) usłyszał znajomy głos:
-Ja jestem właścicielem tego sztyletu...
-OCH!!! Szlachetny podróżnik!!!-zawołał młodzieniec z uśmiechem na twarzy, nie wiedząc jak ma się z tego wywinąć, lecz dziękował bogu, że nie było tutaj...
-A ci mili panowie to strażnicy. Bierzcie go panowie-powiedział bezuczuciowym i obojętnym tonem młody podróżnik, a 2  strażnicy chwycili blondyna pod ramiona po czym zaczęli ciągnąć.
-ALE JA TYLKO CHCIAŁEM WYPOLEROWAĆ BROŃ SZLACHETNEGO PODRÓŻNIKA!!!-wrzeszczał ciągnięty blondyn.



-18 urodziny spędzę w więzieniu... zostanę marginesem w 18 urodziny...- mruczał blondyn tonem jakby świat miał się skończyć, a on miałby zostać jego niszczycielem. Znajdował się w celi gdyż jego "ALE JA TYLKO CHCIAŁEM WYPOLEROWAĆ BROŃ SZLACHETNEGO PODRÓŻNIKA!!!" nie zadziałało ani na szlachetnego podróżnika, ani na strażników, a głupkowaty, pełen szczerości uśmiech tylko pogorszył sprawę.
-Wyłaź - powiedział strażnik otwierając drzwi do celi.
-Czy to moja kolej na spacer panie władzo?-spytał tonem jakby siedział tutaj już co najmniej z 10 lat blondyn.
-Zamknij się i wynocha idioto! Nasz pan miał dzień litości bo nabył świetna niewolnicę, więc postanowił uwolnić jednego więźnia. Padło na ciebie.
-WITAJ SŁOŃCE!!!-wrzasnął blondyn biegnąc na wprost tak, że trafił na zamknięte drzwi-ale zanim je powitam otworze drzwi...-powiedział po czym otworzył drzwi, a jego oczy zostały porażone przez promienie tego samego okrutnego słońca, które tak okrutnie dawało się we znaki wczorajszego dnia. dziś także nie było lepiej - Więc czas do pracy... - mruknął tracąc cały zapał, by po chwili go odzyskać - ALE PEWNEGO DNIA ZDOBĘDĘ ARTEFAKT!!! I WTEDY ZOSTANĘ NAJBOGATSZYM, NAJSŁAWNIEJSZYM i NAJBARDZIEJ POŻĄDANYM PRZEZ WSZYSTKIE PIĘKNOŚCI BOHATEREM NA ŚWIECIE!!! - krzyknął Yasutsuna po czym zniknął w tłumie.

Tsukimiya - 2015-03-31 14:12:02

-Dlaczego częściej nie odwiedzasz swojej ukochanej matki? - rozległ się delikatny, kobiecy głos w wielkiej pięknej sali.
-Znajduję się na liniach frontu - odparł bezpośrednio Xia Yu patrząc na piękną czarnowłosą kobietę siedzącą na tronie. Obok niej stała cała grupa doradców, która wyglądała raczej jak zgromadzenie kapłanów, a tuż przy tronie po obu stronach stały kadzidła wydzielające delikatny zapach, który z jakiegoś powodu wyjątkowo go drażnił, choć jak twierdziła Yùyàn, gdyż tak nazywała się kobieta służył on temu, by ukoić nerwy, oraz zadbać o czystość atmosfery.
-I świetnie się spisujesz, więc czemu nie przybędziesz czasem wesprzeć starej matki, która zawsze może pocieszyć strudzonego wojownika w razie problemów, oraz nagrodzić dowódcę, który przyniósł tyle zwycięstw cesarstwu - jej odpowiedź jak zawsze była grzeczna, formalna, a ton głosu łagodny i delikatny. Twarz była niewzruszenie czuła i przedstawiała obraz czułej i kochającej kobiety.
-Nie mam czasu na regularne powroty. Przybyłem jedynie powiadomić cesarzową, iż jeden z mych braci, a za razem jej "synów" poległ na placu boju.
-Cóż za strata...-powiedziała zakrywając usta, a w jej oczach przez chwile pojawił, się smutek, lecz jako iż była kobietą o tak wysokim statusie, nie mogła pozwolić, aby jej makijaż robiony tak długo rozmył się w ciągu chwili.
-I tak jej to nie obeszło - mruknął jakiś dzieciak nieco podobny do Yu stojący w kącie sali, lecz gdy zobaczył, że jej oczy wędrują w jego kierunku natychmiast przyklęknął pochylając głowę, aby ukazać szacunek cesarzowej. Chyba jedynie Xia Yu był na tyle dumny aby nie kłaniać się tej kobiecie, która już po raz 3 objęła tron, a tym razem to on został w ten sposób odsunięty od władzy.
-Jest i mój kolejny syn, którego nie mniej kocham...-powiedziała delikatnym tonem, lecz nim zdążyła rozpocząć rozmowę ze swym kolejnym synem do sali wszedł jakiś mężczyzna o krótkich zielonych włosach oraz żółtych oczach. Miał na sobie masę ozdób ze szczerego złota, a jego ciało było świetnie zbudowane.
-Mój pan Wielki Gilgamesh przysyła po raz ostatni posłańca dając szansę na pokój poprzez małżeństwo z Cesarzową! Przysyła także podarek!-powiedział posłaniec wyciągając średniej wielkości skrzynię, zdobioną złotem, na widok, której oczy Yùyàn przez chwilę zalśniły, gdyż była kobietą kochającą bogactwo, lecz Gilgamesh mógł przysłać tylko jedną rzecz, wiec błysk ten szybko zgasł.
Mężczyzna szybko otworzył skrzynię, chwycił to co się w niej znajdowało, po czym ukazał wszystkim ściętą głowę, jakiegoś młodzieńca o średniej długości czerwonych włosach.
-Mój pan upolował trofeum osobiście - przemówił mężczyzna tak jakby była to kwestia wyuczona na pamięć, gdyż znajdował się w samym środku obozowiska wroga trzymając głowę syna cesarzowej i nazywając go zwierzyną - oraz obiecał, iż jeśli nie zostaniesz jedną z wielu jego kobiet to samo stanie się z resztą twych dzieci, a ty i tak odnajdziesz szczęście jedynie w jego ciele - zakończył przemówienie posłaniec po czym rzucił głowę pod nogi Yùyàn.
-Yu uratuj mnie!!!-wrzasnęła Yùyàn przytulając się do najstarszego w sali syna, który bez chwili zawahania wyciągnął miecz i ściął mężczyznę o zielonych włosach.
-Z DNIEM DZISIEJSZYM WŁADCA GILGAMESH STAJE SIĘ WROGIEM CESARSTWA XIA!!!-wrzasnął unosząc miecz, podczas gdy cesarzowa Xia Yùyàn wciąż była przez niego obejmowana lewą ręką.

GinOrochimaru - 2015-03-31 17:37:06

-Nie mam pieniędzy, artefaktu, sławy, anie kobiet.-powiedział załamany Yasutsuna idąc ulica gdy życie znów mu dokopało, gdy usłyszał odgłos nadjeżdżającego konia i kobiecy głos:
-HALO?! SŁYSZYSZ MNIE?! A MOŻE TERAZ?! Kurcze ten gołąb chyba jest zepsuty.- po czym poczuł jak coś uderza w niego z impetem, a on traci przytomność.

-ŁAAA! Ja żyje!- ucieszył się Ysutsuna dotykając swego ciała by się upewnić że aby na pewno nie jest duchem.- To musiał być tylko sen.- Powiedział waląc się na wielkie łóżko.- Hę...- powiedział robiąc zdziwioną z przerażenia minę gdyż nie wiedział czemu małe łóżko nagle zmieniło się w wielkie łoże jak z jakiegoś drogiego hotelu.
-O obudziłeś się.-Rozległ się kobiecy głos.
-Więc jednak jesteś kobietą.-Powiedział Yasutsuna myśląc iż Bóg do niego przemówił.
-To chyba jasne.-odpowiedział mu głos.
-No większość ma cię za faceta.
-Zdawało mi się że od razu po mnie widać że nie jestem mężczyzna.-odpowiedział głos.- Ale do rzeczy.
-ja nie zasłużyłem jeszcze na śmierć, jestem taki młody, nic jeszcze nie osiągnąłem...-zaczął płakać Yasutsuna, myśląc ze Bóg zaraz powie mu co z nim zrobi.
-dawaj kasę.
-Co?-Spytał zdziwiony Yasustuna
-Dawaj kasę, hajs, mamone, zielone, sałatę, gold, gil, gald. Jak mam to inaczej nazwać?-Spytał głos.
-To ja mogę kupić swoje życie?-spytał Yasutsuna.
-Masz mi oddać za straty matole.-wyjaśnił głos, po czym Yasu oberwał lekko po głowie.
-AU! Nie bije się rannego w głowę.-Zawołał odwracając się, by ujrzeć młodą kobietę o ciemnej karnacji, długich, prostych srebrnych włosach z tył sięgających jej do pasa, a z przodu luźno opadających na jej duży biust, oczy miała złote, jej ubiór składał się z lekkiego czarnego pancerza, a raczej czegoś co miało go imitować, bo raczej wyglądało to na bieliznę, z dodatkowymi naramiennikami, i butami. Lecz tym co najbardziej przykuwało uwagę były śnieżno białe królicze uszy które posiadała kobieta.
-zdaje mi się że i tak za dużo nie stracisz, a teraz oddawaj pieniądze. Musisz zapłacić mi za konia, gołębia, pokój w hotelu, oraz opiekę lekarską.-Powiedziała kobieta wystawiając rękę po należąca się jej sumę.
-dobra gdzie ja mam pieniądze, gdzie ja je mam.-Powiedział Yasutsuna myśląc sobie " Skąd ja jej mam wziąć te pieniądze, za czynsz ledwo płace żeby nie zostać niewolnikiem, a teraz jeszcze to!"
-No wiec?-Spytała kobieta.- Z tego co wiem w tym mieście istnieje prawo że jeśli jesteś niewypłacalny to zostajesz niewolnikiem.-Zauważyła, na co Yasu ze zdenerwowania odruchowo rzucił się do ucieczki przez okno myśląc sobie "Nie mogę zostać niewolnikiem, muszę zostać kimś ważnym, jeśli tylko nie zostanę niewolnikiem wcześniej czy później oddam jej te pieniądze" myślał wyskakując przez okno i widząc jak lewituje.
(tutaj scenka z chibi ludzikami)
-Huh? ja latam?-Zdziwił się, by poczuć że zaczyna się dusić.
-Zgłupiałeś do reszty? Z takiej wysokości się zabijesz.-Odezwała się kobieta która trzymała go za sznur na jego szyj przez okno, a on nieporęcznie wierzgał próbując złapać oddech.-Już cie wciągam.-Powiedziała wciągając go.
-Ale udusić to się mogę co?!!!-Wrzasnął Yasu.
(Tutaj kończy się scenka.)
-Tak źle i tak nie dobrze.-Stwierdziła kobieta.
"Zaraz czy to możliwe że ona nie wie że chciał zwiać? W końcu wygląda tak słodko, może uda mi się ją naciągnąć żeby mi darowała, albo i na coś więcej." Pomyslał Yasu patrząc na kobietę i wyobrażając ich sobie razem gdzie on śmieje się obładowany kosztownościami z koroną na głowie, a ona cała czerwona patrzy na niego z uwielbieniem.
-I nie próbuj więcej uciekać.-Dodała po chwili.
-Szlag.-Powiedział pod nosem Yasu, a jego marzenie legło w guzach.


Następny dzień rano.


-Następny dzień, następna szansa na artefakt.-Powiedział Yasutsuna rozciągając się, i wspominając jak wymknął się z hotelu w środku nocy.
-Oraz na spłacenie długu.-Odezwała się kobieta.
-Co ty tutaj robisz? Nie wyglądasz na tutejszą.-Powiedział Yasu widząc kobietę z wczoraj, z tą różnicą że tym razem całe jej piękne ciało było zasłonięte przez długi czarny płaszcz.
-Póki nie spłacisz mi długu zostaję z tobą.-Powiedziała kobieta.-Kada -Dodała po chwili.
-Hę?
-To moje imię, a twoje?
-Yasutsuna



-hej czy mi się zdaję czy to nie...-zaczął jakiś mężczyzna gdy zobaczył że do baru weszła grupa kobiet podobnych do tej z którą "przyjemność" miał poznać się Yasutsuna.
-Nie zwracaj na nie uwagi, może nas miną.-uciszył go towarzysz kufla.
-5 razy coś mocnego.-Powiedziała jedna z kobiet podchodząc do lady by zamówić dla towarzyszek, gdyż nie chciała czekać aż ktoś odważy się do nich podejść.
-Już się robi.-Powiedział Barman szykując 5 szklanek.
-Wiecie coś?-Spytała jedna.
-Nic a nic.-odparła druga.
-Nawet gołębia nie przysłała.-Stwierdziła trzecia.-Może coś się stało.
-Żartujesz? pewnie siedzi sobie gdzieś teraz i wydaje pieniądze które jej jeszcze zostały a my tutaj harujemy.-zaśmiała się czwarta.
-Alkohol przyszedł-stwierdziła kobieta która poszła po alkohol.
-Tylko tyle?-Stwierdziła zawiedzionym tonem jedna z kobiet widząc ilość alkoholu.
-Nie chce żebyś się upiła.
-Jak będę chciała to i tak się upije.-Zażartowała.

Szermierz_2525 - 2015-04-01 00:29:52

-Mam nadzieję, że moje zamówienie już dotarło - powiedział wysoki mężczyzna o średniej długości jasnych włosach, czarnych oczach, oraz wyjątkowo drogo wyglądających lekkich ubraniach.
-Przecież nie sprawię, że w magiczny sposób się tu zjawi - pomyślał Yasutsuna, lecz odpowiedział z wyjątkowo wielkich uśmiechem i przymilającym się tonem - Oczywiście proszę pana. Wszystko jest jak w zamówieniu.
-Gdzie to jest? -spytał jeden z mężczyzn obok tego który zadał wcześniejsze pytanie. Ten był nieco niższy obok poprzedniego, lecz jego budowa ciała była znacznie potężniejsza. Włosy posiadał krótsze i ciemniejsze, a oczy piwne i głębokie.
-Emmm...
-Odpowiadaj robaku!!!-wrzasnął mężczyzna kopiąc Yasutsunę tak, że ten wylądował na ziemi.
-W powozie, a ten jest gotów do drogi, lecz szlachetni panowie powinni odpocząć, czyż nie?-spytał Yasutsuna na głowie którego znajdowała się noga mężczyzny, który go kopnął.
-Khhh... ten robak nie ma za krzty dumy... nawet kiedy po nim depcze wciąż włazi mi w tyłek-mruknął facet zdejmując nogę, po czym dodał-ale odpoczynek mi się przyda. Jestem zmęczony ciągłym harowaniem. Chodźmy zażyć uciech bracie.
-Dopilnuj wszystkiego, albo zostaniesz niewolnikiem Yasutsuna!-rzucił wyższy, po czym obaj wyszli.
-Wredne śmieci...-powiedział Yasutsuna wychodząc z magazynu i otrzepując się z brudu- Jeśli ta karawana nie przywiezie wszystkiego do południa jestem ugotowany...
-Jeśli będziesz wciąż tak kłamać to nigdy nic nie zmienisz - rzuciła Kada, zeskakując z dachu pobliskiego budynku - i nigdy nie zarobisz na spłatę długu - dodała po chwili.
-Odczep się... teraz mam ważniejsze sprawy... Oddam ci wszystko jak tylko z tego wyjdę...
-Kim ty właściwie chcesz być co? Psem tych dwóch? Niewolnikiem?
-Hehe... jeśli już pytasz...-mówiąc to Yasutsuna uśmiechnął się zamykając oczy, aby po chwili otworzyć je, unieść wysoko prawą rękę wskazując na słońce, oraz uśmiechnąć się szeroko- Chcę zostać wielką Legendą!!! najsławniejszym, najbogatszym i najbardziej pożądanym przez kobiety człowiekiem na świecie!!! Chce zdobyć potęgę taką jak TSUMIBITO!!!-wrzasnął a za jego plecami zdawała się pojawić sylwetka mężczyzny w yukacie ze sztyletem w dłoni, lecz nie było widać twarzy, a za miast niej był napis "TSUMIBITO"- TAK JAK ON CHCĘ POSIADAĆ I UŻYWAĆ 9999 ARTEFAKTÓW!!!
-Oj, oj... To raczej nie możliwe... Nikt nie jest w stanie używać więcej niż jednego. Nawet jeśli byłbyś nie wiem jak potężny i dał radę użyć 2 to po kilku minutach zginiesz i to w najlepszym wypadku-odparła kobieta, lecz Yasutsuna był już pogrążony w swych marzeniach.



-Więc gdzie ten blond włosy idiota?-spytał wyższy z braci widząc, iż Yasutsuny nigdzie nie ma pomimo, iż miał stawić się z towarami punktualnie o 16:30.
-Pewnie ukradł towary i uciekł - odparł jego brat - wezwać straże i złapać go!-wrzasnął w stronę jakiegoś pobitego młodzieńca, który wyglądał na wycieńczonego i głodnego - przybędzie nam nowy niewolnik.
-Heh... Niewolnik, towary z Thar Aka... Co za różnica... Mają podobną cenę, a ten idiota wygląda na zdrowego, więc da radę trochę popracować zanim go wymienimy.
-Osobiście wymienił bym go na jakąś 10 letnią dziewicę już teraz...
-Ty i te twoje zboczenia... Ale niech będzie... Sprawiłeś mi na urodziny te wspaniałą 30 letnią kobietę.




-Musze uciekać... Jeśli mnie złapią zostanę zwykłym towarem...-myślał Yasutsuna biegnąc wąskimi uliczkami, gdyż powozy, które miały przybyć już wczoraj nie zjawiły się i dzisiaj. Zapewne zostały zaatakowane przez jakąś szajkę rabusiów, lub dzikich bestii. Tak to jest gdy skąpi się na ochronę, lecz konsekwencję oczywiście ponosi osoba odbierająca towar-Dlaczego... dlaczego... -myślał Yasutsuna przypominając sobie wszystkie upokorzenia podczas, skręcając po raz kolejny, gdyż straże już wpadły na jego trop - DLACZEGO ŻYCIE ZNOWU KOPIE NIE W TYŁEK!!!-wrzasnął w stronę księżyca, gdy nagle uderzył w coś mięciutkiego.
-Co ty wyprawiasz?-spytała Kada patrząc na niego z góry i odsuwając od siebie ciągnąc za sznur, gdyż znajdował się w jej piersiach.
-Dziś wyruszam po artefakt!-powiedział Yasutsuna zdecydowanym tonem, przecierając oczy- kiedy to zrobię oddam ci pieniądze, więc pomóż mi!
-Ty?-spytała z niedowierzaniem Kada pamiętając zachowanie Yasutsuny, który jedynie płaszczył się przed swymi pracodawcami przez poprzednie kilka dni - prędzej umrzesz niż zdobędziesz artefakt.
-Nawet jeśli to czeka mnie los trupa, lub niewolnika. Żadne z nich nie odda ci pieniędzy, więc pomóż mi!




-Więęc... tutejsi wiedzą, gdzie znajduje się artefakt, ale nikt nigdy nie odważył się spróbować go zdobyć, po tym jak najpotężniejszy strażnik uciekł z płaczem zaraz po wejściu? - spytała Kada patrząc na wejście do ogromnej groty.
-Nom - odparł Yasutsuna - co oznacza, że zawsze można wrócić.
-Przynajmniej w teorii, bo mógł nawet nie wejść do środka - poprawiła go Kada wchodząc do środka.
-Kocham na to patrzeć - mruknął Yasutsuna, którego fetyszem były bunny girl.





Gdy tylko dwójka wkroczyła do pierwszej sali naokoło nich zapaliły się pochodnie, a posąg, który stał obok ogromnych wrót, zaczął się rozpadać, aby na jego miejscu, pozostał wojownik do złudzenia przypominający tego, który jeszcze chwilę temu był kamieniem.
-Witajcie w pierwszej próbie-przemówił wojownik, po czym skierował się w prawą stronę, uderzył ręką, w ścianę, tak, że kamień zaczął kruszyć się ta jak chwilę temu na nim, aby oczom dwójki śmiałków ukazał się niewielki arsenał broni z czego każda była innym rodzajem - Wybierz broń - powiedział.
-Szkoda, że nie ma kanapki...-mruknął Yasutsuna, na co w głowie Kady ukazała się już walka tej dwójki:

-Wybierz broń
-Biorę... KANAPKĘ!!!-wrzasnął Yasutsuna podnosząc świetnie wyglądającą kanapkę na co jego przeciwnik bez zawahania przeciął ją swym mieczem, po czym zdekapitował blondyna.


-To się źle skończy...-pomyślała.
-Nie ma kanapki...-mruknął ponownie Yasutsuna, a gdy Kada już zastanawiała się, czy sama nie ruszyć na strażnika oczy Yasutsuny zalśniły, gdyż ujrzał broń idealną- BIORĘ TO!!!-wrzasnął wręcz teleportując się do ogromnego na 2m, ciężkiego miecza dwuręcznego.
-eee... Jesteś pewien?-spytał strażnik, któremu, aż żal było głupca, który przy swej budowie ciała chwycił tę broń.
-Zaraz... się... prze... ko... nasz... -wydyszał Yasutsuna ciągnąc miecz do przeciwnika, po czym z trudem wykonując wymach znad głowy (a raczej ramienia).
teraz wszystko w chibi ver.
jako, że Yasutsuna nie posiadał nawet 1/100 siły wymaganej do walki tą bronią miecz wylądował tuż kolo jego stopy. Obaj wojownicy stali w milczeniu patrząc na siebie, a za nimi powoli przeleciał kruk.
-To może chcesz zmienić broń?-spytał strażnik wyjątkowo miłym tonem, który w niczym nie przypominał jego zimnego i poważnego tonu którego używał chwilę temu.
-eee... Chyba tak...-odparł Yasutsuna z kamienną miną, po czym zaczął odchodzić aby się wypłakać w kącie.

Tutaj już normalnie.


Blondyn zaczął przeglądać broń w poszukiwaniu jakiejś, która nie sprawi, iż po raz kolejny strażnik się nad nim zlituje, gdy nagle w ręce wpadł mu świetnie wykonany, długi sztylet.
-hmmm... To się chyba nada-powiedział wykonując kilka wymachów, po czym stanął naprzeciw swego wroga lewą rękę chowając za plecami, tak jakby była do nich przywiązana, podczas gdy w prawej trzymał sztylet, który ustawił tuż przy klatce piersiowej, tak jakby się do czegoś przygotowywał, aby po chwili wystawić go w kierunku przeciwnika-Gotowy-powiedział pewnym tonem.
-Zatem podarujmy sobie tę przyjemność i stoczmy uczciwy pojedynek!-odparł strażnik wykonując lekki wymach mieczem, po czym ruszył do przodu.
Jego ruchy były szybkie, i płynne, a miecz wędrował dokładnie tam, gdzie rozkazywał mu szermierz. Pomimo tego, zaledwie kilka delikatnych draśnięć dosięgło blondyna, który poruszał się z gracją, która pasowała by bardziej do szlachcica niż szczura ulicznego, który pozwala po sobie deptać.
-HAHA!!! Zacnym twoja szkoła! Szlachetna i pełna gracji!-rzucił strażnik atakując poziomo, na co Yasutsuna uchylił się w bok robiąc obrót za plecy przeciwnika, tnąc go lekko, gdyż ten skoczył do przody co nie pozwoliło na zadanie głębokiej rany.
-Khh... wyszedłem z wprawy...-warknął Yasutsuna uchylając się przed kolejnym ciosem. Większość ciosów przeciwnika nie była możliwa do skontrowania pomimo niewiarygodnej zwinności i szybkości jak na takiego bezpańskiego kundla, gdyż zasięg sztyletu jest nieporównywalny z zasięgiem miecza. Yasutsuna mógł jedynie dziękować niebiosom, iż przeciwnik nie używa włóczni.-jeśli tak dalej pójdzie wykończy mnie... Musze jakoś przejść do ataku... -pomyślał chłopak uchylając się, przed kolejnym cięciem, aby ujrzeć rękę przeciwnika nadciągającą z lewej, tak, że było to niemożliwe do wyminięcia.-cholera!!!-ciężka ręka uderzyła go prosto w twarz wywracając na ziemie tak, że miecz przeciwnika mógł bez przeszkód przeszyć jego serce.
-Żegnaj!-wrzasnął strażnik pchnąć mieczem, lecz noga Yasutsuny kopnęła strażnika tak, że ten stracił równowagę, i wbił miecz jakieś 2 milimetry od jego głowy.
-Niewiele brakowało- pomyślał Yasutsuna zrywając się z ziemi. Przez chwilę spojrzał na swoją towarzyszkę, lecz nie mógł niz z niej wyczytać. Pomoże mu? A może nie? CHOLERA!!! kolejne cięcie miecza ukazało Yasutsunie, iż jego przeciwnik także zaczyna był już zmęczony tą walka, a jako, iż nosi pancerz, który jest cięższy od jego ubrań, oraz używa miecza, posiadającego większą masę od sztyletu, nawet pomimo większej tężyzny fizycznej szybciej się męczy, gdyż jest w nieustannym ataku, podczas gdy styl walki Yasutsuny nie męczył go tak szybko, gdyż jego uniki były delikatne, zwinne i "szlachetne", wbrew temu co można by było pomyśleć na pierwszy rzut oka na osobę taką jak on - zmęczony? -spytał Yasutsuna, który zaczął przeciągać walkę, gdyż zaczął widzieć w tym szansę, aby w końcu zaatakować pchnąć szybko 2 krotnie. 1 cięcie poszło na krtań. Przeciwnik musiał albo się uchylić, albo je zablokować. Przy jego zmęczeniu nie miał zbytniego wyboru i wybrał 2 opcję, a gdy miecz był już w drodze, okazało się, iż 1 pchnięcie było podpuchą. Ostrze ruszyło prosto w złączenia zbroi, tak aby osłabić przeciwnika jeszcze bardziej.
-Khh...-raniony głęboko przeciwnik upadł na jedno kolano chwytając się za ramię (nie mógł chwycić się dokładnie w miejscu gdzie został zraniony). Walka była już praktycznie przesądzona-Jako strażnik uznaję twe zwycięstwo - powiedział wstając i kierując się w stronę, wrót, aby pchnąć jedno ze skrzydeł tak, że wrota zostały częściowo otwarte- Możecie przejść, lecz pamiętajcie...

Tutaj chibi scena

-hej... hej... czy wy mnie słuchacie?-spytał strażnik, po głowie którego spływała wielka łza.
-Jakoś ci się udało - powiedziała Kada idąc do przodu
-Dostanę nagrodę? Dostanę, dostane? -pytał yasutsuna, który z niewiadomych przyczyn miał psi ogon i merdał nim jak wyjątkowo pobudzony szczeniaczek.

Tsukimiya - 2015-04-01 16:26:33

-To zaczyna się robić nużące...-powiedział Xia Yu patrząc znudzony na pole bitwy, na którym zarówno jego żołnierze jak i żołnierze przeciwnika ginęli od pocisków katapult, oraz potężnych zaklęć, które z całą pewnością nie były wykonywane, przez zaledwie jednego maga- To zaprawdę nudne... - powtórzył wiedząc, iż najczęstszą strategią Gilgamesha jest przetrzewić wojska wroga używając mięsa armatniego, które ma za zadanie po prostu zatrzymać przeciwnika podczas gdy inne oddziały będą ostrzeliwać pole walki zabijając zarówno wrogów jak i swoich.
-CHŁOOOOPCYYYY!!!! JUŻ DO WAS BIEGNĘĘĘĘ!!!-rozległ się okrzyk, a gdy Yu odwrócił głos ujrzał uśmiechniętą Yùyàn biegnącą w jego stronę z koszem bułeczek manju.
-HĘĘĘĘĘĘ!!!-zdziwił się widząc ją na samym środku pola bitwy biegnącą z uśmiechem na twarzy poprzez eksplozje, latające kamienie, oraz wojowników, którzy zabijają się na wzajem.
Bieg pięknej kobiety zdawał się przebiegać jakby w zwolnionym tempie, a pomimo iż cały plac boju był tak brutalny i ponury, na nią padały promienie słońca. Biegła z pięknym uśmiechem, machając ręką w stronę swego syna krzycząc "Mam dla ciebie coś pysznego!!!" gdy nagle spadł na nią wielki kamień wystrzelony przez katapultę wroga, tak, że została z niej tylko mokra plama i kosz bułeczek manju, które miała przed sobą.
-mmm... Zawsze robiłaś dobre bułeczki manju- powiedział Yu z uśmiechem na twarzy biorąc kęs jednej z bułeczek.



-Twoje bułeczki...-mruknął Yu rozmarzonym tonem, gdy nagle usłyszał znajomy głos.
-Co z moimi bułeczkami? - spytała Yùyàn leżąc przytulająca się do Yu.
-Co ty tu robisz? - spytał Xia Yu starając się ukryć swoje zdziwienie tym, że cesarzowa nad ranem znajduje się w jego łóżku.
-Po wczorajszym tak bardzo się bałam, że nie mogłam usnąć - odparła przytulając się lekko - więc postanowiłam przyjść do najsilniejszej osoby jaką znam i na któ...
-Skończ to! - rozkazał Yu który podejrzewał do czego zmierza kobieta.
-Rozumiem... Więc będę zmuszona żyć bez jakiego kol wiek oparcia, gdyż mój najstarszy i najbardziej ukochany syn, nie może poświęcić mi nawet chwili... - powiedziała robiąc mu wyrzuty - A może... - dodała po chwili przysuwając się do jego twarzy i przyciskając biust - za bardzo przypominam ci Báiyīng? - spytała będąc tak blisko jego ust, że zaraz mogli by się pocałować - Nie krępuj się - szepnęła mu na ucho, aby po chwili się odsunąć - Ale czy ona nie jest twoją siostrą? -spytała.
-Khh... - Yu odwrócił wzrok - Báiyīng nie interesuje mnie ani trochę jako kobieta. Możesz być tego pewna, więc...
-Och, więc to mną jesteś zainteresowany, a ona ma być tylko zastępstwem? Wybacz, ale nie mogę zgodzić się, abyś krzywdził tak moją córkę. - powiedziała zasłaniając delikatnie usta tak jak miała to w zwyczaju - w takim związku żadne z was nie było by szczęśliwe.
-Po prostu wyjdź - powiedział zdejmując z siebie kobietę i siadając na łóżku tyłem do niej, aby dać jej czas na założenie ubrań.
-Uwielbiam, kiedy jesteś taki stanowczy - zadrwiła Yùyàn.




-Matko czy to prawda? - spytała Báiyīng wchodząc do komnaty swej matki, gdy ta siedziała sztywno, podczas gdy jej służba zajmowała się ostatecznymi poprawkami makijażu.
-O co chodzi Báiyīng? - spytała Yùyàn dając ręką znak, aby na służba na chwilę się wstrzymała.
-Nie powinnam pytać przy służbie.
-Ależ nie mam nic do ukrycia. Chyba nie sądzisz, że twoja matka zrobiła by coś niestosownego prawda?
-Nie... ja... to znaczy...
-No właśnie. Więc o co chodzi?
-Czy to prawda, że spędziłaś noc z Bratem Yu?
-Och, więc to cię dręczy... Odwiedziłam go w nocy, lecz, tylko aby porozmawiać o sprawach przyszłości tego kraju. Wiem, że pora była dość niestosowna, lecz dziś twój brat wyrusza... Tak rzadko mogę go zobaczyć...
-Wybacz to pytanie matko!
-Ależ nie szkodzi... martwiłaś się tylko o dobro kraju oraz mojego imienia. Jesteś takim dobrym dzieckiem... A co z twoim bratem?
-on... wciąż próbuje...
-Rozumiem... Kiedy się z nim spotkasz przekaż mu, że moje uczucia wcale się nie zmieniły.

GinOrochimaru - 2015-04-01 22:53:36

-Zrób coś!!!-Wrzeszczał yasutsuna biegnąc za Kadą.-Ja pokonałem strażnika teraz twoja klej.
-Właśnine robię.
-Co takiego? To jakaś sprytna strategia co?
-Nie, ja poprostu uciekam szybciej od ciebie.-Wyjasniła Kada.
-Jesteś taka okrutna!!!-Zawołał Yasu odwracając sie by pobiec w rugą stronę, lecz ujzał tam ogromne czerwone oczy, gigantyczne kły, długie ostre pazury, oraz... miekkie futerko. Tak tym co ich goniło były nienaturalnych rozmiarów gigantyczne krwiozercze świnki morskie.- Nie zostawiaj mnie samego!!!-Zawołał Yasutsuna biegnąc jak najszybciej.- Mam pomysł.-Powiedział gdy dobiegł do towarzyszki.
-jaki?
-Osłaniaj mnie, pokonamy je.
-Nie da rady, jedna z nich jest przebrana za pirata, to zło w najczystszej postaci.-Wyjasniła Kada ciagnąc go w bok, by zgubić świnki morskie.

-Musze przyznać że to miejsce żeczywiście jest niebezpieczne.-Przyznała rację kada gdy zdecydowali sie juz dalej ruszyć.
-Nie przejmuj się na pewno niedugo trafimy do skarbca.-Powiedział wesoły yasutsuna.
-Mówiłeś to samo kilka godzin temu.-Zaówazyła Kada, gdy ich oczom ukazały się 2 żędy terakotowych zołniezy(figur), na końcu których znajdowała sie gigantyczna brama.
-I widzisz w końcu jesteśmy.-Powiedział yasutsuna ruszając do przodu, a uszy kady lekko drgneły dwa razy, po czym pociagneła go moco do tył, a tuz przed chłopakiem w ziemie wbił się miecz.
-Niexle dzieciaku.-Odezwał sie właściciel miecza wychodząc spośród figur. Jego wzrost, ubiór, a nawet twarz były identyczne, jak pozostałych zołniezy.- Muszę ci pogratulować że dotarłeś az pod skarbiec, i nawet doprowadziłeś tutaj kobietę, ale tu kończy sie twoje szczęście.
-W twojej próbie moge wybrać kanapkę, prawda? Mogę? Mogę?-Spytał Yasutsuna.
-Nie wiem o co ci chodzi, ale szykuj się.-Powiedział strażnik przyjmując pozycję.
-Po co tu tylu zołniezy, nie są terakotową armią, a on nie wygląda na tchurza, tylko szowienistę.-Pomyslała Kada rozglądjąc się po pomieszczeniu by odkryć sekret.
-Dobra jestem gotowy.-Powiedział yasutsuna przyjmując pozycję.-Co je...-Yasutsuna czując czyjeś udrzenie i widząc świat coraz bardziej zamazanym nie mógł uwierzyć iż ktoś jest tak szyki, gdy usłyszał niewyraźne słowa w które nie mógł uwierzyć.
-Odpocznij sobie, i nie zrób nic głupiego.-był to głos Kady która uderzyła go z nienacka tak mocno iż chłopak stracił przytomnośc.
-Aż tak chcesz umżeć u boku swego kochanka?-Spytał straznik.- Nieruszaj sie a bede cioł szybko kobieto.- rozkazał idąc w jej kierunku.
-Mylisz się kupo gruzu, po prostu jest mi winien trochę pieniędzy, więc bez reki, czy nogi za szybko mi nie zapłaci.-wyjasniła stając pewnie na przeciwko przeciwnika.
-Niech i tak bedzie, uczynie twój zywot krótkim i bolesnym za to iż kazałaś mi się tak ponizyć by walczyć z kobietą.-Powiedział wojownik ruszając do przodu z wielka predkością, pchnąc mieczem wprost w kobietę, lecz ta obruciła się w bok na piecie tak iż jedynie jej płaszcz został rozciety odsłaniając jej piekne ciało osłoniete przez pancerz oraz to co do tychczas tak chowała pod płaszczem, czyli jakąś sporych rozmiarów drewniano stalową skrzynię.
-Jesteś?!!!...-Zawolał ze zdziwienia strażnik, lecz w odpowiedzi kobieta zaserwowała mu uderzenie ramieniem wycelowane w krtań, które zostało unikniete, dzięki szybkiemu zejściu na kolana i krótkiemu ślizgowi.-Nie spodziewałem się że Viera będzie zadawać się z czałowiekiem.-Powiedział straznik machając popisowo mieczem.- Ale skoro jestes Viera, to nawet jesli jesteś kobetą zabicie cię bedzie dla mnie jak najwiekszym honorem.- powiedział ruszając do przodu i tnąc poziomo, kobieta jednak wycofała sie do tył poza zasieg ciecia, lecz straznik nie zamiezał tak łatwo odpuścić i wykonując jedynie jedno ciecie, wykonywał więc cięcie za cieciem, każde coraz trudniejsie do unikniecia.
-Mam cię!-Zawołał strażnik, gdy kobieta nie miała juz za sbą miejsca by zrobić unik.-To koniec!-Zawołał męzczyzna wykonując poziome ciecie by zabić Kadę lecz ta wyskoczyła lekko klepiąc skrzynke z ktorej wystrzeliły żyłki które wbiły się w ścianę i z wielką predkością zaczęły przyciagac kobietę, w powietrzu Kada klepneła jeszcze raz skrzynkę z której wystrzeliły z wielką predkoscią dwa niewielkie bełty w kierunku straznika, tak iż został on przebity.
-Chyba niepotrzebnie sie martwiłam, był niczym wiecej jak zabawką mającą strzec tego miejsca w pojedynkę.-Powiedziała kada podchodząc do ciała straznika, aby upewnic sie że został on pokonany, lecz gdy zaczeła odchodzić dwa posągi zaatakowały ją z dwóch stron, tnąc poziomo.
-Więc jednak jest was tu wiecej?-Powiedziała kada, która w ostatniej chwili zdazyła wydobyc z "skrzynki" ostrze ktorym zablokowała miecze.
-Jest tu tylko jedna osoba, i jedna pozostanie.-Powiedziały równocześnie dwa posągi.
-A wiec na tym polega sztuczka.-Stwierdziła kada przygladjąc się dwóm posągą.-A tyle sie nad tym głowiłam.-Dodała ruszając do przodu robiąc zwinny unik, i tnac ostrzem jeden z posagów tak iż odcieła mu rekę, po czym klepnęła w skrzynkę co spowodowało iż znów wystrzelone zostały zyłki które tym razem wbiły sie w kolymnę i przyciagneły kobietę, powodujac iż unikneła ona smierci zadanej przez drugi posag znajdujący się obok niej.
-Wracaj tu.-Zawolały razem dwa posagi ruszając za kobietą z wielką prędkością, lecz dalej jak na wytrawnego wojownika przstało trzeźwym umysłem, posąg bez reki ruszył przodem osłaniając tego posiadającego wszystkie konczyny, tak by w razie czego tylko jeden "pionek" został zbity, a nie aby dwa były zagrozone.
-Hooo, widze że jestes gotowy poswiecić samego siebie.-Stwierdziła kada klepiąc skrzynkę z której wysuneły sie dwa ostrza a kobieta zablokowała pchniecie jednego z przeciwnikow, by już po chwili znow musieć robic unik, gdyż tym razem jej przeciwnik, nie zamiezał dac sie złapać na taki sam podstep jak poprzednio, a posiadając dwa idealnie zgrane ciała było mu łatwiej utrzymać walka na swoja kożyść nie dając przeciwnikowi zaatakowac.
-Najpierw cię zabiję!-Zawołał jeden z posągów tnąc znad głowy.
-A potem z twoich uszu zrobię sobie trofeum.-Dodał drugi posag atakując z naskoku.
-Bez przesady, żadna kobieta nie lubi mieć az tak namolnych adoratorów.- Powiedziała Kada wyskakując nagle do przodu, i wykonujac kilka szybkich cieć które "uśmierciły" jej "przeciwników"-Ciekawe ilu ich jeszcze bedzie.-Stwierdziła kada wzdychając i rozgladając sie po sali.
-Dlatego nie lubię kobiet.-Odezwał sie jeden posąg.
-Zawsze odwalą coś takiego.-powiedział nastepny.
-Chcesz byc na starcie miły, a one jednak swoje.-zaczęły nażekac posągi.
-Oj,Oj, ja myślałam ze on poprostu uwaza kobiety za gorsze, a on wyraxnie coś do nas ma.- pomyślała Kada słuchając tej całej gadki posągów.-Więc wszyscy na raz?-Stwierdziła Viera widząc gromadę posagów naokoło niej.
-Nadal jest jeden na jednego.-Zasmiały sie wszystkie posągi.
-Jesli wam to nie przeszkadza.-Powiedziała kobieta klepiąc skrzynkę.


-Hę? Miałem dziwny sen, śniło mi sie że spotkałem bunny girl, i wkońcu poszedłem po artefak...-Zaczoł Yasutsuna przecierając oczy gdy odzyskał przytomnosc, lecz gdy ujzał zrujnowaną sale pełną zniszczonych terakotowych zołniezy, i Kadę trzymającą zakrwawioną świnke morską przebraną za chińskiego generała, zrozumiał że to wszystko nie było snem.
-Na szczęście nie był piratem.-Powiedziała gdy pusciła świnkę morską i odwruciła sie do yasu.-A teraz ruszaj się nie chce spotkać się z świnką piratem.-powiedziała popedzając go, i ciagnąc w kierunku skarbca.
-To to!!! Nie jestem pewien że to to!!! Albo to!!!-Wołał podekscytoany Yasutsuna machając wszystkim co wpadnie mu w rece.
-A może to ten sztylet który znajduje sie na podwyższeniu?-Spytała Kada wskazując na przepiekny czarny sztylet.
-Tak, to musi byc na pewno to! Od teraz rozpoczyna się moja podróż by zostać najbogatrzym, i najbardziej porzadany mężczyzną na świecie, niczym Tsumibito!!!-Zawołał Yasutsuna chwytając za sztylet.




-Chej nie pij już tyle. Znowu będą przez ciebie same kłopoty.-powiedziała jedna Viera do drugiej ktora była już mocno zalana.
-I tak musimy czekać, więc co ma robić? Lepsze to niz gdyby wszczynała rozruby.-stwierdziła inna.
-WINA!!!-zawołała ta zalana podnosząc szklanke.
-Och, lepiej z tąd wyjdźmy, nie chce czegoś złapać od tych Viera.- Odezwał sie nagle jakiś mężczyzna który z towarzyszami miał na sobie długie szaty, a każdy z nich w reku miał długie laski, z czego mozna było wywnioskować iz są oni magami, przez jego słowa w całej sali czuc mozna było ogromne napięcie.
-Chę coś powiedział?-Spytała ta zalana Viera.-Co masz od nas złapać nerdzie?
-Pomyślmy skoro nie umiecie uzywać magi, to może zarazicie mnie głupotą, i byciem nieudacznikiem?-Spytał złosliwie.
-Ja nie umiem używać magi? Ja nie umiem?-Spytała zalana Viera podnosząc się i idąc w jego kierunku, a wszyscy poza owym magiem cofneli się.- To ci udowodnie.-Powiedziała.
-O nie zaczyna się.-powiedziała jedna z jej towarzyszek, ledwo to zrobiła zalana Viera zaczeła zbierać mane, matryca zaczeła pojawiać się naokoło jej rąk.(tutaj przechodzimy do ver chibi)...iiiii zaklęcie "eksplodowało jej w dłoniach osmalając Viera, przez co wszyscy magowie razem parskneli śmiechem.
-Dobra rozbawiłaś nas, przyznaję...-zaczął mag ale przerwał gdy zobaczył iz wiera stoi tuż przed nim, wtedy obleciał go zimny strach widząc jej spojżenie, lecz zdzziwił sie jej ręke ktora skierowana jest w jego stronę.-Hę?-spytał ze zdziwienia.
-Posmialiśmy sie, a śmiech to zdrowie.-powiedziała Viera z uśmiechem na twarzy, a gdy mag chciał podać jej reke by uniknać kłopotów, gdyż tak naprawde mocny był tylko w gebie, nagle kobieta przyłożyła mu w twarz tak że wszystko wyleciało tyłem.
-Nie uwazasz że teraz jest zabawniej?-Spytała uśmiechając się Viera, a jej towarzyszki zajęły się pozostałymi magami, którym nikt na sali nawet nie zamierzał pomóc, gdy Viera skończyły(nie zajeło im to dłuzej niz kilka sek), jedna podeszło do lady, i zwróciła się do barmana.
-Kiedy przybędzie tu Viera o imieniu Kada, przekaż jej że same wyruszyłyśmy, bo nie chce nam się już na nią czekać.
-O..Oczywiście, ale może zostawi pani chociaż imię?-spytał barman.
-Ona go nie potrzebuje.-Powiedziała Viera gdy jej towarzyszki podobnie jak i ona wzięły skrzynki podobne do tych jaką miała ze sobą Kada i wyszły z lokalu.

Szermierz_2525 - 2015-04-02 17:19:39

-ZNOWU!!!! - wrzasnął Yasutsuna z gdy tylko spojrzał w lustro i ujrzał swoje odbicie - Co jest z tobą nie tak co? -spytał wściekły patrząc na artefakt, po czym chwycił długą kitę, podniósł do góry, po czym uciął przy użyciu sztyletu, który zdobył zaledwie 3 dni temu - Tsumibito zapewne nie miał takiej użerki... - mruknął Yasutsuna.



-JEST WSPANIAŁY, CUDOWNY, IDEALNY!!!-wrzeszczał Yasutsuna machając czarnym sztyletem na lewo i prawo, gdy tylko go podniósł - więęęc... Jaką masz moc? Dajesz nieśmiertelność? Obsypujesz złotem? Sprawiasz, że wszystkie kobiety mnie kochają? - strzelał Yasutsuna patrząc na sztylet (będąc w chibi ver.) tak jakby ten miał mu odpowiedzieć, lecz oczywistym, było, iż broń mu nie odpowie.
-Spełnię twoje 3 życzenia!!! - przemówił donośny głos starca - Wypowiedz je!!!
-Chcę być BOGATY!!!
-Phi... Weź się do roboty! - odparł starzec
-SKNERA! hmm... Chcę BYĆ POŻĄDANY PRZEZ WSZYSTKIE KOBIETY TEGO ŚWIATA!!!
-Phi... A coś co da się zrobić?
-Tsk... Ten artefakt jest jakiś trefny... - bąknął Yasutsuna po czym wypalił - CHCĘ BYĆ NAJSŁAWNIEJSZĄ OSOBĄ NA ŚWIECIE!!!
-Za dużo zachodu. Twe 3 życzenia zostały wysłuchane! - powiedział głos starca, po czym sala zaczęła lekko drżeć tak jakby sztylet chciał im powiedzieć "wypierdalać z sanktuarium artefaktu"
-A moje... moje życzenia... - zaczął szlochać Yasutsuna będąc w chibi ver. i mając całe załzawione oczy.



-OK!!! Może i jesteś dziwny, ale JESTEŚ artefaktem prawda? - spytał Yasu wychodząc z pokoju - a to oznacza, że wciąż mam szansę. Dziś skieruję się tam, gdzie każdy chłopiec rozpoczyna swą drogę ku staniu się mężczyzną, a mężczyzna ku staniu się bohaterem! - powiedział, po czym ruszył w miasto.




-OCH NIE WSZYSTKIE NA RAZ!!! - wołał Yasutsuna w stronę kobiet, które przytulały się do niego - Wiem, że jestem wszechpotężnym posiadaczem najpotężniejszego na świecie artefaktu, ale przecież starczy mnie dla każdej z was drogie panie hehehehehe!!!- zaczął śmiać się Yasutsuna siedząc w domu uciech.
-Czy to prawda, że jesteś władcą cesarstwa Xia panie Yasutsuna? - spytała jedna z kobiet przyciskając się do niego.
-Jakiego cesarstwa? A TAK!!! Całe należy tylko do mnie!!! Podbiłem je w pojedynkę!!! A teraz którąś z was uczynię moją królową!!! Hej ty! Daj mi najpopularniejszą dziewczynę!!! - zawołał Yasutsuna w stronę eunucha.
-Witam. Nazywam się Yui - rozległ się delikatny, kobiecy głos za Yasutsuną.
-Witaj kochanie!!! - powiedział Yasutsuna obracając się, aby zobaczyć twarz maszkarona, który rzekomo był kobietą, lecz bardziej przypominał wielkiego napakowanego faceta.
-Jaki pan miło...- powiedziała Yui czerwieniąc się, po czym chwyciła Yasutsunę za sznur i pociągnęła.
-NIEEEEEEEEE!!!



-Gua...-chibi ver. Yasutsuny, leżąc na łóżku w porozdzieranych ubraniach, obcałowana wypuściła swą duszę przez usta, gdyż został okrutnie zgwałcony przez monstrum zwane Yui.



-Ale ja potrzebuję!!! - zawołał Yasutsuna za Kadą, która wciąż z nim podróżowała, gdyż nie oddał jej pieniędzy.
-Nie.
-Ale...
-Nie.
-Ale...
-Powiedziałam nie.
-Ale...
-NIE DOSTANIESZ MASZYNY DO OBIERANIA BANANÓW!!! A tak w ogóle to czy ty wczoraj nie wyrzuciłeś całej kiści bananów, twierdząc, że ich nienawidzisz?
-Ale jest w przecenie!!! Kupując 2 Obieraczki za jedną płacisz tylko 89%!!!
Tutaj obie postaci stoją przez chwile w milczeniu w ver. chibi, aby po chwili chibi Yasutsuna powiedział:
-To dostane?




-Właściwie to jak nazywa się ten artefakt? - spytała Kada wiedząc, że bez poznania nazwy artefaktu nie można go użyć.
-Jeszcze go nie nazwałem.
-Żartujesz?-spytała Kada, patrząc poważnie na Yasutsunę, lecz w miarę upływu czasu, gdy 2 chibi ludziki patrzyły na siebie w milczeniu 1 z nich (Yasutsuna) coraz bardziej się pocił, podczas gdy 2 (Kada), był coraz bardziej załamany
-Nie miałem czasu i... - powiedział w końcu Yasutsuna drapiąc się po głowie.
-Artefakt ma już nazwę... - odparła załamana Kada.
-Dlatego nie nadałem mu jej samemu! HAHAHAHAHA!!! - zaczął śmiać się jak idiota Yasutsuna by ukryć swoją niewiedzę - więęęc... Wiesz jak się nazywa? - spytał przysuwając się powoli.
-...
-Wiesz prawda... - powiedział chibi Yasu
-Całkiem możliwe - odparła chibi Kada
-Więc się pochwal - powiedział chibi Yasu próbując ją "paluchać" (dźgnąć palcem)
-Przecież sam wiesz... - odparła Kada ze złośliwym uśmiechem usuwając się przed każdym dźgnięciem.
-Skoro wiesz to się pochwal... - powiedział Yasu chwytając przez przypadek za ucho Kady.
-Mmm... - jęknęła Kada robiąc się czerwona.
-ZGADŁAŚ! NAZYWA SIĘ "Mmm" - rzucił Yasu, aby po chwili zauważyć, że trzymanie ucha Kady w ten sposób najwyraźniej sprawia jej przyjemność, a gdy chciał sprawdzić co z drugim...
-Zboczeniec... - powiedziała Kada gdy Yasu wylądował na ścianie pod wpływem potężnego ciosu.
-Ale...

Tsukimiya - 2015-04-02 21:49:35

-Seth cóż za przyjemność znów cię widzieć - ucieszyła się Yuyan, gdy do sali tronowej wszedł wysoki mężczyzna o długich rozczochranych blond włosach, oraz czerwonych oczach, którymi parzył na świat spod maski zasłaniającej mu górną część twarzy. Miała ona złoto czarną barwę, podczas gdy strój wędrowca skryty był pod długim ciemno brązowym płaszczem. W reku trzymał długą stalową laskę na końcu której znajdował się wąż.
-Wciąż piękna i młoda - odparł Seth w stronę kobiety. Jego głos był spokojny, lecz daleko mu było do delikatności.
-Mógłbyś się czasem umówić na audiencję. Jestem w końcu cesarzową. - powiedziała Yuyan patrząc z góry na mężczyznę, aby po chwili uśmiechnąć sie lekko - lecz dla starych przyjaciół zawsze znajdzie się minutę, lub dwie. Chodźmy do mnie, gdzie powiesz mi w szczegółach o co chodzi - powiedziała podchodząc do mężczyzny i chwytając się pod ramię, po czym oboje ruszyli w stronę jej komnaty.




-Ha...haha...hahaha!!! - Yuyan nie mogla powstrzymać śmiechu, a łzy wręcz płynęły jej z oczu - Mówisz poważnie? - spytała po chwili wycierając łzy.
-Owszem - odparł Seth wciąż stojąc nie wzruszony.
-Nie spodziewałam się, że jesteś zainteresowany tymi sprawami, a ty przynosisz mi coś za co mogłabym obsypać cię złotem, bądź ściąć na miejscu - powiedziała całkiem poważnym tonem patrząc na mapę, na której leżał jakiś przedmiot. Był całkiem zniszczony i wyglądał jakby przeszedł naprawdę wiele ciężkich prób.
-Znalazłem takie 3. Wszystkie znajdowały się na północny wschód od kraju Gilgamesha, zbliżając się coraz bardziej do Cesarstwa Xia, lecz 4 znajdował się tutaj - mówiąc to wskazał na malutki kraj podpisany "Surgeon" znajdujący się na południowy wschód od Cesarstwa Xia, co wykluczało ułożenie przedmiotów w prostej linii.
-Surgeon? A co ta pustynna wieś ma wspólnego z tak wielkimi krajami jak Cesarstwo Xia, bądź Uruk?
-Starałem się znaleźć jakiegoś powiązania, ale niczego nie mogłem znaleźć. Kiedy znajdę więcej informacji dam znać - powiedział Seth ruszając w stronę wyjścia.
-Seth - zatrzymała go Yuyan - uważaj na siebie.
-Nie musisz mi mówić - odparł mężczyzna poprawiając płaszcz i wychodząc.

GinOrochimaru - 2015-04-03 11:21:36

-Czekaj tu na mnie, to nie zajmie długo.-powiedziała Kada stojąc z Yasutsuną przed karczmą, w której jeszcze kilka dni temu czekały na nią jej towarzyszki.
-Skoro i tak mnie tu zaciągnęłaś, to nie mogę wejść z tobą?-oburzył się Yasu mając nadzieję że Viera postawi coś postawi.
-I tak nie zdążył byś nic zamówić, to zajmie maksimum 5 minut.-powiedziała kobieta wchodząc do środka, a Yasu zobaczył jak chwilę potem jakiś facet wylatuje przez drzwi lądując tuż przed nim, a z karczmy zaczęły dochodzić odgłosy rozróby.
-To nie moja sprawa, po prostu nie będę musiał oddawać jej pieniędzy.-powiedział sam do siebie Yasutsuna odwracając się by odejść, lecz przypomniał sobie scenę kiedy obudził się w lochu i ujrzał Kadę i zakrwawioną świnkę, po czym wyobraził sobie tam siepię.- Lepiej wrócę.- powiedział znów sam do siebie z wyjątkowo nieciekawym wyrazem twarzy wracając pod karczmę i zaglądając by ujrzeć jak goście robią rozróbę a Kada rozmawia o czymś z barmanem.- Sama pije, a mi poskąpiła.-powiedział Yasutsuna ciągając rękoma i zębami koszulkę tak że prawie ją rozerwał.
-Dobra skończyłam, nie ma ich.-Powiedziała Kada gdy wyszła z karczmy.- czemu masz taką minę? Zrobiłam ci coś?-Spytała Kada widząc Yasu którego mina wyrażała złość, rozgoryczanie, smutek, i żal jednocześnie.
-Nie nic.-Powiedział, wyglądając teraz jakby miał się zaraz popłakać.
-To dobrze.- powiedziała niczego nieświadoma Kada.
-Jesteś taka okrutna!!!- Zawołał Yasutsuna uciekając ze łzami w oczach tak aby nikt go nie widział.
-Co go ugryzło? jeśli był aż tak głodny, że nie wytrzyma jeszcze 10 minut drogi do restauracji mógł powiedzieć.-zdziwiła się Kada idąc sama zleźć posiłek gdyż Yasutsuna uciekł płakać tak by nikt go nie zobaczył i ominęła go uczta na koszt towarzyszki.

Szermierz_2525 - 2015-04-05 21:15:18

-NAPRAWDĘ?!!! - ucieszyła się piękna, wysoka dziewczyna o krótkich czarnych włosach - zostanę cesarzową cesarstwa Xia?!!!
-Ależ skąd!!!-odparł wstawiony z lekka Yasu - Od tej pory nazywać się będzie KRÓLESTWEM ANE!!! Od twojego imienia!
-A co ze mną, a co ze mną? - zaczęła dopytywać się inna prostytutka. Ta miała ciemną skórę, długie jasne włosy, oraz naprawdę spory biust.
-Ty? Ty będziesz 2 królową!!!
-hę?
-JAKOM POSIADACZ ARTEFAKTU SPRAWIE, ŻE WSZYSTKIE BĘDZIECIE KRÓLOWYMI, HAHAHAHAHA!!! - zaczął śmiać się blondyn ukazując swój sztylet wysoko w górze.
-Więc jaką moc posiada pana artefakt? - spytała kolejna.
-I jak się nazywa?- dodała inna.
-ooo... Mógłbym wam pokazać, ale jego moc jest tak potężna, że zabiłbym wszystkich tutaj zebranych tak jak zrobiłem to z połową armii Xia oraz 1, 2, 3 , 4 i 27 księciem... Taaaak... Jeśli naprawdę nalegacie to może pokaże wam kiedy pogoda będzie bardziej sprzyjać... - zaczął próbować wywinąć się Yasu, lecz gdy zauważył, że dziewczyny nie są tak głupie jak on zawołał - WINO DLA WSZYSTKICH DZIEWCZYN W MOIM POBLIŻU!!! - zatrzymując w ten sposób kobiety, aby móc wciąż się upijać i wygadywać swoje bzdury - DAJ MI NAJPOPULARNIEJSZĄ DZIEWCZYNĘ!!! - zawołał w końcu Yasu gdy był już na skraju wytrzymałości, aby po chwili odwrócić się i zobaczyć znajomą twarz maszkarona - eeee... czy my się znamy? - spytał na co "kobieta" zarumieniła się delikatnie - OJ... Oj... NIE RUMIEŃ SIĘ TAK!!! JA CIE NIE PODRYWAM!!! - pomyślał Yasu chcąc brać nogi za pas, lecz babochłop już wziął go za sznur i powlókł do wyra.



-Guaa... - część duszy yasu znów opuściła ciało, gdy jego chibi ver. leżała w porozdzieranych przez dziwną istotę która go zgwałciła.



-Zawsze jest nadzieja następnym razem... - mruknął Yasu sięgając po sztylet, aby spróbować jakoś poznać,jego nazwę, lecz artefaktu nie było - hę? - po zdziwionej twarzy zaczynał spływać pot, gdyż zaczynał sobie wyobrażać co zrobi z nim Kada gdy dowie się, że stracił tak cenny przedmiot, dzięki któremu mógł zarobić pieniądze na wyprawie, bądź poprzez sprzedaż go.
-Wyruszamy? - spytała Kada wchodząc do pokoju.
-Ja... muszę ci coś powiedzieć - odparł yasu przerażonym tonem odwracając powoli głowę, a w jego oczach widać było "tylko wysłuchaj mnie do końca"
-Słucham
-No bo... tego... Jakby to... - starał się opóźnić nieuniknione Yasu
-Wyduś to nie mamy całego dnia.
-To zabawna historia: ktoś mi dmuchnął sztylet! - walnął Yasu z wielkim uśmiechem na twarzy tak jakby to naprawdę było przezabawne zdarzenie, z którego będą się śśśśśśmiaaaaaać i to już teraz.
-Jaja sobie robisz? - spytała Kada patrząc na niego wzrokiem mordercy po dłuższej chwili, w której 2 chibi ludziki na siebie patrzyły w milczeniu.
-emmm... - Yasu zaczął drapać się w głowę zastanawiając się co ma odpowiedzieć
-I co cie w tym tak rozbawiło? - spytała, a cała podróż zaczynała wytrącać ją z równowagi coraz bardziej.
-Jak przekazujesz złe wiadomości na wesoło to jest lepiej prawda? - spytał yasu, lecz gdy zobaczył minę Kady dodał tylko - prawda? - mniej pewnym tonem.
-Gdzie wczoraj byłeś... - spytała bunny girl
-Polowałem na laski
-W burdelu - powiedziała Kada nie wiadomo, czy chcąc poprawić yasu, czy zdołować go, że wciąż nie ma dziewczyny, czy odnotowując miejsce, w którym był - miałeś go tam jeszcze?
-Pewnie! Pokazywałem mojej no...
-Załóżmy, że miałeś sztylet, bo w to, że masz dziewczynę nigdy nie uwierzę. Gdzie  potem poszedłeś?
-eee... - Yasu zaczął się zastanawiać czy może powiedzieć, że pieniądze, które powinien zbierać, aby oddać dług wydał na spędzenie nocy z jakimś maszkaronem.
-Słucham...
-Spędziłem noc z najpopularniejszą z dziewczyn!
-Dobrze przynajmniej, że pieniądze oszczędzasz...
-Hę?
-Nieważne. Ruszaj się. Liczy się każda sekunda. Zapewne zwinęli ci go w tym burdelu, bo za bardzo się nim chwaliłeś.




-WRACAJ TUTAJ!!! - wrzasnął Yasu goniąc za złodziejem, którym jak się okazało była jedna z prostytutek.
-火焰 (dla nieznających kanji czyt. Huǒyàn, lub Huouyaan) - krzyknęła dziewczyna, a na czarnym sztylecie pojawiła się czerwona matryca, po czym ostrze stanęło w płomieniach - POSMAKUJ TEGO MÓJ CESARZU! - zaśmiała się dziewczyna wylewając jakiś ciemny płyn z niewielkiego bukłaka który miała przy sobie, po czym podpalając go tak ze powstała niewielka ściana ognia.
-Cholera... Ropa... - zaklął Yasu zatrzymując się - ALE WIEDZIAŁEM< ŻE MÓJ ARTEFAKT JEST NAJLEPSZY!!! - wrzasnął, po czym ponownie ruszył w pościg.



-Oddawaj artefakt - wydyszał Yasu wystawiając rękę w kierunku dziewczyny, którą w końcu udało mu się przyprzeć do muru, tak, że nie miała gdzie uciec.
-Heh... To ja mam tutaj artefakt, który zdobył cesarstwo Xia! - krzyknęła dziewczyna ruszając do przodu z płonącym sztyletem.
-Gha... - Blondyn usunął się w ostatniej chwili tak, że sztylet, prawie podpalił mu ubrania - Czyli to ty jesteś najgłupszą z grona? - spytał Yasu wskakując na beczkę, aby zyskać chwilową przewagę i móc się zastanowić.
-Ten artefakt jest jakiś trefny... - warknęła dziewczyna, która nie mogła trafić Yasutsuny - po czym ruszyła do przodu pchnąć z jak największą prędkością na jaką było ją stać.
-Fuuu... - niewiele brakowało a bym go stracił... - odetchnął Yasu przygniatając dziewczynę do ściany, po tym jak uchylił się przed jej ciosem i chwycił ją od tyłu, aby unieruchomić ją przyciskając całe jej ciało do ściany - ale tyłeczek masz cudowny... - powiedział rozmarzony, gdyż jego ręka powędrowała tam gdzie nie powinna, gdyż Kada właśnie stanęła za nim.




-Nie martw się... Już nigdy go nie zgubię... Nigdy... Nigdy przenigdy!!!- mówił Yasu idąc z Kadą, aby zdać sobie sprawę, że nie czuje żadnego obciążenia przy pasie - eee... Czy możemy zawrócić, bo zdaje mi się, że zapomniałem czegoś z miasta...

Tsukimiya - 2015-04-08 21:36:12

-Żeby znaleźć coś takiego w tym miejscu... - mówiła sama do siebie Yuyan bawiąc się przedmiotem, który przyniósł jej Seth, podczas gdy przed nią znajdowała się mapa na której zaznaczone były 4 punkty w których zostały znalezione przedmioty - Ciekawe... Co jeszcze może zostać wydobyte z odmętów czasu... - powiedziała odsuwając się trochę od stołu i zamykając oczy tak jakby próbowała sięgnąć wzrokiem niedostrzegalnego - Ciekawe czy ty to wiedziałeś... - powiedziała nie otwierając oczu, aby po chwili wstać od stołu i wyjść aby wydać rozkazy swej najbliższej świcie.

-Strategia Gilgamesha to prawdziwy wrzód na tyłku... - mruknął Xia Yu gdy kolejny dzień nie przyniósł żadnego postępu w jego kampanii przeciwko Uruk.
-Panie przychodzę z wieścią od 4 oddziału!
-Gadaj! - warknął Xia Yu, który czekał na wieści od 4 oddziału już od 4 godzin, więc był wyjątkowo poirytowany całą sytuacją.
-Oddział 4 znalazł punkt zaopatrzeniowy wroga, lecz ich liczebność jest zdecydowanie zbyt mała, aby mieć jakiekolwiek szanse na zwycięstwo.
-hmmm... - Xia Yu podniósł głowę ze swej chwilę temu znudzonej pozycji - przyjmując, że Gilgamesh wciąż będzie kierował się swoją strategią, możemy pozostawić tutaj zaledwie 1/4 ludzi, którzy mają jedynie robić za przynętę, podczas gdy my zaatakujemy ich od tyłu - powiedział sam do siebie przesuwając "pionki" na mapie - lecz jeśli jest to pułapka... - tutaj przewrócił wszystkie czerwone pionki - skończy się to katastrofą... - Xia Yu popatrzył przez chwilę na mapę, aby już w kilka sekund później wyjść z namiotu mówiąc do jednego ze swych przybocznych - Przekaż żołnierzom, że oddziały od 1 do 10 mają natychmiast przygotować się do drogi.

GinOrochimaru - 2015-04-12 22:19:43

-Hej, czy Maraienkan, nie powinno być świetnie prosperującym miastem?-Spytał Yasu idąc z Kadą przez zniszzone miasto, po którego mieszkańcach już na pierwszy rzut oka widać było iż nie mają grosza przy duszy, oraz większość z nich od dawna nic nie jadła.
-Pewnie coś się stało, ale żeby tak szybko wyniszczyć całe miasto?-zdziwiła się Viera.
-Gdybym tu był to...-Zaczął Yasu, lecz przerwał mu jakiś mężczyzna przepychając go ramieniem, gdy przechodził.- Hej, uważaj! Jestem właścicielem wszechpotężnego artefaktu! Zdobyłem nim całe cesarstwo Xia, a niedługo zdobędę ich więcej!!!-Zaczął się przechwalać.
-Artefaktu mówisz?-Spytał mężczyzna odwracając się do niego, miał on jasną karnację, krótkie czarne kręcone włosy, i oczy tej samej barwy, a na sobie błękitny pancerz.
-Tak a co?-Spytał Yasu już wyobrażając sobie jak mężczyzna pada mu do stup i zaczyna przepraszać "Właściciela wszechpotężnego artefaktu".
-Aresztować go!!!-Wrzasnął mężczyzna, a jego towarzysze otoczyli Yasutsunę przystawiając mu ostrza włóczni do szyj z każdej strony.- Idziesz z nami!-Rozkazał mężczyzna.
-Hej, lepiej to przemyśl, mój artefakt...-zaczął Yasu.
-Jeden podejrzany ruch i na miejscu cię zabijemy.-Powiedział mężczyzna.
-Ja mam znajomości.
-A jakie?-Spytał z ciekawości rucerz.
-yyyy. Viera! tak, Viera, ona stoi tuz obok i zaraz was załatwi.
lecz gdy wszyscy spojrzeli w bok ujrzeli tylko jak wiatr uniósł trochę piasku. Yasu i reszta postali tak jeszcze przez chwilę(Rycerze nie wiedząc co powiedzieć a yasu coraz bardziej spocony).
-Ona... świetnie się maskuje... tak świetnie się maskuję...-zaczął wyjaśniać czemu jej tam nie ma myśląc sobie "jak mogłaś jesteś taka okrutna!!!"


-Nie wierze naprawdę trafiłem do kryminału.-narzekał yasu na swa niedole siedząc w celi, gdy ujrzał przed sobą Kadę.
-Idziemy.-Powiedziała krotko, dy strażnik otworzył drzwi, by Yasu mógł wyjść.

-Mam nadzieję że nauczyło cie to czegoś.
-Że wszyscy chcą mojego artefaktu?
-nie.
-Że jeden to za mało żeby wystraszyć oddział żołnierzy.
-myśl dalej.
-Trzeba mieć lepsze znajomości niż jedna Viera żeby nie trzeba ich udowadniać.
-Myślenie chyba cię boli co?
-Jak robi się gorąco to dajesz nogę?-Stwierdził Yasu nie wiedząc co ma powiedzieć, za co dostał lekko w głowę.- AU, to nie wiem.
-Byłam dowiedzieć się co spowodowało tą sytuację, i to ja cie wyciągnęłam.-zauważyła kobieta.
-A co musiałaś zrobić?-Stwierdził Yasu tonem który wyraźnie wskazywał na to iż zakłada scenki 18+, by po chwili sam zaczął walić głową w budynek koło którego zaczęli przechodzić.
-Co ci jest?
-Jak mogłem do tego dopuścić? jak mogłem na to pozwolić?-Zaczął pytać rozgoryczony yasu.
-W końcu zaczynasz myśleć.-Stwierdziła Kada mając nadzieję że yasu wie o co jej chodziło.
-Jak mogłem pozwolić byś sprzedała mu swoje ciało by mnie wydostać, TO JA MIAŁEM BYĆ PIERWSZYM KTÓRY POŁOŻY NA TOBIE ŁAPY!!!-Zawołał zalany łzami yasutsuna.
-Do niczego takiego nie doszło.
-Wiec czego miałem się nauczyć?-spytał szlochając yasu.- I jak mnie wyciągnęłaś.
-Żebyś nie chwalił się każdemu artefaktem, i przez twoją głupotę musimy pomoc żołnierzom Imperium Artheras rozwiązać ich problem w tym mieście, bo szajka bandytów która się tutaj zagnieździła podobno używa artefaktów. Niepokoi mnie tylko fakt że cześć miasta potępia, a cześć popiera tych renegatów.-Stwierdziła Kada idąc z Yasu.



-Chyba nie masz się o co martwić.-powiedziała kobieta o długich srebrnych włosach z tył upiętych w kuc, sięgający aż do kolan, jej oczy były krwisto czerwone, a karnacja wyjątkowo jasno blada, miała na sobie długi czarny skórzany płaszcz, z całą pewnością była to ta sama kobieta która w roku 278 obserwowała upadek Zamku Shimetsu, i choć pomimo upływu 10 lat nie było u niej widać ani jednej oznaki starzenia się lub jakiej kol wiek zmiany. Słowa jej wypowiedziane były w kierunku młodego mężczyzny o długich srebrnych włosach i czarnych oczach, który miał na sobie czarne spodnie, biała koszulę, oraz czarny płaszcz.

Tsukimiya - 2015-04-17 14:44:40

-Ech... Co za strata czasu... Myślałam, że się zabawie - mruknęła kobieta o długich, prostych, srebrzysto błękitnych włosach sięgających aż za kolana, oraz niebieskich zimnych jak lód oczach. Skórę posiadała jasną i nieskalaną żadnymi bliznami, a jedynie niewielką runą znajdującą się na klatce piersiowej tuż nad sporej wielkości piersiami, które były dość wyeksponowane w jej białym stroju, który przypominał nieco hitlerowski mundur. Przy pasie przyczepiony miała długi, cienki miecz, a na głowie czapkę (także hitlerowską) do której przyczepiony był jakiś order, lub inne odznaczenie. Buty miała długie i podobnie jak reszta stroju białe,.
-Mogłaby pani zmienić te buty pani Irisdino? - spytał jakiś mężczyzna o średniej długości czarnych włosach oraz oczach tej samej barwy. Miał na sobie tradycyjne chińskie szaty, które noszą dworzanie - ludzie obawiają się pani po tym jak przebiła pani krtań jednemu z nich obcasem. Poza tym... Wiem, że nie pochodzi pani z cesarstwa Xia, lecz służąc w nim powinna pani nosić szaty, które pasują do rangi oraz kraju... Przebieranki są nie na miejscu...
-Pangdu wracaj już do cesarstwa, zanim moje znudzenie osiągnie kres wytrzymałości - odparła kobieta nie patrząc na niego i nic sobie nie robiąc z słów o przebierankach.
-Tak jest pani - odparł mężczyzna wychodząc a na jego twarzy malowała się wściekłość, gdyż po raz kolejny "ta kobieta" jak zwykł ją nazywać gdy był pewny, że go nie usłyszy wydała mu rozkaz, który był całkowicie sprzeczny z jego wolą i nic sobie nie robiła z jego rad, a przecież był jej przybocznym, czyli jakby nie było najbliższym podwładnym.



-Po, której stronie powinien opowiedzieć się tak potężny wojownik jak ja... - zastanawiał się Yasu idąc przed siebie i nie zwracając uwagi na to, gdzie skręca, ani kogo mija - przecież w pojedynkę mógłbym pokonać 3 najpotężniejszych generałów Xia, a nawet samego Tsubito!
-Hę?
-Hę?
Dwie osoby odwróciły się do tyłu jedna słysząc "pokonać 3 najpotężniejszych generałów Xia, a nawet samego Tsumibito!", a druga "Hę?"
-Hej mała... Wiesz jestem potężnym wła...-Yasu nie zdążył skończyć, gdy ostry miecz ruszył w jego stronę, zacinając jego policzek - O co ci chodzi ty szajbusko?! -wrzasnął widząc szaleńczy i demoniczny zarazem uśmiech na twarzy Irisdiny.
-Nareszcie coś ekscytującego! - zawołała skacząc do przodu aby dodać po chwili - Mahapadma! - na co znak na jej klatce piersiowej rozbłysł błękitno białym blaskiem.
-Ugh... Czego ty ode mnie chcesz! - wrzasnął Yasu uchylając się cudem przed ciosem, aby przyjąć postawę do walki i krzyknąć - Huouyaan - Na co ostrze sztyletu stanęło w płomieniach.
-Bararaku Saika? - zdziwiła się Irisdina, a uśmiech przez chwilę został zastąpiony zdziwieniem, lecz już po chwili uśmiech wrócił na usta kobiety - To nawet jeszcze lepiej! - ucieszyła się a w jej lewej ręce pojawił się sopel lodu, którym cisnęła w chłopaka, a gdy ten tylko się uchylił kobieta już znajdowała się koło niego gotowa zadać cios mieczem.
-Uaa...-Yasu w ostatniej chwili zablokował miecz swoim sztyletem tak, że został odtrącony kawałek do tyłu. Nie wiadomo czy kobieta była silna, czy jej artefakt dał jej taką moc, a może to Yasu był tak słaby.
Irisdina nieustannie atakowała blondyna tak, że ten był zepchnięty do obrony. Była doświadczona, szybka i silna, a jej artefakt zdawał się nie mieć wad.
-Gh... Choćby jedna chwila...
-Nie jesteś tak silny jak mówiłeś! - krzyknęła kobieta, lecz Yasu zobaczył idealny moment na atak w kierunku lewego ramienia, którym wykonywała swe lodowe ataki.
-Teraz! - pomyślał rszając swym ognistym sztyletem, lecz gdy ten spotkał się z lodową tarczą którą w mgnieniu oka zaczął topić nagle zgasł.
-Z artefaktem czy bez nie jesteś żadnym przeciwnikiem, jeśli nie znasz jego słabości... - powiedziała kobieta gdy odkopnęła Yasutsunę a ten próbował znów "zapalić" ostrze niczym małe dziecko - po prostu giń! - powiedziała rzucając soplem, lecz gdy ten miał sięgnąć przeciwnika rozbił się na drobne kawałeczki - Viera... - powiedziała Irisdina.
-Nie wiem w co się znowu wpakowałeś, ale oddaj mi w końcu pieniądze, a potem pakuj się w kłopoty bo twój dług ciągle rośnie - powiedziała Kada, po czym uchyliła się przed ciosem błękitnookiej, a gdy spróbowała ciąć ją mieczem ten został zablokowany przez lodową tarczę, z której wysunęło się nagle lodowe ostrze. Kada nie pozostała jednak dłużna, gdyż tuż po uniku ze skrzynki wyleciały 2 bełty które jednak chybiły celu.
Irisdina i Kada walczyły zażarcie przez dłuższa chwilę, tak, że ciężko było ocenić, która z nich prowadzi. Artefakt Irisdiny z całą pewnością był naprawdę potężny a kobieta świetnie ukrywała jego słabość.
-TEŻ TO ZNASZ!!! UCZUCIE EKSPLODUJĄCEJ W TOBIE MOCY, KTÓRA WRĘCZ CIĘ ROZRYWA A TY NIE MASZ JAK JEJ UWOLNIĆ!!! - zawołała Irisdina, gdy jedno z 12 ostrzy sięgnęło jej prawej ręki zacinając ją, podczas gdy Irisdina stworzyła naokoło siebie sporo niewielkich sopelków, które poleciały we wszystkie możliwe strony, tak, że ciężko było przewidzieć gdzie trafią, a przy ich rozmiarze praktycznie nie sposób było je dostrzec.
-Ghua...- Yasu oberwał centralnie dwoma, a rany, które zostały zadane były zadziwiającą głębokie jak na takie małe sople, gdyż były one ostro zakończone i leciały z wielką prędkością.
-Nawet nie próbuj! - warknęła Irisdina widząc, że blondyn próbuje dołączyć do walki, choć nie jest najmniejszym wyzwaniem. Może gdyby nauczył się korzystać z artefakty, oraz podszkolił swoje umiejętności, lecz na obecnym poziomie...- Gha...- Nagle kobieta chwyciła się za serce, z trudem łapiąc oddech, i robiąc unik przed ciosem Kady.
-Tu już chyba koniec - powiedziała Kada, która zrozumiała na czym polega słabość artefaktu przeciwniczki: za każdym razem gdy tworzy lód jej krew powoli zamarza, a co za tym idzie serce przestaje pracować. Było to zadziwiające, iż wytrzymała, aż tak długo na takich obrotach.
-Haha... Zapomnij... Nigdy nie zginę na tym polu bitwy, a gdy ta wojna się zakończy ruszę na kolejne, a jeśli go nie będzie sama rozpętam wojnę! - odparła kobieta, a gdy chciała znów ruszyć do walki nagle pojawił się Pangdu.
-Proszę o wybaczenie moja pani, lecz nie pozwolę na kontynuowanie tej walki - powiedział chwytając niezdolną do walki Irisdinę po czym rozbłysło oślepiające światło a gdy Yasu i Kada znów mogli coś widzieć Pangdu oraz Irisdina już przepadli.

GinOrochimaru - 2015-04-19 20:03:50

-Przypomnij mi czemu siedzimy tu już 3 godziny?-Spytał ziewając Yasu gdy siedział z Kadą na ulicy pod murami sporej wielkości posiadłości.
-Czekamy na atak rabusi. Napadają na coraz bogatszych obywateli miasta, więc zgodnie z szacownym dobytkiem ludzi z tego miasta, ten dom będzie ich następnym celem.-Przypomniała Kada.
-Ale skoro czekamy już 3 godzimy od zmroku, widać przestraszyli się i nie mają zamiaru przyjść.-Stwierdził Yasu wyraźnie poirytowany tym iż musi spędzić noc czekając na jakąś bandę rzezimieszków która prawdopodobnie nawet się nie zjawi, lub może zaatakować gdzie indziej, a on nie może się przespać.- NO DALEJ CHODŹCIE TU JUŻ!!! NIE CHCECIE OBROBIĆ TEGO DOMU? TAKI ŁADNY, I BOGATY DOM, AŻ SIĘ PROSI CO?!!! NIE KAŻCIE CZEKAĆ!!!-Zaczął drzeć się Yasu wychodząc na środek ulicy i machając sztyletem, co spowodowało iż ludzie którzy spędzali noc na ulicy, gdyż nie mieli domu patrzeli na niego jak na wariata kręcąc głowami, lub po prostu udawali iż nic nie widzą.
-Chłopcze widzę iż cierpienie spowodowane stanem tego miasta wyryło wyjątkowo głębokie rany na twym sercu, oraz odbiło się na twej psychice. Jeszcze nigdy nie widziałem nikogo w takim stanie.-Powiedział jakiś zakapturzony mężczyzna podchodząc do niego i łapiąc go za rękę.- Weź to, to wszystko co mam, mam nadzieje że niedługo stan twojej psychiki się polepszy.-Powiedział wsadzając coś chłopakowi do reki, po czym zniknął za rogiem. Gdy Yasu spojrzał co podarował mu mężczyzna ujrzał kawałek starego chleba.
-HEJ ALE JA NIE!!!-zawołał młodzieniec idąc za róg, ale mężczyzny już nie zobaczył.
-Chyba ktoś uznał że zwariowałeś psychicznie i się nad tobą zlitował.-zaśmiała się Kada podchodząc do niego i widząc chleb w reku Yasu.-A teraz wracajmy czekać na bandytów.


-Kapitan kazał przekazać żebyście wracali do hotelu, bo bandyci dziś już się nie pokażą.-Powiedział strażnik przybiegając z rozkazami od dowódcy jakieś 3 godziny później.
-Miałem rację, stracona noc.-Powiedział Yasu kierując sie do hotelu i ziewając przy tym.
-Tylko jeden Artheriański pies? Nie doceniają nas, czy może tylko ten odważył się przyjść?-Odezwał się jakiś głos a chwile później strzała trafiła w posłańca zabijając go na miejscu.
-Nigdy się nie uczą, nawet setka takich to dla nas za mało!-zawołał jakiś inny głos który był o wiele młodszy d poprzedniego.
-Koniec gadania bierzemy wszystko co możemy.-Powiedziała jakaś kobieta o średniej długości czarnych włosach z czerwonymi pasemkami z przodu zaczesanymi na jedno oko, a z tył upiętymi w kuc, na twarzy posiadała dużą bliznę przechodzącą pomiędzy jej czarnymi oczyma, usta miała pomalowane na czarno, a odziana była w poszarpane czarne spodnie, białą koszulę z poszarpanymi rękawami, oraz wysokie czerwone buty. Przy jej pasie spoczywała katana która zdecydowanie nie pasowała do kobiety, gdyż w porównaniu do jej przechodzonego i biednego ubioru wyglądała na piękną i drogą broń. Jej towarzysze również odziani byli na podobnym poziomie "ekonomicznym", od razu widać było iz grupa ta wywodzi się ze slamsów, lecz by tak długo stwarzać takie problemy armii musi mieć naprawdę dużą silę.
-Chyba jednak opłacało się czekać.-Stwierdziła Kada podnosząc się.-jak dobrze pójdzie opuścimy miasto jeszcze przed południem co myślisz?-Spytała Yasutsunę podchodząc do niego nie spuszczając oczy z bandytów.
-Zdążymy zrobić to przed świtem. Sam mógłbym się nimi zająć.-Stwierdził chwaląc się Yasu.
-Nie chwal się gówniarzu!-zawołał jakiś dzieciak którego wiek można by oszacować na około 6 lat, po czym rzucił kilkoma nożami w Yasutsune. Miał on krótkie roztrzepane jasnoblond włosy, podkrążone, zielone oczy które wyrażały czyste szaleństwo i chęć mordu, oraz wyjątkowo jasną karnację, jego ubraniem było kilka podartych szmat nałożonych tak by chronić przed zimnem, oraz bandaże, butów nie posiadał.
-Chyba jednak jest ktoś kto postanowił sie nam przeciwstawić Kokoro.-Powiedział wysoki chudy mężczyzna o zabandażowanej twarzy. Miał ciemna karnację, długie brązowe włosy, czerwone przekrwione oczy, oraz masę blizn na każdym kawałku centymetrze ciała który był odsłonięty. A na plecach znajdowały się dwa miecze.
-Nie martwcie się to nie zajmie długo to tylko rozwrzeszczany bachor. Viera moze sprawic problem.-Powiedziała kobieta, ruszajac do przodu a jej towarzysze za nią.
-Biorę las...-zaczął Yasu lecz jeden z mieczy wysokiego bandyty prawie ściął mu głowę.
-Zabawmy się trochę młody.-Zawołał facet wyjmując drugi miecz. Podczas gdy jeden z mieczy Kady zbił się z kataną Kokoro.
-Hej gówniarzu nie zapominaj o mnie!!!-zawołał dzieciak zrzucając nożem gdy yasu zrobił kolejny unik przed cieciem miecza mężczyzny.
-Nie jesteś taki zły!- zaśmiał się mężczyzna robiąc unik przed atakami yasutsuny.-Ale twój styl nie zda się na wiele gdy walczysz przeciw nam!- zawołał gdy jeden z nożny wbił się w lewą rękę Yasutsuny.
-KURWA!!! Celowałem w tyłek!-zawołał dzieciak.

Szermierz_2525 - 2015-04-21 15:14:19

Zwód w lewo, piruet w prawo, teraz w lewo z osłonięciem na plecy... Tempo, które narzucili przeciwnicy było wyjątkowo duże, lecz widać było, iż nie pobierali oni żadnych nauk szermierczych, łuczniczych, czy innego rodzaju sztuk walki.
-Najpierw trzeba zająć się słabszymi - pomyślał Yasutsuna spoglądając kontem oka na dzieciaka z nożami oraz grupkę rabusi, którzy przygotowywali się do oddania salwy z łuku co było naprawdę lekkomyślne, iż wszyscy naraz strzelali w to samo miejsce. Byli to zapewne nowi rekruci, podczas gdy "weterani" zajmowali się walką z Kadą, lub ruszyli aby już rabować posiadłość - Nie... Miała rację, że sam artefakt nie da mi zwycięstwa... - pomyślał Yasu przypominając sobie jak druzgocącą porażkę poniósł z rąk błękitno włosej kobiety z cesarstwa Xia, która na dodatek wyśmiała jego zdolności posługiwania się artefaktem - przynajmniej dopóki nie poznam jego słabości i mocnych stron... - pomyślał wykonując zwinny unik przed pionowym cięciem jednego z mieczy sporego faceta, który postanowił o zatrzymać, aby już po chwili zostać zmuszonym do ponownego cofnięcia się, przez drugi miecz nadchodzący poziomo.
-Nie uciekaj tak, bo przypominasz tresowaną małpkę! - zaśmiał się facet ruszając do przodu, na co blondyn odpowiedział prostym pchnięciem, po którym momentalnie nastąpił unik z piruetu, tak że otarł się o ostrze przeciwnika wykonując półobrót, a gdy był przy jego ręce ciął ją głęboko przez sam mięsień, po czym ruszył biegiem w stronę łuczników - SZLAG!!! - zaklął facet chwytając się za rękę z której lała się krew - Zatrzymajcie go!!! Na co czekasz Furtz?!!! - krzyknął w stronę dzieciaka z nożami.
-NIE KRZYCZ NA MNIE!!! - wrzasnął dzieciak rzucając nożami w biegu, tak, że Yasu po raz kolejny został zmuszony do spowolnienia.
-Cholera! -zaklął pod nosem Yasu, którego plan legł w gruzach, gdyż jak wiadomo łucznicy są najsłabiej wyszkolonymi w zwarciu oddziałami, a ci nawet nie posiadali do tego broni.
-Zauważyłem, że coś tam możesz potrafić, ale teraz przegiąłeś... - powiedział facet z dwoma mieczami obwiązując rękę jakąś szmatą i mocno zaciskając przy użyciu zębów i drugiej ręki - możesz mnie ranić, ale po to żeby zabić mnie, ale nie moją rodzinę!
-Heh... Każdy ma metody - uśmiechnął się Yasutsuna zdając sobie sprawę, że ta sama sztuczka nigdy nie działa dwa razy, więc lepiej nawet nie próbować, gdyż jego przeciwnik wygląda na twardego.



Dwa ciosy wykonane jednym mieczem nadleciały wyjątkowo szybko najpierw z pionu, aby później wyruszyć na górne lewo. Masa mężczyzny nie służyła tylko pokazowi. Był naprawdę silny i zadziwiająco szybki jak na swoje rozmiary. Kolejny cios wyruszył znad głowy próbując wbić się w głowę Yasu, lecz ten wykonał swój unik w piruecie, co pozwoliło mu zobaczyć w porę, iż Furtz rzuca w jego kierunku nożami dzięki czemu nadarzył z kolejnym unikiem, lecz gdy ujrzał celujących do niego łuczników i rabusia ruszającego z mieczem...
-Uaa... - Yasu próbując odskoczyć w tył stracił równowagę po czym wylądował na ziemi cudem unikając cięcia, które miało pozbawić, go głowy, lecz jego lewe ramie zostało przebite jedną ze strzał - Gha... - jęknął blondyn zrywając się z ziemi jak najszybciej mógł i zdając sobie sprawę, że przeciwników jest zbyt wielu. Nawet jeśli dałby radę pokonać 3-4 to reszta zabije go w odwecie - muszę coś zrobić... - zaczał się zastanawiać Yasu wycofując się raz po raz, gdy nagle zdał sobie sprawę, że znaleźli się tuż pod dworem który mieli bronić - Znajdźcie mnie w środku!!! - zawołał Yasu wbiegając do budynku - PRZYPOMINAM, ŻE GŁĘBOKO RANIŁEM WASZEGO KUMPLA!!! -dodał, aby na pewno za nim poszli zamiast ruszyć hurtem na jego towarzyszkę.
-Furtz i ja pójdziemy za nim, a reszta nich sprawdzi co z Kokoro - martwi mnie ta Viera - powiedział mężczyzna, którego ramię zostało zranione przez Yasutsunę.



-Hu, hu... - Yasu dysząc dobiegł do skarbca w którym grasowali już rabusie - niby mieliśmy chronić ten dom, ale trochę sporo ich... - pomyślał zastanawiając się co robić dalej - a może by tak...



-CO TU SIĘ DZIEJE!!!-wrzasnął wysoki mężczyzna wbiegając do skarbca widząc jak jego towarzysze z niego uciekają jeden po drugim.
-Nic takiego... Po prostu władca CAŁEGO ŚWIATA postanowił uratować dzień! - zawołał Yasu stojąc piętro wyżej i rzucając w dół róznego rozmiaru i kształtu butelkami do których były powsadzane szmaty które przypalał lampą która stała na stoliku obok.
-ZAJMIJCIE SIĘ NIM!!!- Wrzasnął facet
-Przejście na górne piętro jest zablokowane... Nie możemy otworzyć drzwi, bo je czymś zablokował...
-Szlag... Sam się tym zajmę! Furtz!



-A już liczyłem, że się poddacie... - rzucił Yasu gdy zobaczył faceta który dostał się na górę przez okno - Ale podziwiam zapał! - dodał widząc wściekłość faceta - Ja do 18 nie miałem... - nim Yasu zdołał skończyć żelazo przemówiło.
Już po chwili Yasutsuna zdał sobie sprawę, że walka w tym miejscu nie jest dla niego najlepszym pomysłem, gdyż korytarz był wąski, a ataki 2 przeciwników mogły sprowokować go do przypadkowego wyskoczenia prosto w płomienie. Musiał jak najszybciej pozbyć się Furtza, który był prawdziwym wrzodem na tyłku.
-Mam cię!!! -ucieszył się Yasu gdy dał radę dostać się do dzieciaka.




-Skończyłem - powiedział wychodząc z posesji Yasu bezuczuciowym tonem, a na jego koszuli była krew, po czym zerwał się do biegu, gdzie Kada walczyła z Kokoro, by rzucić pomiędzy dwie dziewczyny zapaloną butelkę - Jeśli ten kraj ma upaść to tylko po to, aby się odrodzić jako lepsze miejsce! - krzyknął chwytając Kokoro i zabierając ją razem z Furtzem i ranionym w rękę mężczyznom, a droga ich ucieczki jeszcze przez chwile osłaniana była przez płomienie tak, aby Kada nie mogła ich ścigać.

Tsukimiya - 2015-04-26 13:27:44

-Pani nie powinno cię tutaj być! - powiedział jakiś mężczyzna zrywając się z krzesła na którym widocznie prawie usnął, choć miał pełnić wartę.
-A gdzie mogła bym być w takim momencie? - spytała Yuyan wchodząc do zimnego, ciemnego, korytarza - I nie powinieneś sypiać na służbie - dodała po chwili swym delikatnym głosem tak, że nie wiadomo było, czy jest to ostrzeżenie, czy żart.
-Ta... TAK JEST! - zawołał wykonując gest ukazujący jego niezwykle wielki szacunek dla cesarzowej.


-To tutaj pani - powiedział jeden z mężczyzn, którzy zazwyczaj towarzyszyli Yuyan. Jak widać szybko zdobywali oni informacje o wszystkim co dzieje się na dworze, tak, iż kobieta nie musiała zaprzątać sobie głowy niepotrzebnym wykrywaniem spisków, gdyż oni zajmowali się tłumieniem ich w zarodku.
-Dam sobie radę sama - powiedziała gdy jeden ze strażników otworzył drzwi i chciał wejść z nią - cóż może mi się stać z ręki osoby znajdującej się w środku prawda? - spytała znacząco strażnika po czym weszła do "pokoju" zamykając za sobą drzwi.


-Spójrz na siebie - powiedziała kobieta z drwiącym uśmiechem na twarzy w stronę młodego chłopaka o czarnych długich włosach, które spływały mu po plecach aż do pasa, podczas gdy grzywka zakrywała część lewego oka.
-Tsk - chłopak odwrócił tylko wzrok, tak jakby nie chciał spojrzeć na kobietę za wszelką cenę.
-Wstydzisz się porażki? - spytała - a może nie chcesz na mnie patrzeć z innego powodu? - dodała podchodząc do niego powoli.
-Wynoś się wiedź..- warknął chłopak lecz nim zdołał skończyć poczuł, iż kobieta czule go przytuliła.
-Nie martw się Shen - powiedziała szepcząc mu delikatnie do ucha - jestem przy tobie i nic złego się nie stanie... Zawsze będziesz moim małym chłopczykiem... Nawet jeśli twój brat wtrącił cię do lochu wyciągnę cie z niego pomimo, że dopuściłeś się zdrady wypuszczając te kobietę bez jakiegokolwiek porozumienia z nikim...
-Matko ja... - Shen przez chwile nie wiedział co powiedzieć gdyż tak bardzo brakowało mu tego matczynego ciepła - ODEJDŹ!!! - wrzasnął w jej kierunku.
-Jak syn może być tak okrutny dla matki... - powiedziała odsuwając się - trenujesz, uczysz się, próbujesz wszelkich metod aby stać się silniejszym... Lecz nic z tego nie wychodzi... Przestań Shen i bądź dobrym chłopcem - powiedziała w jego kierunku.
-Jeśli ty przestaniesz być rozpustnicą! 2 mężów, aby zachować tron, teraz jakiś nieznany mężczyzna, który przynosi ci podarki, oraz brat Yu!
-Oh jakiś ty okrutny... mój 2 mąż zajął się mną i był moim oparciem po śmierci twego ojca, gdyż wy byliście za mali... Poza tym jak myślisz dlaczego żyjesz? Jakim cudem utrzymałeś taki status życia? - spytała patrząc na niego - Seth to jedynie mój przyjaciel, a Yu... Od niego oczekuję wsparcia, którego nie otrzymuję od mego rodzonego syna, który mówi mi tak przykre słowa, oraz przynosi wstyd uwalniając tak niebezpieczną osobę jak ta kobieta, po czym ląduje w lochu... Nie dziw się, iż nie jesteś 1 księciem przy takich czynach... - powiedziała w jego stronę - a jeśli wciąż pragniesz siły, lub wiedzy to zrozum, że artefakt ci jej nie da. Jedynie ciężka praca z najlepszymi oraz pole bitwy wskażą ci kierunek... - dodała wychodząc z lochu - Myślę, że Shen zrozumiał swoje błędy, a Len nie będzie miał nikomu za złe, jeśli osoba, którą dziś wtrącił do lochu zostanie uniewinniona - powiedziała w stronę strażnika odchodząc.

GinOrochimaru - 2015-04-26 16:25:35

-To już 10 lat.- Powiedział siwowłosy chłopak odziany w białą koszulę i długi rozpięty czarny płaszcz, słowa które wypowiedział skierowane były do kobiety o długich srebrnych włosach z tył upiętych w kuc, sięgający aż do kolan, jej oczy były krwisto czerwone, a karnacja wyjątkowo jasno blada, miała na sobie długi czarny skórzany płaszcz, lecz pomimo dłuższej chwili milczenia która oznaczała iż chłopak oczekuje odpowiedzi nie było odezwu.-Przestań gapić się na nocne niebo, i odezwij się w końcu!-podniósł głos zdenerwowany chłopak.
-Niebo jest o wiele ciekawsze od twoich humorków Genzai.-Stwierdziła spokojnie kobieta nie patrząc na chłopaka.
-Kuh...-Chłopak zacisnął zęby z poirytowania.-Jeśli zabrałaś mnie 10 lat temu, to czemu nagle tylko mówisz "niedługo"?-Spytał zdenerwowany z wyrzutami w jej kierunku.- Jestem gotowy Jiāngshī.
-Nawet jeśli ty jesteś gotowy, to scena nie jest gotowa.-Powiedziała kobieta podnosząc się z miejsca i odwracając w jego kierunku.- Poza tym kiedy mowie niedługo nie mówię że nie możesz iść i zginąć jak chcesz, ludzie podobno mogą sami decydować o własnym losie.-Powiedziała podchodząc do niego.-tak jak twój ojciec zadecydował że zginie chroniąc rodzinę zamiast uciec samemu.-wyszeptała chłopakowi ostatnie słowa na ucho, przez co na jego twarzy pojawił się grymas wściekłości, upokorzenia i winy.
-Nie musisz mi tego mówić, dobrze o tym wiem.-Powiedział odchodząc wściekły.
-Gdzie idziesz?-spytała kobieta.
-Być gotowym.-powiedział chłopak.
-Twój syn jest podobny do ciebie.-zaśmiała się kobieta spoglądając znów w niebo, gdy chłopak odszedł tak iż nie mógł jej usłyszeć.- Ma zbyt dobre serce, ciekawe czy to go zgubi? Jak myślisz?


-MIELIŚCIE POJMAĆ, ZABIĆ, WYPATROSZYĆ, CZY COKOLWIEK TAM INNEGO CHCECIE BYLE BY TYLKO POZBYĆ SIĘ RABUSI, A JEDNO Z WAS DO NICH DOŁĄCZA?!!!-Wrzeszczał dowódca gdy dowiedział się co stało się w nocy.
-Yasutsuna to idiota, ale aż taki głupi żeby dołączyć do bandy oprychów być nie może.-Stwierdziła Kada siedząc spokojnie przy śniadaniu.
-A co jeśli to zrobi? Będziemy mieli przeciwko siebie kolejnego posiadacza artefaktu.-zaczęli szeptać żołnierze którzy przyszli z wściekłym dowódcom.
-Słyszałaś co jeśli to zrobi?! Co wtedy zrobisz, tez do nich dołączysz?-Spytał żołnierz.
-Głupie pytanie.-stwierdziła Kada na co żołnierze przygotowali się do walki.- jeśli stanie przeciwko mnie, po prostu go zabiję, a teraz ide się umyć, przepraszam.-Powiedziała Kada, przesuwając 2 żołnierzy by móc przejść do łazienki.

Tsukimiya - 2015-05-01 16:41:07

-SHEN!!!-krzyknęła Báiyīng widząc brata, który jeszcze niedawno siedział w celi - słyszałam, że brat Len wtrącił cię do lochu za zdradę... - powiedziała przytulając brata.
-To prawda - odparł Shun zwieszając głowę aby nie patrzeć w oczy siostrze, która znaczyła dla niego tak wiele i nie chciał jej zawieść - lecz jak widzisz siostro nie jestem zdrajcą, gdyż nie znajduję się w lochu.
-Bardziej zmartwiłaby mnie twoja śmierć, niż zdrada - odparła - właściwie to co ty wyprawiasz - spytała widząc, iż Shen ma ze sobą włócznię, oraz konia obładowanego bagażami.
-Wyruszam na pole bitwy służyć pod bratem Yu. Tam najszybciej zdobędę siłę i nabiorę doświadczenia.
-Albo zginiesz! - wrzasnęła na niego Báiyīng - Brat Yu prowadzi kampanie przeciwko Gilgameshowi!!! Samo pole bitwy jest istnym piekłem, a to na którym znajduje sie teraz brat Yu to najmroczniejsze czeluści piekielne!
-Wybacz siostro, lecz postanowiłem, że muszę to zrobić, gdyż inaczej nie zdobędę potrzebnej mi siły. W tym momencie nie dam rady nawet zdobyć artefaktu, więc nawet nie mam co marzyć o zbliżeniu się do tej kobiety...


-Tylko tego płaczka mi tu brakuje... - jęknął Yu widząc wiadomość, która przyszła z pałacu - jak dobrze pójdzie to wsiądzie na zły statek, albo jacyś piraci go zabiją, lub potwór morski zje na śniadanie...

GinOrochimaru - 2015-05-02 02:29:41

-Już rano?-Spytał sam siebie Genzai przecierając oczy gdy obudziły go promienie słońca wpadające przez okno pokoju hotelowego w którym nocował.
-Mmmmm, jeszcze tylko chwilę.-chłopak usłyszał kobiecy głos po czym poczuł jak jego właścicielka przytula sie do niego.-Zgaś to światło.-rozkazała śpiącym tonem.
-Zaraz co ja wczoraj robiłem?-Spytał sam siebie chłopak bojąc się spojrzeć z kim śpi.
-Kazałam ci coś zrobić, prawda?-spytała ponownie kobieta, podnosząc się tak że ten ujrzał Jiāngshī której ciało okrywała jedynie kołdra, która zaczęła się z niej zsuwać.
-Co ty tu robisz?! Przecież wynajęłaś sobie osobny pokój?!-wręcz krzyknął chlopak, lecz po chwili zdał sobie sprawę ze boi się usłyszeć odpowiedzi.
-Tęskniłam.-powiedziała tonem smutnej niewinnej dziewczyny, tak by że teraz to on był tym złym.-I nie powinieneś tak się zachowywać w kierunku kobiety z którą spędziłeś noc.-powiedziała, a jej ton wskazywał na to że wyraźnie sobie z niego tylko żartuje.- rozczaruję cie, nie lobię dzieciaków.-Powiedziała widząc jak Genzai zrobił się cały czerwony na twarzy, nie wiadomo czy ze wstydu, czy zakłopotania.-Ale lobię coś co posiadasz.-Wyszeptała mu na ucho uwodzącym tonem gdy przycisnęła się do niego, po czym skierowała się do jego szyi, i powiedziała-Smacznego.-gryząc młodzieńca.
-Musisz robić to w ten sposób?-spytał chłopak gdy jedli razem śniadanie.
-Wolisz żebym po prostu gryzła?-spytała kobieta.
-Nooo. Nie, ale czuję się jak bym był twoją zabawką.-Zaczął narzekać chłopak.-Musisz robić to akurat mi?
-Ty smakujesz najlepiej.-odpowiedziała krótko kobieta.-Zresztą skąd wiesz czy nie robię tego z innymi?-spytała odchodząc od stołu.
-Nie robisz! Nie robisz, prawda?! Powiedz że nie robisz!-Zawołał chłopak zrywając się i biegnąc za kobietą.



-Nie zaatakowali od kilku dni, może dali sobie spokój?
-Może skoro zdobyli nowy artefakt przenieśli się do bogatszego miasta?
-Przestraszyli się Viera to normalne.-zażartował żołnierz gdy rozmawiał z towarzyszami o tym czemu banda złodziei nagle przestała rabować.
-A może po prostu się przygotowują, zamiast upijać się i lenić?-Spytała Kada która przyszła zobaczyć się z dowódcą.

-Czego ode mnie chcesz?-Spytała Kada wchodząc do gabinetu.
-Chciałem wiedzieć dlaczego nie zmyłaś się z miasta skoro wszyscy mówią że banda tych rzezimieszków się rozpadła, albo przeniosła.
-Viera zawsze kończą zadanie.-wyjaśniła Kada.
-W takim razie możesz o nim zapomnieć, bo ten łajdak uciekł z tom bandą.-spytał dowódca.
-Oni jeszcze się zjawia i to niedługo.-Powiedziała Kada spoglądając przez okno.- A ty powinieneś zapędzić ludzi do treningu i roboty zamiast alkoholu, i zabaw.

Szermierz_2525 - 2015-05-03 14:16:21

-Przepraszam... Proszę pana... Hej!!! Przepraszam!!! - zaczął wołać Yasutsuna w stronę jakiegoś starego dziwnego mężczyzny stojącego do niego plecami i za nic nie chcacego zwrócić na niego uwagi - ZWRÓĆ W KOŃCU NA MNIE UWAGĘ TY KUPO PRUCHNA!!! - zawołał wściekły Yasu chcąc wyjechać z kopa staruszkowi, lecz ten akurat się obrócił w stronę młodzieńca tak, że ten przeleciał obok i wylądował na ziemi.
-Och... tutaj jesteś... - powiedział staruszek. Miał długą siwą brodę sięgającą aż do ziemi, krzaczaste brwi tego samego koloru, oraz wyjątkowo bystre czerwone oczy. Na jego wysokim czole znajdowała się wąska pionowawa blizna znajdująca się na samym centrum, podczas gdy sama czaszka była idealnie łysa, tak że można by się w niej przejrzeć. Ubrany był w szaty arabskiego mędrca w barwach czerno białych.
-Gdzie jestem? - spytał Yasu otrzepując się z kurzu, choć naokoło była jedynie wielka nieprzerwana biel, więc kurz nie miał prawa tu istnieć.
-To? To jest odbicie tego co znajduje się w twojej głowie. Jednym słowem: pustka.
-CO?!!!! - wrzasnął zdziwiony i załamany tak lamerskim tokiem wydarzeń.
-Jaja sobie robię - powiedział staruszek z miną, która mówiła że miał ubaw po pachy widząc minę Yasu, podczas gdy chibi Yasu wyglądał jakby miał się powiesić - A tak na poważnie: Muszę przekazać ci bardzo ważną informację...
-Słucham... - powiedział Yasutsuna przełykając głośno ślinę i intensywnie patrząc na staruszka
-A więc... - zaczął staruszek - Niedługo urodzę... - powiedział z błogą miną trzymając się za swój wielki żołądek, który wskazywał na to, że lubi sobie podjeść.
-... - Yasutsuna nie miał jednak nic do powiedzenia. Jego kamienna twarz wyglądała jakby była wyciosana z kamienia i przerażona spotkaniem z tym typem. Chłopak zaczął się powoli wycofywać nie spuszczając staruszka z oczu, gdy nagle wszystko zaczęło się rozpływać...




-Staruszkowie nie rodzą!!! - powiedział Yasu znów ścinając włosy, które z niewiadomych powodów urosły mu w ciągu jednej nocy do tego stopnia.



-Hej - powiedział Yasutsuna stając w drzwiach domu kokoro lekko podrzucając grzywkę i starając się zrobić jak najlepsze wrażenia.
-Czego chcesz - spytała Kokoro, którą znudziło już codzienne "hej"
-Eeee... tego... - Yasu zaczął się zastanawiać co ma powiedzieć, gdyż nigdy nie wyszedł ze strefy "hej" gdy nagle... - Wiesz... Dziewczyny z blizną także mają swój urok... Co więcej takie lubię najbardziej... - powiedział chwytając delikatnie jej podbródek i unosząc twarz tak, aby móc spojrzeć jej w oczy.
-To... miłe... - odparła dziewczyna nie wiedząc jak ma zareagować, gdyż nigdy nikt nie powiedział jej czegoś takiego, a co więcej w oczach tego desperata nie widać było kłamstwa, więc może rzeczywiście mówił prawdę... Nie zmieniało to jednak faktu, że ... - i tak sie wynoś - dodała po chwili.
-Szlag! - warknął Yasu gdy nagle przypomniał sobie 2 sprawę w której tu przyszedł - jest jeszcze jedna sprawa!
-hę?
-Chcesz sie zamienić na artefakty? - spytał a jego chibi ver. zaczęła się przymilać - no chcesz... chcesz prawda... prawda, że chcesz?
-nie - skwitowała krótko
-ale spój...
-WYPAD! - wrzasnęła kokoro podczas gdy Yasu wylądował szczęką na ziemi, za drzwiami jej domu.




-Cieszę się, że już się nie gniewasz stary!!! - zaczął Yasu w stronę wielkoluda - no i że lepiej z twoją ręką - dodał nawalając w miejsce które tak dotkliwie zranił.
-GHHHHH... - mężczyzna cudem zdusił łzy - nie zabije go... nie zabije go... - zaczął mruczeć pod nosem




-POWAŻNIE?!!! -  wrzasnął Yasu - NA PANIENKI?!!!
-Zamknij się! - warknął Futz - Jak kokoro się dowie to się wścieknie, że wydajemy pieniądze na takie rzeczy...
-I pamiętaj, że zabieramy zajączka tylko z litości - dodał wielkolud.
-Futz... - zaczął Yasu - Wyrwę dla ciebie jakąś laskę... Nie martw się...
-On chyba nie załapał - spytał Futz w stronę swojego wielkiego kumpla.



-Z taką miną niczego nie złowisz - zaczął nabijać się wielkolud gdy zoczył, że Yasu ssie palec patrząc wyjątkowo zazdrośnie na Futza, który idzie z 3 dziewczynami, z czego jedną z nich trzyma już za pierś.
-DO BURDELU!!! - zawołał Yasu po chwili
-Chociaż w jednym się zgadzamy! - zawołali we 3 a Futz porzucił swoje dziewczyny, aby wraz z nimi ruszyć w kierunku domu uciech.



-Poproszę najpopularniejszą dziewczynę!!! - zawołał Yasu gdy tylko weszli.
-Poproszę Elizabethe!!! -zawołał wielkolud
-Poproszę piękność przed którą każdy się ugina !!! - zawołał Futz
-Witam panów... Nazywam się Elizabetha... - powiedział wyjątkowo słodki delikatny głos, na co wszyscy równocześnie krzyknęli "byłem pierwszy" po czym odwrócili się w jej stronę, aby wybrała, lub zaciągnąć ją ze sobą przed resztą.
-Hej... Czy... Czy my się nie znamy? - spytał przerażony Yasu widząc znanego mu już maszkarona którego z dziwnych powodów poznał w 3 poprzednich miastach.
-Ja... - "kobieta" zrobiła się cała czerwona
-NIE REAGUJ TAK!!! - zawołali wszyscy troje. 1 z nich aby zostawiła go w spokoju, podczas gdy 2, aby zabrać ją ze sobą.
-Widzę, że mają panowie problem, więc przyprowadziłem siostrę Elizabethy. Oto Bruna...
-Ja znam Brunę!!! BRUNĘ!!! -zawołał Yasu licząc na to, że skoro ta jest tak brzydka to siostra jest piękna niczym bogini, lecz niestety obie wyglądały jak dwie krople wody... - hej... czy to możliwe... Czy to możliwe, że znam was obie... - spytał na co obie "dziewczyny" zabrały go ze sobą.
-I tak nie będzie miał jaj.
-To zajączek. nie wie co zrobić z kobietą.




-Znowu? - zawołała Kokoro patrząc na 2 towarzyszy, którzy wydali w burdelu sporą sumkę, aby wynagrodzić sobie to, iż ktoś zwędził im ich wymarzone dziewczyny.
-Ale... Ale ktoś zwędził nam Elizabethe...
-Co? Takim podrywaczom? - zaśmiała się Kokoro - może jeszcze to był Yasutsuna?
-TAAAAK!!! - zaczęli płakać oboje podczas gdy kokoro poszła sprawdzić, czy to prawda, a gdy zajrzała do pokoju chłopaka ujrzała, iż wszystkie jego ubrania są w strzępach jest on cały wycałowany, a jego dusza uchodzi z ciała. na stoliku leżały jakieś podarki od dziewcząt, które zapewne zostawiły mu za wspaniałą noc.
-No to uwiódł najpiękniejsze dziewczyny w mieście, a przychodzi codziennie do mnie... - zaczęła śmiać się kokoro.





-Już na nogach romeo? - spytała kokoro patrząc na Yasutsunę, który w końcu przyszedł ze swoim "hej".
-Tak... - powiedział niewzruszonym tonem, podczas gdy jego twarz stała się całkowicie niemożliwa do rozczytania, tak jak to miał w zwyczaju gdy ktoś wyjątkowo zrani jego uczucia, lub dowie się o jego porażce na tym tle, a później zamierza się z niego nabijać.
-Więc miałeś czas do dzisiaj. jak go wykorzystałeś? na sypianiu z dziewczynami?
-Nie potrzebuję dziewczyn...  - powiedział Yasu - od dzisiaj wyruszam drogą miecza... Zostanę gladiatorem... Stanę się najsławniejszym i najsilniejszym wojownikiem na świecie i to mi wystarczy...
-tak, tak... Co z planem?
-Daj mi chwilkę... Muszę iść trenować... - powiedział wychodząc i nie zwracając uwagi na jakiekolwiek "nie", a gdy był już sam zaczał wylewać może łez w poduszkę.



-Musimy się na coś zdecydować - powiedział Yasutsuna - Albo jesteśmy radykałami, albo nie.
-Hę? - zdziwiła się kokoro.
-Wiem, że to brzmi dziwnie z moich ust skoro nie mieszkałem nigdy z wami i zapewne nie doświadczyłem takich trudów zycia, ale "wiem co czujecie" - powiedział, a gdy zobaczył wściekłość w oczach kokoro i jej 2 towarzyszy dodał - Uważacie, że ten kraj jest niesprawiedliwy. Że trzeba go zmienić. Że jeśli dalej tak będzie to tylko wyższe warstwy zostaną przy życiu... To wasze uczucia? - spytał, a gdy cisza wciąż panowała zaczął kontynuować - póki co balansujecie...
-Mówisz jakbyś do nas nie należał - zauważył Futz z wyrzutem
-Jestem po waszej stronie i chce, ale nigdy nie doświadczyłem tego co wy... Tak czy inaczej... Balansujemy pomiędzy... Napadając na bogaczy tylko zaostrzamy konflikt. Jak myślisz Futz co stanie się kiedy zabierzesz pieniądze bogaczowi?
-dostaniemy na chleb - odparł Futz.
-nie... Będzie chciał odzyskać fortunę, więc podniesie podatki, lub zainwestuje pieniądze w niewolników, aby charowali dla niego w niewyobrażalnie ciężkich warunkach, aż je odzyska. Nie pomyśleliście o tym prawda? Wasze działania tylko zaostrzają konflikt... Im więcej ukradniemy tym więcej chcą odzyskać...
-Więc co nam proponujesz? - spytał wielkolud.
-To powinna zrobić już dawno Kokoro, ale myślę, że nie chciała was narażać, więc ja powiem to głośno. Macie dwa wyjścia: zostać niewolnikami, a tym samym się poddać i czekać na lepsze jutro, które prawdopodobnie nie nastąpi, lecz słyszałem o jakiejś sekcie która pozwalała rozrywać się lwom, aż pozwolono im zostać religią panującą ze względu na to jak głęboka była ich wiara, tak więc może i to się uda. 2 wyjście to stanowczy krok zbrojny w kierunku wyższych sfer. I nie mówię to o "płotkach", lecz o najbogatszej osobie w tym mieście - powiedział Yasutsuna patrząc na nich - Jeśli się na to zdecydujemy zapewne nie unikniemy wielu ofiar... Szacuję, że zginie około 70% z nas.
-70%?!!!
-W najlepszym wypadku. Do tego dobrze by było nie wciągać w to niezdolne do walki osoby i postarać się uniknąć zbyt wielkiego konfliktu, czyli załatwić to w miarę cicho. Inaczej inny kraj może to wykorzystać i objąć nas "protektoratem", lub po prostu podbić. Pamiętajmy też, że stracimy większość wojsk, więc kraj będzie całkiem bezbronny...
-ZWARIOWAŁEŚ!!! - wrzasnęła Kokoro, która już dawno rozpatrywała tę opcję, lecz wiedziała, że nie ona najmniejszych szans na powodzenie, a same skutki sukcesu byłyby zbyt duże do zniesienia.
-Każdy kraj kiedyś upada, a kiedyś powstaje. Powstanie jest trudniejsze niż upadek. Zwłaszcza po upadku - odparł Yasu.
-Masz się za boga? - spytała.
-Jeśli będzie trzeba to za osobę, która pierwsza pójdzie na stracenie w odpowiedzialności za wojnę domową i zamach stanu! - odparł Yasutsuna
-Pytam ponownie: MASZ SIĘ ZA BOGA?!!!
-Jeśli tamta odpowiedź ci nie odpowiada, to: ZA KSIĘCIA, KRÓLA, CESARZA, WŁADCE, BOGA, WŁADCĘ DEMONÓW !!! - wrzasnął Yasutsuna wstając i wyciągając sztylet i przyjmując pozę rozpoczynającą pozę Barabaku Saika, która roztaczała szlachetną aurę - I ZROBIĘ WSZYSTKO ABY ZMIENIĆ TEN KRAJ A POTEM ODDAĆ GO W RĘCE TWOJE I LUDU!!! - gdy skończył mówić odwrócił się i ruszył w stronę drzwi - dam wam 4 dni na znalezienie innego rozwiązania, bądź podjęcie decyzji. W tym czasie możecie robić co chcecie... Nie chce tu rządzić. Po prostu odejdę gdy to się skończy, lub jeśli chcecie to zanim się zacznie. Viera przekonam, aby dołączyła do mnie w walce, lub w drodze. to wasza decyzja.
-ma jaja - powiedział Futz po chwili przerywając całkowite milczenie.

Tsukimiya - 2015-05-04 13:44:49

-Sprawię, że brat Yu będzie ze mnie dumny i przyniosę chlubę całej rodzinie! - cieszył się Shen trenując na pokładzie statku, podczas gdy słońce pięknie świeciło tak, że aż chciało by się wyjść na dwór i zdrzemnąć na jakimś hamaku. On jednak takie dni spędzał na ciężkich treningach z najlepszymi nauczycielami, których otrzymał dzięki swojemu statusowi i pieniądzom matki, która jest cesarzową - Poznam pole bitwy i zdobędę siłę!
-SMOK!!! TO SMOK!!! - rozległ się krzyk gdy jakiś cień leniwie przeleciał nad statkiem.
-To tylko chmura... To przecież statek zbudowany w cesarstwie Xia, więc jest wyjątkowo szybki, a smoki na morzu? Chyba tylko morskie... Nie znajdziesz tu smoków na niebie - zaczął uspokajać marynarza jakiś żołnierz siedząc koło beczki z rumem.
-Nie słyszałeś nigdy o Intonerach?
-Ta. Słyszałem. bajki, którymi stare baby straszą dzieci, żeby nie poszły służyć ojczyźnie. A teraz nie ma... Ty... Chmury nie zawracają co nie?
-Nie, A co?
-To leć pod pokład wołać wszystkich żołnierzy - powiedział mężczyzna wstając, gdyż "chmura" zawróciła i zaczęła zbliżać się do statku z wielką prędkością - biegnij pod pokład książę - wrzasnął w stronę Shena
-Sam powiedziałeś, że to bajki! - odparł Shen, choć nie wiedział nawet o czym rozmawiają, lecz już po chwili tuż nad statkiem przeleciał wielki biały smok. Cały pokryty był śnieżnobiałymi, lśniącymi łuskami, a na jego łapach znajdowały się wielkie, ostre pazury, które za jednym zamachem mogłyby zabić nawet najtwardszego wojownika. W jego ogromnej paszczy znajdowały się wielkie ostre kły, które jak zdawało się mężczyznom tylko czekały, aby ich przeżuć, bo przecież służyły do zabijania ludzi, bo jak wiadomo, smoki nie żywią się zieleniną, czy zającami, lecz ludźmi i im podobnymi gatunkami.
-WSZYSCY ZA BURTĘ!!! -wrzasnął żołnierz, któremu nagle odeszła odwaga, gdy zobaczył te bestię z bliska.
-Osłaniam odwrót! - krzyknął Shen wystawiając włócznię, lecz nim zdarzył doskoczyć do drzwi, obok, których stał żołnierz ze smoka zeskoczyła jakaś szczupła osoba.
Miała długie, srebrne włosy, które z tylu uwiązane czarną kokardą sięgały jej nieco poza pas, podczas gdy z przodu były krótsze. Jej skóra była jasno biała i niczym nieskalana. Ubrana była cała na biało nie licząc czarnej stalowej rękawicy od zbroi płytowej na lewej ręce, oraz kilku pasów, które zapewne miały służyć ozdobie. W jej prawej ręce znajdowało się połączenie miecza jednoręcznego i chakramu. Broń ta była w barwach bieli i czerni, oraz posiadała bogate zdobienia.
-INTONER!!! - krzyknął mężczyzna sięgając do pasa, aby wyciągnąć miecz, lecz nim to zrobił ostrze kobiety przecięło tętnice tak, że krew bryzgnęła i zalała pokład, jej broń, oraz ją. Nie minęła nawet chwila, a dziewczyna wbiegła pod pokład.
-WRACAJ!!! - wrzasnął za nią Shen, który zrozumiał, iż kobieta jest kimś wyjątkowym i jeśli dostarczy jej głowę swemu bratu ten będzie z niego dumny bardziej niż gdyby zabił samą straż przyboczną króla gilgamesha, gdyż ci są przecież zwykłymi ludźmi, a tak kobieta dosiada smoka, więc przy dobrym obrocie spraw uda mu się i zdobyć smoka.


-Bogini... - wyszeptał Shen gdy zobaczył piękną twarz dziewczyny, która zabiła kolejnego rzołnieża, a jej styl walki choć brutalny był zarazem piękny i malowniczy. Jej piękna twarz, delikatne ciało, oraz białe ubrania sprawiały wrażenia jakby naprawdę była boginią która zstąpiła na ziemię, lecz gdy krew pokrywała teraz biel w którą była odziana, oraz jej twarz wydawała się bardziej córką wojny niż delikatną boginią którą mogła by być codziennie - NIE POZWOLĘ !!! - krzyknął po chwili Shen zdając sobie sprawę, iż kobieta morduje jego rodaków, nie pozwalając im walczyć z nią w więcej niż 2 v 1 z powodu ciasnych korytarzy i pomieszczeń. Shen ruszył szarżując przez korytarz i zapędzając ją do pokoju, gdzie mógł w miarę wygodnie manewrować swą włócznią. Wykonał 2 szybkie pchnięcia, po których spróbował uderzyć kobietę tyłem drzewca, a gdy tylko to zrobił wykonał poziomy obrót włócznią dookoła siebie co miało dać mu "nietykalność". niestety przeliczył się, gdyż nim obrót dotarł do kobiety ta chwyciła go swą lewą ręką za krtań, podczas gdy ostrze wbiło się głęboko w jego rękę. jej uchwyt okazał się wyjątkowo silny i niemożliwy wręcz do wyswobodzenia. Może było to winą jego słabości, a może siły kobiety. Shen stawiał na to pierwszy, gdyż dziewczyna nie wyglądała na zbyt wielkiego mocarza, choć jak wiadomo wygląd może zmylić.
-Dlaczego... - Spytał patrząc w jej prawe oko o barwie czerwonej róży. Nie wiedział czemu, lecz z lewego wystawał jej jakiś kwiat. Może była to jakaś ozdoba, a może jaś rytuał samookaleczenia, który przechodzili wszyscy w jej kraju... Ważne dla niego było, iż ta kobieta choć tak piękna zabiła tylu ludzi.
-Wyglądasz na zdrowego i silnego - odpowiedziała przechodząc po całym jego ciele wzrokiem.
-O czym...
-jeśli chcesz żyć nie opieraj się - odparła kobieta ciągnąc go do smoka - Trzymaj go mocno - poleciła bestii, gdy ta ścisnęła biednego Shena w swej łapie, a kobieta wróciła pod pokład, aby po chwili wyjść stamtąd z zapasami.




-Myślałem, że jesteś boginią, a ty jesteś zwykłym piratem!!! - wrzasnął przywiązany do drzewa Shen, gdy kobieta przeglądała zrabowane zapasy.
-oj.. oj... Jesteś taki nieczuły... - rozległ się głęboki męski głos.
-Kto?
-To ja - rozległ się głos a smok wydyszał niewielki płomień z nozdrzy dając znak.
-TY MÓWISZ?!!!
-Zdziwiony? Jestem istotą myślącą - odparł biały smok, aby po chwili dodać - wracając do tematu: spójrz na nas... Co nam zostało? Możemy już tylko szukać One Park...
-Kh...Kh... BUAHAHAHAHA- Shen wybuchnął śmiechem, aby po chwili powiedzieć - też się pisze. Zawsze chciałem zdobyć One Park!
-Nie masz wyboru - powiedziała Zero - Należysz do mnie, więc albo zrobisz co ci każe, albo zginiesz - dodała przysuwając się i zrzucając z siebie swój płaszcz.

GinOrochimaru - 2015-05-04 15:37:13

-Masz chwilę?-spytała Kokoro stając w drzwiach Yasu.
-Co? ja? naprawdę?-Zapytał zdziwiony tym iż kobieta sama do niego przyszła.- Znaczy, wiedziałem że wrócisz, zawsze wracają.-Powiedział odgarniając grzywkę z miną uwodziciela.
-Nie wątpię, skoro uwiodłeś Elizabeth.-Powiedziała Kokoro, na co mina Yasu zmieniła się w kamienną maskę z której ciężko coś odczytać.
-Droga miecza, tak droga miecza...-zaczął mruczeć pod nosem.
-W każdym razie przyszłam tu w sprawie twojego szalonego pomysłu.
-Wiec jaka jest wasza odpowiedź?-Spytał Yasu.
-Jeśli udało by się coś zrobić z Viera jestem skłonna się zgodzić.-podała swoją odpowiedź kobieta.-ALE! tylko pod tym warunkiem, nie chcę żeby wszyscy umarli.
-Nie martw się, zrobię to dla ciebie.-Powiedział Yasu mając na twarzy minę uwodziciela, po czym wyszedł.
-Czy on nie zdaje sobie sprawy że żadna kobieta się z nim nie umówi skoro zdobył już serce Elizabethy i Bruny?-zaśmiała się Kokoro wychodząc  po chwili.


-Hej!-zawołał Yasu wchodząc przez okno do pokoju Kady.
-Najwyższa pora, co masz mi do powiedzenia?-Spytała Kada patrząc na chłopaka.
-eeee, tęskniłem?-spytał Yasu nie wiedząc o o chodzi.
-Kogo ja oszukuję najpierw musiał byś myśleć.-załamała się Kada.-Więc jaki jest następny cel?-spytała wprost.
-Świetnie!!!-pomyślał w duchu Yasu-Nawet nie musiałem jej przekonywać, a już się bałem że mi nie pomoże.-uspokoił się nie ukrywając zadowolenia.-Tak więc atakujemy najbogatszą osobę w mieście!-Powiedział Yasu z tryumfalnym uśmiechem na twarzy.
-Wiec kiedy?-Spytała patrząc na niego.
-tego jeszcze nie ustaliliśmy, ale zgodzili się szybciej niż sądziłem, przez chwile myślałem ze będziemy musieli wymyślać jakiś sposób żeby cie pokonać, ale ty na szczęście do nas dołączasz, nie?-Mówił Yasu łapiąc Kade za rękę i ciągnąc by wymknęła się z nim przez okno, lecz poczuł opór.-Nie?-spytał przerażony obracając po woli głowę w jej stronę.
-Nie.-powiedziała krótko Kada.
-Czemu?! ten kraj musi sie odrodzić! Nie widzisz tego?!-spytał Yasu chcąc przekonać Kade.
-Viera zawsze wykonują misję.-wyjaśniła krótko kada.
-Nawet jeśli doprowadzi ona do śmierci masy ludzi? Nawet jeśli stoisz po złej stronie i zdajesz sobie z tego sprawę?
-nawet wtedy.-Powiedziała Kada.
-Nigdy nie rezygnujecie? Nie zmieniacie priorytetów? Co jeśli macie wybrać rodzinę, bliskich przyjaciół, albo jakaś głupia misję? Ci ludzie potrzebują pomocy by chronić bliskich, a ty wolisz chronić dobytku jakichś bogaczy bo taka masz misje?
-Jeśli trzeba dla misji poświęcasz życie, jeśli towarzysz cie spowalnia, sam odbiera sobie życie, lub mu pomagasz, nie ważne kim jest, to filozofia Viera. Masz jeszcze jakieś pytania?-Spytała Kada patrząc na yasu oziębłym wzrokiem.
-Więc cała ty do tej pory to kłamstwo? jedynie udawałaś?
-Mylisz się, nasza filozofia może wydawać sie okrutna, ale pomaga przetrwać, nie jesteśmy tak okrutną rasą jak ci sie wydaję.
-Nie pomożesz mi?
-Nie.
-Więc następnym razem spotkamy się jako wrogowie.(tutaj scenka z chibi ludzikami)
-Nie będziesz mieć nic przeciwko, jak sprzedam twój artefakt, i wszystkie organy których nie uszkodzę żeby odzyskać dług?-spytała Kada.
-JASNE ŻE BĘDĘ!!!-wrzasnął yasu.
-To jak ja odzyskam pieniądze?-spytała samą siebie Kada ze złami w oczach i zwieszona głową.(koniec scenki.)
-Jak będziesz martwa to nie będę miał jak oddać ci długu, nie?-spytał Yasu myśląc ze Viera odpuści mu całość już teraz a potem jakoś się ułoży.
-Po prostu pochowają mnie z nim.-wyjaśniła Kada.-I chyba powinieneś już iść.

Szermierz_2525 - 2015-05-06 15:02:38

-Co mam zrobić? - zasanawiał się Yasutsuna siedząc przy zgaszonej świecy, tak aby nikt nie wiedział, że już wrócił - Mogę im powiedzieć po tym, że Kada wciąż obstaje przy swoim, aby pozostawali w martwym punkcie, lub okłamać ich co zaowocuje zwykłą rzezią... - Chłopak starał się dostrzec swoje odbicie w lustrze, lecz zdawał sobie sprawę iż w tych ciemnościach było to niemożliwe - SZLAG!!! - pomyślał wściekły uderzając ręką w ścianę - Dlaczego... Dlaczego nie mogę być taki jak Tsumibito... On nie musiał by się wachać...
-Więc już wróciłeś? - rozległ się za nim kobiecy głos
-Ja... ee... Pewnie...
-I jak? - spytała Kokoro
-Co mam powiedzieć - zaczął się zastanawiać Yasutsuna, który nie spodziewał się, że będzie musiał udzielić odpowiedzi jeszcze tej nocy - Sparawa załatwiona! - wypalił nagle.
-Nie wiem jak to zrobiłeś, ale w porządku... Pójde pomówić z innymi.
-A nie wolała byś zostać ze mną? - spytał uwodzicielskim tonem yasu szybko zagradzając jej drogę, a widząc jej minę usunął się z drogi, aby po chwili dodać - zaczekaj... muszę ci coś powiedzieć...
-Nie przekonałeś Viera?
-Nie...
-Wiedziałam... W takim razie nie ma mowy o...
-To nie to... Chodzi mi o to, że... ja... - tutaj Yasu zaczął wyjątkowo głośno kaszleć tak, że nie dała się usłyszeć co powiedział.
-Powtórz, bo przez ten kaszel nie dało się usłyszeć.
-Ja... *ponowny atak kaszlu*
-Jak nie mówisz to sobie idę.
-Podziwiam was pasuje? Podziwiam!!!
-Hę? - zdziwiła się Kokoro nagłym wyznaniem które całkowicie nie miało sensu i było niezwiązane z rozmową.
-Bo widzisz... Pomimo, że stoicie w miejscu to przynajmniej wysyneliście łeb ze skorupy... Gdyby nie dług zaciągnięty u Viera i groźba zostania niewolnikiem dalej płaszczyłbym się przed dwójką żałosnych facetów, którzy płacili mi grosze i mnie prawie codziennie mnie poniżali... To jeden z powodów dla których postanowiłem wam pomóc...
-Jeśli liczysz, że takie słówka coś zmienią...
-Nie... i uwierz mi, że jeszcze niedawno wolałbym zmienić ten kraj nie poświęcając ani jednego życia: biedaka, czy bogacza, a nawet konia, lub gołębia... Tylko nie potrafię ścierpieć władcy, który tak traktuje poddanych... To nieuchronnie prowadzi do upadku kraju... Krwawego i bezsensownego... Jeśli ktoś nie powie głośno tego co myśli...
-Słowa nic nie wskórają i oboje o tym wiemy.
-Właśnie dlatego zaproponowałem moje rozwiązanie... Możesz się ze mną nie zgadzać, możesz mnie podejrzewać o wiele rzeczy, nie lubić we mnie jeszcze większej liczby rzeczy, ale chyba wiesz, że nie chciałbym śmierci wszystkich tych ludzi...
-Jeśli zajmiesz się Viera rozmyślę twój plan. To była, jest i będzie moja odpowiedź.

Tsukimiya - 2015-05-10 16:51:01

-Naprawdę myślałam, że jesteś silniejszy... - powiedziała Zero po raz kolejny stojąc z wyciągniętym ostrzem, którego koniec wymierzony był w Shena leżącego na ziemi - ehhh... przynajmniej porządnie wyglądasz - powiedziała chowając broń.
-Nie traktuj mnie tak! - oburzył się chłopak - może i teraz nie jestem w stanie cie pokonać, lecz jako mężczyźnie należy mi się szacunek!!! - zawołał za nią, aby po chwili dodać cicho - zwłaszcza po wczorajszym...
-Zwłaszcza po wczorajszym jesteś moją dziwką - odparła srebrnowłosa kobieta - a to co zrobiliśmy to jedynie odpowiedź na popęd każdego gatunku, więc nie mów o tym tonem niewinnej, skrzywdzonej dziewicy.
-OK! Po pierwsze jako mężczyzna mogę być jedynie żigolakiem, po 2 jako książę...
-Po prostu się przymknij i zdaj sprawę z oczywistych faktów, a jeśli będziesz zbyt wkurzający to zostaniesz obiadem - powiedziała tonem, który wskazywał, że naprawdę jest bliska wyprowadzenia z równowagi - i jeszcze jedna uwaga: jeśli będziesz zwracał uwagę na to że jesteś księciem długo nie pożyjesz, a na pewno wolnym człowiekiem nie zostaniesz - dodała po chwili.
-Jakbym teraz był - zauważył pod nosem Shen zbierając się z ziemi i idąc po włócznię.



-Właściwie to czym jest intoner? - spytał Shen w stronę białego smoka, który wylegiwał się zwinięty obok niego, podczas gdy Zero poszła się wykąpać.
-oj, oj... Jesteś taki brutalny... Sypiasz z Intonerem, a nie wiesz co możesz od nie złapać?- spytał złośliwie smok.
-JAK MAM SIĘ WYLECZYĆ!!! - wrzasnął przerażony Shen.
-HAHAHAHA!!! Nie spodziewałem się, że kolejny głupiec da się nabrać... HAHAHAHA!!! Gdyby nie to, że smoki nie płaczą odwodniłbym się ze śmiechu...
-To nie jest zabawne - odparł Shen siadając - a na poważnie?
-Wyobraź sobie najpiękniejszą, najbardziej powabną i najcudowniejszą istotę jaką możesz - powiedział smok - Już? - spytał.
-Owszem - odparł Shen widząc Zero z poprzedniej nocy.
-To teraz wyobraź sobie przeciwieństwo. Kiedy je dosłownie połączysz powstanie Intoner.
-eeheee... NIE!!! To nie możliwe połączyć takie wizje! - odparł Shen.
-Hmmm... Jak jeszcze mogę to ująć... Wszyscy rozumieli już za pierwszym razem, lecz jak widzę nie potrafię nauczać książąt i szlachciców... Może więc podam ci fizyczny "skład".
-"Skład"? -zdziwił się Shen.
-"Skład" - powtórzył smok - Intoner jest jak... pasożyt -tutaj pojawia się schemat przekroju ciała Zero na całkiem białej przestrzeni - To co widzisz kiedy patrzysz na Zero to jedynie "opakowanie", "żywiciel", czy może pozostałość po jej poprzednim "ja". Wewnątrz niej znajduje się roślina - tutaj przestrzeń zmienia się w czarną, a obok ciała pojawia się niewielki kwiat o wyjątkowo rozbudowanej budowie korzeni, który powoli przesuwa się na ciało, aż nasuwa się na nie, tak, że roślina idealnie pasuje do "doniczki", a korzenie układają się w każdej kończynie jak układ nerwowy - Ta roślina daje jej siłę, zdolności i życie. Jest "nią", więc choć większość osób twierdzi, że intonerem jest połączenie Człowieka oraz tej rośliny ja jestem skłonny uwierzyć, iż intonerem jest ta przeklęta roślina, która rok do roku odbiera swojemu żywicielowi coraz więcej, aż w końcu ten przestaje istnieć. Jak długo to postępuje? Tego nie wie nikt poza intonerem, aż ten zakończy proces i nastąpi całkowita asymilacja.
-A co się wtedy stanie? - spytał Shen przełykając głośno ślinę.
-Kiedy stanie ? - spytała Zero przerywając ich rozmowę.
-Stanie się takim dziwadłem jak Zero - zażartował złośliwie smok.
-Uważaj sobie, bo nie z takimi już...
-sypiałam? - skończył za nią złośliwie smok, choć wiedział że dziewczyna chciała powiedzieć "radziłam"
-Jutro nie dostaniesz słodkiej wieprzowiny - odparła wściekła Zero.
-Daj spokój... Ja tylko...
-POWIEDZIAŁAM!!!
-NIE TO NIE!!!
-HUMPF!!!- oboje w tym samym momencie odwrócili się od siebie wściekli, aby po chwili popatrzeć katem oka.
-Jeśli przeprosisz to może trochę dostaniesz - powiedziała Zero
-Jeśli dostanę to może przeproszę...
-I tak nie przeprosisz - powiedziała Zero przytulając się do smoka - chyba za bardzo ci pobłażam...
-I w drugą stronę - odparł smok.

GinOrochimaru - 2015-05-11 16:11:24

-Widzę że bardzo sie nudzisz.-stwierdziła Jiāngshī widząc Genzaia który z nudów nie wiedział co ma z sobą począć.
-A co mam robić? Widzę już dno sakwy gdy do niej zagladam, a ty ciagle tylko mowisz że "jeszcze nie nadeszła pora".-stwierdził oburzony chłopak.
-Więc sie ucieszysz, bo znalazłam ci zajęcie na którym zarobisz.-powiedziała dziewczyna machając kilkoma kartkami pamieru.
-Co to takiego?-Spytał siwowłosy chłopak zrywając sie i wyrywając kobiecie kartki.
-Listy gończe.-wyjaśnła kobieta.-Jest ich całkiem sporo więc bedziesz miał co robić, nie uwarzasz?-spytała kobieta.
-Wiesz ile może zając mi szukanie chodźby jednego z nich? Predzej umrę z głodu.-Stwierdził Genzai.
-Kilku pierwszych napewno nie znajduję sie daleko, bo listy są świerze.-stwierdziła kobieta pokazując 3 kartki na których znajdowały sie twarze 3 merzczyzn.
-Dezerterzy co?-spytał sam siebie chłopak czytajac dokładniej informację na listach gończych.-Więc chyba powinnismy sie pospieszyć.


-Jesteśmy juz bezpieczni.-Powiedział wysoki mężczyzna o ciemnej karnacji czarnych, prostych włosach średniej długości spływających mu do ramion, oraz oczach tej samej barwy, jego zapewne drogie ubrania były teraz brudne, poplamione od krwi i poszarpane, co wskazywało na to iż ich posidacz wiele przeszedł uciekajac.
-W tym tępie jutro przekroczymy granice!-ucieszył sie jego towarzysz, który w przeciwieństwie do niego posidał krótkie jasne włosy, oraz zielone oczy.
-Tak wtedy bedziemy bawic się i pic do upadłego!-zasmiał sie trzeci towarzysz który był kompletnie łysy, a kolor jego oczu był brązowy, a dokładniej mówiąc prawego, gdyż z powodu bandazu na lewym mozna przypuszczać iż stracił je. Ubrania zarówno blondyna jak i łysego męzczyzny nawet w tym stanie mozna było oszacować na tańsze od ich czarnowłosego kompana, co mogło by wskazywać na to iż był on jeszcze nie tak dawno ich dowódcą.
-Jak sie zastanwie, to żal mi sie robi tych idiotów którzy postanowili dalej walczyć na wojnie zamiast uciec jak my.-zasmiał sie czarnowłosy.
-Świeta racja Ahmed!-Zawolali razem jego kompani.
-Do jutra jeszcze cholerny Generale!-zaczoł nasmiewać się z armii Ahmed.
-Tak jest!!!-Zawłali jego towazysze śmiejąc sie przy tym, po czym nastała chwila ciszy, i cala trójka parskneła głosnym śmiechem.
-Ale serio Ali, Kun, co macie zamiar robić jak miniemy granicę?-spytał czarnowłosy męzczyzna z powazną miną.
-Hmmmm, pierwsze co zrobie to zabiore was na dziwki.-zasmiał się blondyn.
-Pytałem powarznie Ali.
-A ja mowie powarznie, jedyne co bede robił to bawił sie zyciem. Bede pił, chodzil na dziwki, bawił się, i jesli trzeba to pływał w długach.-wyjasnił swój plan śmiejac sie blondyn.
-A ty Kun?
-Ja? Ja chyba załoze rozinę, i znajdę spokojną uczciwa pacę.-stwierdził łysol.-A ty co będziesz robił, spytali oboje zaciekawieni.
-ja zamiaeszkam obok Kuna, i bede patrzył jak sie dziwi czemu jego syn jest tak podobny do mnie.-wyjasnił swój plan czarnooki mezczyzna, na co cała trójka znów zaczeła sie smiać.

-Hej ktoś nadjezdża, co robimy?-Spytał Ali ktory miał wypatrywać zagrozenia podczas gdy jego toarzysze mieli odpocząć.-Ukrywamy sie czy walczymy?
-Ilu ich jest?-Spytał Zrywając sie Ahmed.
-2.
-Z tyloma damy sobie rade, przygotujcie sie!-rozkazał towarzyszom biorac miecz do reki.

-Miałaś racje że tu ich znajdziemy.-stwierdził Genzai widząc 3 mężczyzn czekających na niego oraz Jiāngshī.
-Znudziła mnie juz wojna i zabijanie, wiec dam wam szanse ujsc z zyciem.-powiedział Ahmed gdy tylko dwojka podjechała do 3 dezerterów.- Zostawicie konie i zawrócicie, a nikomu nic sie nie stanie.- dokończył chcac zakonczyć sprawę szybko, i bez wysliłku.
-przyklęknij żebym pozbawił sie głowy od razu, by zaoszczędzić, czasu i cierpienia.-Stwierdził Genzai schodząc z konia.
-Tylko pamietaj że sam wybrałes taki los.- ostrzegł Ahmed przygotowojąc sie do walki.
-pomogę ci.-powiedział Ali chcąc wyciagnąc broń lecz Ahmed go zatrzymał.
-To dzieciak, nie marnuj sił, zajme sie nim sam, przeznacz je na cos lepszego.-powiedział wskazując podbródkiem na Jiāngshī która własnie zsiadła z konia i odeszła do tył by usiąść w spokoju opierając sie o kamien.-Wybacz mały, ale czeka na mnie wolność, powiedział Ahmed ruszając do przodu z prostym pionowym cieciem, które zostało z łatwością unikniete przez młodzieńca, który nie dobył jeszcze swej broni.-Myslisz że to wszystko?!-zawolał dezerter wykonując kopnięcie w podprudek przeciwnika, które spodłowało dosłownie o milimetr, nastepnie Ahmed zręcznie "wyskoczył"(uzył miecza wbitego w ziemię by się wypchnac rekoma) by kopnąć pzreciwnika w głowę od góry, lecz i ten cios nie trafił, gdyz młodzieniec lekko odskoczył do tył, przeciwnik jednak nie miał zamiaru na tym zakończyć, gdyż nastepnym atakiem zamierzał podciac siwowłosego, który był non stop atakowany lecz w ostatniej chwili zdołał robić unik przed ciosem przeciwnika.
-Przestań się tak kręcić do cholery!-wściekł się ahmed gdy po raz kolejny nie zdołał trafić Geznaia.-Spróbuj chociaż walczyć zamiast ociekać, albo daj się zabić!-rozkazał zdenerwowany atakując młodzieńca tak by przeciąć go wpół.-Mam go!-pomyslał Ahmed gdy zdawało się iż jego broń zaraz sięgnie ciała młodzieńca, lecz rozległ się wtedy odgłos uderzenia o stal.-W końcu masz zamiar walczyć?-Spytał czarnowłosy widząc katanę która zablokowała jego miecz, po czym odskoczył by sam po raz pierwszy w tej walce o włos uniknąć śmierci przed drugą kataną. Tym razem to młodszy wojownik ruszył do ataku, wykonując proste poziome cięcie jedną ze swych katan, które z łatwością zostało zablokowane przez Ahmeda, lecz z drugiej strony już atakowała druga katana.
-Za kogo nie masz?!-zawołał Ahmed kopiąc Genzaia w klatkę piersiową odpychając go, a samemu przy tym lądując na ziemi, tak iż uniknął ataku przeciwnika, po czym szybko dźwignął się z powrotem na nogi i samemu zaatakował, wykonując kilka ciąć mieczem które uzupełniał kopnięciami i uderzeniami pięścią, by nie dać przeciwnikowi szansy na kontratak.
-Dzieciak dobrze się trzyma.-Stwierdził Kun siadając koło Jiāngshī.-Słuchaj wiem że mój kumpel zabije twojego towarzysza, ale nie bierz tego do siebie, może po wszystkim my razem?-spytał, lecz odzewu nie było.- Możesz udawać niedostępną, ale kiedy rozchylisz już nogi o innym nie pomyślisz.-stwierdził patrząc jak siwowłosy po raz kolejny unika ataku przeciwnika.
-Denerwujesz mnie, wiesz?-Spytał Ahmed.- Marnujesz talent powinieneś tańczyć w balecie.-zaśmiał się z chłopaka gdy ten odskoczył z gracją przed jego pchnięciem robiąc przy tym piruet.- Gdyby nie to że jesteśmy na środku pustkowia kupił bym ci baletki i rabek!-zawołał ruszając do przodu podobnie do Genzaia, tak iż miecze obu przeciwników zbiły się i siłowali sie przez chwilę z widoczna przewagą Ahmeda, mężczyzna nie miał jednak na tyle dużej przewagi by wygrać tego starcia, więc postanowił zrezygnować by nie marnować sił, i wycofał się nieco, po czym przyjął postawę obronną.
-Dobrze tańczysz, ale czy atakujesz tak samo?!-zawołał naśmiewając się z chłopaka, lecz ten po prostu ruszył do przodu pewnie trzymając miecze i atakując, lecz gdy tylko zbliżył się na zasięg ataku swego przeciwnika z wielka prędkością uderzył w niego miecz Ahmeda tak iż chłopak musiał użyć dwóch katan by zablokować ten cios, po czym wyskoczył w górę przetaczając się w bok, po czym zaatakował przeciwnika.-Nieźle!-Pochwalił go Ahmed blokując kolejne uderzenie po czym samemu wyprowadzając poziome cięcie, które zostało uniknięte, tempo jakiego nabierała walka było coraz większe, a nawet najmniejszy błąd mógł kosztować życie zarówno jednego jak i drugiego wojownika.-mam cię- pomyślał Ahmed lekko się uśmiechając gdy Genzai przeskoczył nad jego kopnięciem, po czym czarnowłosy skierował swój miecz w miejsce gdzie miał wylądować chłopak, lecz ten lądując wbił w ziemie miecz by osłonic się przed mieczem przeciwnika, pchnąć jednocześnie własnym tak iż przebił serce Ahmeda.
-Ahmed!-zawołali równocześnie Ali i Kun biegnąc w jego kierunku.-Nie daruję ci! Nie daruje słyszysz!-wrzasnął Ali ruszając w kierunku chłopaka wyciągając przy tym miecz.
-Czekaj na mnie!-zawołał Kun biorąc włócznie i podobnie do swego towarzysza atakując chłopaka, który musiał walczyć teraz z 2 przeciwników, w ich ruchach widać było iż nie są oni tak silni, i doświadczeni jak Ahmed, lecz ich koordynacja była wspaniała pokrywali swe ruchy tak dobrze jakby byli 1 osobą.
-Już po tobie!-zawołał Ali gdy uderzył z całej siły w katanę Genzaia, a jego towarzysz zaatakował chłopaka z naskoku, lecz nie trafił młodzieńca gdyż ten w ostatniej chwili uskoczył do tył, po czym ruszył do przodu wykonując pchnięcie wycelowane w serce Kuna, lecz ten został zasłonięty przez Aliego, którego ramię zostało przebite przez katanę.
-Guh!-na twarzy blondyna pojawił się grymas bólu, który szybko ustąpił uśmiechowi.- Mam cię!-powiedział z okrutnym uśmiechem zamachując się mieczem by pozbawić przeciwnika głowy, lecz siwowłosy puścił katanę i usunął się w dół unikając ciecia, po czym ciał drugą kataną, wyrywając przy tym z ramienia pierwszą z obrotem i wykonując ciecie od tył, obracając się, wyrzucając przy tym jedna katanę w powietrze, by dobyć ukryta pod płaszczem do tej pory trzecia katanę, i wykonując nią natychmiastowo kolejne cięcie, chowając jedną z katan i łapiąc tą wyrzuconą w powietrze ścinając głowę przeciwnikowi dwiema które miał w rękach.
-Ali!-zawołał Kun widząc jak jego towarzysz został pozbawiony głowy.- Nie daruję ci, nie daruję.-powiedział wściekły ściskając mocniej włócznie by po chwili ruszyć z nią do przodu, tak iż Genzai ledwo uniknął tego ciosu. Siła i szybkość włócznika zdawała się być większa niż jeszcze chwile temu, tak jakby hamował się walcząc ze swym towarzyszem by mógł on dotrzymać mu kroku.
-No co jest? Nie potrafisz mnie zabić?-Zawołał Kun odskakując przed cieciem Genzaia, po czym sam wyprowadził serie pchnięć.
-Jeśli tak bardzo tego chcesz.-powiedział siwowłosy ruszając frontalnie z dwiema katanami ustawionymi wzdłuż ciała. Za każdym razem gdy włócznik atakował szermierza ten był wstanie uniknąć śmierci, lecz sam nie żył wstanie pozbawić życia przeciwnika. Ruchy siwowłosego były delikatne i pełne gracji, lecz równocześnie agresywne, i można by nawet rzec że przepełnione nienawiścią, co sprawiało wrażenie jakby w jednym ciele znajdowały się dwie osoby które jednocześnie kontrolują to samo ciało, podczas gdy w ruchach włócznika brak było jakiej kol wiek finezji, opierał się on jedynie na szybkości, dzięki której jego ciosy zyskiwały większą siłę. Walka tej dwójki zdawała się utknąć w martwym punkcie z którego nie da się ruszyć.
-Może w końcu się pospieszysz.-odezwała się nagle Jiāngshī.
-Nie widzisz że się staram?-spytał siwowłosy robiąc unik przed włócznia która miała pozbawić go życia przebijając mu czaszkę.
-Teraz to mi zaczyna się nudzić wiesz?
-To znajdź sobie jakieś zajęcie.




-Myślałam że lepiej ci pójdzie.-stwierdziła Jiāngshī podchodząc do zakrwawionego Genzaia.
-Lepiej powiedz co tam jeszcze znalazłaś.- powiedział Genzai chcąc uniknąć kontynuowania rozmowy.
-To nie powinno sprawić zbyt wielkiego problemu, a nagroda jest naprawdę spora.-Stwierdziła Jiāngshī podając Genzaiowi kartkę papieru.
-Ktoś chyba bardzo nie lubi tego idioty żeby wyznaczyć za niego taka nagrodę.-stwierdził Genzai patrząc na list gończy z portretem Yasu.

Szermierz_2525 - 2015-05-11 22:26:32

-ILE TO MOŻE TRWAĆ?!! - rozległ się donośny okrzyk mężczyzny siedzącego na pięknie wykonanym, zdobionym, wysokim fotelu, który stylizowany był zapewne na jakiegoś rodzaju tron, tak aby zasiadający na nim mężczyzna mógł jeszcze bardziej podbudować swoje ego, które rosło z każdą zdobytą oraz wydaną sztuką złota, a sądząc po pięknych przedmiotach znajdujących się w wielkiej sali, oraz grupie wyjątkowo skąpo ubranych kobiet wijących się obok wspomnianego fotela, oraz kilku stojących obok niego z owocami i winem, tych mu nie brakowało - Jeśli ta zapchlona Viera twierdzi, że ta banda obdartusów wciąż tu jest to niech przyniesie mi ich głowy jeszcze dzisiaj!!! - warknął w stronę jednej z dziewczyn tak jakby to miało coś zmienić.
-Panie...
-NIE TERAZ!!! - wrzasnął mężczyzna na sługusa, który wszedł do sali.
-Ale jakaś kobieta prosi o audiencję...
-Każ nakarmić nią lwy...
-Twierdzi, że jest z jakiegoś zakonu.
-Powie... Wpuść ją tutaj, tylko niech się streszcza...


-No nareszcie! - rozległ się kobiecy głos, aby już po chwili przed mężczyzną stanęła szczupła, dobrze zbudowana, kobieta o długich szkarłatnych włosach sięgających pasa. Grzywka była w pozornym bezładzie, podobnie jak "kępka" włosów, która powstała poprzez związanie czarną wstążką sporej ilości jej pięknych włosów, tak jakby starała się zrobić kuca, lecz długość zebranych włosów niestety na to nie pozwoliła. Oczy posiadała duże w barwie szkarłatnych płomieni, podczas gdy karnacja była jasna. Na szyi zawieszony był złoty naszyjnik w kształcie miecza, wewnątrz którego znajdował się szkarłatny kamień szlachetny, który przykuwał swą uwagę nie tylko ze względu na świetną robotę jubilera, lecz na miejsce w którym spoczywał, a dokładniej na jej wyjątkowo ponętnym biuście, który był świetnie uwydatniony, przez rozpiętą, czarną, skórzaną kurtkę o wysokim kołnierzu, lecz bez rękawów, sięgającą jej jedynie nieco poniżej klatki piersiowej tak, że brzuch był całkiem odsłonięty. Rozmiar miseczki można by było oszacować na D patrząc na nią w tym momencie. Spodnie posiadały jedną nogawkę długą, podczas gdy druga wyglądała jak nogawka od wyjątkowo krótkich spodenek. Były one wykonane z czarnej skóry, podobnie jak jej długie sięgające kolan buty (oficerki), których sprzężenia, obcasy, czubki oraz niewielki fragment u góry były pozłacane. W pasie przepasana była dwoma grubymi, czerwonymi pasami, z czego jeden posiadał wielką złotą klamrę do której przypięty był złoty łańcuch, zawijający się do tyłu. Na rękach miała czarne rękawiczki. Na lewej posiadała rękawiczkę która nie posiadała palców, podczas gdy na prawej rękawiczka zasłaniała całą dłoń. Nie widać było gdzie dokładnie się kończy, gdyż była ona wkasana pod grubą złotą bransoletę, zaraz za którą opinały się czarne skórzane pasy tak, że rękaw długiego, nadpalonego, białego płaszcza był pod nie wciśnięty, podczas gdy na lewej ręce opadał swobodnie ukazując czarno złote zakończenie. W ręce kobiety znajdowała się czarna daikatana o płomiennych zdobieniach. - Alice, kapitan III udziału rycerzy Izumo - przedstawiła się stając przed mężczyzną.
-Więc czego chce zakonnica w moim domu? - zażartował mężczyzna, gdyż nigdy nie słyszał o Rycerzach Izumo.
-Jestem w długiej podróży, która ma na celu podnieść moje umiejętności, oczyścić ten świat z demonów i innych potworów, oraz służyć tym którzy potrzebują pomocy Rycerzy Izumo.
-Ehem... - odparł mężczyzna rozbierając ją wzrokiem.
-Więc... Straciłam już większość pieniędzy przeznaczonych na podróż. Czy mogę liczyć na nocleg? Oczywistym jest, że spłacę dług jeśli macie jakiś problem, gdyż jak na tak położone miasto jest ono w fatalnym stanie.
-To sprawka rabusii... mają oni 2 posiadaczy artefaktu co sprawia, że nasza armia jest bez szans - zauważył szanse bogacz.
-Więc umowa stoi? - spytała kobieta, aby po chwili dodać - jutro z rana wyruszę poszukiwać źródła waszego problemu.



-Chyba popełniłem złą decyzję... - pomyślał mężczyzna patrząc na kobietę, która nie wyglądał teraz ani trochę jak osoba posiadająca tytuł rycerza, gdyż siedziała przy stole napychając usta jak najszybciej i tym co znajduje się pod ręką, a talerze obok niej piętrzyły się w zastraszającym tempie.



-Dzisiaj też jest dzień na panienki prawda chłopaki? - spytał Yasutsuna idąc z Futzem i wielkoludem, którzy wciąż mieli w pamięci swoją porażkę.
-Taaa...
-Nie miejcie takiej miny! - powiedział Yasu odgarniając grzywkę - jest z wami mistrz uwodzenia więc na pewno coś wyrwiemy!
-NIE MA MOWY!!! - wrzasnął wielkolud - TYM RAZEM TO JA ZABIORĘ CI PANIENKĘ!!! - po czym skoczył do pierwszej z brzegu, żeby ją wyrywać, tak jak i Futz.
-JESTEM POSIADACZEM ARTEFAKTU!!!-wrzasnął Yasu chcąc zgarnąć na ten tandetny tekst jakaś fajną laskę, lecz w odpowiedzi usłyszał:
-Zatem poddaj się i wydaj położenie swej towarzyszki.
-No nie... A ten tekst miał mieć 100% skuteczność - załamał się yasu, a gdy zobaczył miecz w dłoni kobiety sięgnął po sztylet.
-HIYAA!!!-kobieta skoczyła do przodu atakując znad głowy, co dało czas Yasu na uskok w tył lecz nim się spostrzegł zobaczył drobne kamienie lecące w jego stronę, a w ślad za nimi ostrze miecza, które kobieta wbiła w ziemię, po czym wyszarpnęła dodając siły w ten sposób.
-SZLAG!!!- warknął Yasu cudem unikając ataku - Huǒyàn - krzyknął Yasutsuna na co ostrze sztyletu zapłonęło - teraz będzie musiała bardziej uważać - pomyślał.
-Też jesteś Ognistym Sercem? - spytała podekscytowana dziewczyna wbijając ostrze w ziemię i stawiając się w pozycji do cięcia Yai, z tą różnicą, że prawa ręka spoczywała na ostrzu zamiast pochwie której miecz nie posiadał.
-Ta przynajmniej nie wydaje się tak walnięta jak poprzednia, tylko o czym ona mówi - pomyślał Yasutsuna zastanawiając się co to za dziwna pozycja.
-JAKO PŁOMIENNE SERCE PRZYJMIJ TE PŁOMIENIE!!! Chìliè de xīnzàng!!! - krzyknęła wyrywając miecz i wykonując momentalne cięcie, które miotnęło płomieniami na wielki zasięg.
-Co się... - Yasutsuna jedynie przez chwilę czuł okropny palący ból, lecz z każdą kolejną sekundą czuł jak siły z niego uchodzą, a gdy spojrzał w dół ujrzał krew, która wypływa z głębokiej rany, podczas gdy w ręce kobiety tańczył niewielki płomień, który po chwili zgasł.

Tsukimiya - 2015-05-13 18:14:53

-Chyba łowcy niewolników za bardzo cie lubią - powiedziała Zero, gdy już po raz 3 uratowała Shena przed marnym losem niewolnika, gdyż został uprowadzony - Co ty właściwie robiłeś na tamtym statku z takimi umiejętnościami? Przecież on płynął na linie frontu.
-Chciałem zdobyć doświadczenie pod dowództwem brata Yu - odparł dumny z siebie Shen.
-Jesteś samobójcą? - spytała Zero - z takimi umiejętnościami nawet kilku sekund byś nie przeżył na froncie. Tam nawet sojusznicy mogą cię zaatakować, gdyż nie mają chwili na zawahanie.
-Każdy ma swoje metody!
-Które sprawią, że wyciągniesz kopyta - odparła złośliwie dziewczyna - Nie wiesz nawet czym są brudne zagrywki, lub nieczysta walka. Zanim pójdziesz na front naucz się najpierw podstaw, bo i te u ciebie kuleją.
-Zamiast być dla niego złośliwa, lepiej mu pomóż - rzucił smok - inaczej znowu będziesz musiała szukać osoby która zaspokoi twoje nienasycone żądze, a jak wiemy jeden to za mało...
-A propos tego... - zaczął Shen - jeśli chodzi o otwarte związki, to...
-Zapomnij. - skwitowała krótko Zero, która spodziewała się, iż chłopak chce zaproponować, aby byli sobie wierni.



-Próbowałaś kiedyś zarabiać uczciwie? - spytał Shen idąc z Zero leśną drogą, gdyż ta postanowiła posłuchać smoka i przez 2 dni w tygodniu dać Shenowi szansę na trening podróżując pięta palec.
-Hmmm... - Zero spojrzała w niebo jakby się nad czymś głęboko zastanawiała - Powiedzmy, że zarówno ja jak i wszyscy w pracy mieliśmy zbyt różne poglądy na świat - odparła dziewczyna, aby po chwili dodać - a później zrozumiałam, że praca nie ma sensu, bo tak jest łatwiej. Nie uważasz?
-Notorycznie popełniasz przestępstwa. Prawo jest...
-masz współudział - zauważyła - Skoro ze mną podróżujesz to usieką cie za współudział.
-Chyba, że cesarstwo Xia szybciej cie znajdzie - zauważył Shen.
-Dlatego zmieniłam nieco plany. Przynajmniej na razie...
-To znaczy?
-Nie ma po co kręcić się w pobliżu cesarstwa Xia z uprowadzonym księciem. Pomimo, że zazwyczaj władza mnie nie obchodzi, a nawet można powiedzieć, że z niej drwię,  to w tym przypadku nawet ja to wiem. Póki nie uznają cię za zmarłego, czyli na jakiś miesiąc może dwa wyniesiemy się gdzieś z dala.

GinOrochimaru - 2015-05-14 02:01:39

-Jak się dzisiaj czuje?-spytał średniej wysokości młody mężczyzna o długich czarnych jak noc włosach spływających mu w nieładzie na ramiona i sięgających za łopatki, gdyby nie szaro-czarna bandana którą przewiązane miał czoło włosy zapewne spływały by także na jego czarne oczy których spojrzenie przypominało bystre spojrzenie sokoła, do tego stopnia iz nie było by ich wcale widać. Miał on na sobie czarne przetarte skórzane buty, czarne materiałowe spodnie, stary, poprzecierany i podarty, czarny materiałowy płaszcz przepasany czarnym pasem, na rękawach owiązany jakimiś szmatami, ze względu na czarny szal jaki nosił ciężko było stwierdzić czy posiadał coś pod spodem.
-Nie najlepiej.-Odpowiedziała mu dojrzała kobieta o długich czarno-brązowych włosach i zielonych oczach, odziana była w zielono-białe stare kimono,  a siedziała przed drzwiami jakiejś starej chaty.- Stary powiedział że jak do wieczora mu się nie polepszy to nie ma dla niego nadziei.-powiedziała ze smutną miną.
-Cholera!- zaklną czarnowłosy waląc pięścią w drzwi.
-Uważaj bo go obudzisz.-skarciła go kobieta za wybuch.
-Przepraszam, ale...-zaczął mężczyzna.-ale to nie jest fair! To za dużo! Kraj, bliscy, godność, a teraz nawet on?! Co mam zrobić?!-zdenerwował się czarnowłosy nie mogąc wytrzymać.
-Musisz mieć nadzieję że Hwang z tego wyjdzie.
-Łatwo ci mówić, to nie przez ciebie teraz tam leży!-powiedział chłopak wskazując palcem na drzwi chaty.
-Co jest Sung-min?- Spytał mężczyzna o krótkich brązowych, siwiejących już włosach sterczących we wszystkie strony, krzaczastych brwiach, oraz dzikiej brodzie, jego ciemno brązowe oczy były pełne zapału, i młodzieńczej energii, a umięśnione ciało wskazywało na to iż mężczyzna nie należy do słabych.- Jakiś problem? Nie pozwalają ci zobaczyć starszego brata?-zaśmiał się mężczyzna.
-To nie jest powód do śmiechu. Nawaliłem i przez to teraz jest w takim stanie, prze zemnie może umrzeć!-zaczął obwiniać się czarnowłosy, gdy nagle otrzymał poradny cios prosto w twarz tak że wylądował na ziemi, a z nosa pociekła mu krew.
-Zamiast się obwiniać idź go zobaczyć.-Powiedział dzikus, patrząc na Sung-mina z góry.- I nie chcę słuchać więcej mazania się jasne?
-Więc idę.-powiedział czarnowłosy otwierając drzwi.
-Powiedzieliście mu że nie przeżyje do rana?-spytał wysoki mężczyzna o długich czarnych prostych włosach, które przeplatały się z cała masą siwych pasm, jego oczy były barwy błękitnej, a szlachetna postura zupełnie nie pasowała do wytartych, poszarpanych i brudnych szmat jakie na sobie miał.
-Myśli że dzisiejsza noc jest decydująca.-powiedziała kobieta nie podnosząc wzroku.
-Nie powinnaś go kłamać, powinien się przygotować.-powiedział mężczyzna.
-Czemu jesteś taki okrutny? To jego brat, i ostatni żyjący krewny.
-Ty tracisz teraz męża.-skwitował wysoki mężczyzna.
-Dlatego cie nie znoszę: jesteś zbyt okrutny.-powiedziała kobieta.
-Ale nawet to nam nie pomogło.

-Hej jak się czujesz?-spytał Sung-min podchodząc do łóżka na którym leżał ciężko oddychający, obandażowany mężczyzna o czarnych włosach, i oczach tej samej barwy.
-Na pewno lepiej niż wyglądam.-Zaśmiał się mężczyzna.
-Podobno jak przeżyjesz dzisiejszą noc, to dasz radę.-powiedział młodszy mężczyzna siadając koło łóżka.-Ja... chciałem powiedzieć... no wiesz...-próbował znaleźć słowa, ale nie wiedział co ma powiedzieć.
-To nie twoja wina, każdy z nas jest na to gotowy.-przerwał mu ten lezący n łóżku.
-Ale Hwang!
-Żadne ale. Nawet jeśli umrę, odejdę szczęśliwy, bo wiem że uda ci się...-Powiedział Hwang z uśmiechem na twarzy.

-Nie mów że cię zezwał?-zdziwił się mężczyzna o dzikiej brodzie widząc jak Eun-ming wychodzi ze spuszczoną głową, a na ziemie lecą krople łez.
-Umarł.-powiedział mężczyzna, po czym nie wiadomo czy wbrew jego woli, czy sam sobie na to pozwolił, z jego klatki piersiowej wydobył się głośny wrzask bólu, smutku, oraz rozpaczy.


-Za Hua!-zawołał Sunh-min gdy wyskoczył nagle wraz z dużą grupą ludzi na konwój zaopatrzeniowy cesarstwa Xia osłonięty przez salwę strzał które nie pozwoliły żołnierzom na szybkie przegrupowanie się w porządną formacje obronną.
-Trzymać się planu!- zawołał Eung-min gdy wpadł wraz z grupą wojowników w szeregi wrogów, nie pozwalając na uformowanie formacji.
-To niedobitki Hua! Jeśli przyniesiemy generałowi ich głowy zostaniemy wynagrodzeni!-zawołał jeden z żołnierzy Xia atakując Eung-minga, lecz ten w porę zablokował cios pochwa od miecza i wyprowadził kontrę mieczem pozbawiając przeciwnika głowy.

-Część zdołała nam zbiec, gdy zauważyli że mamy zbyt duża przewagę.-zameldował młody chłopak podbiegając do Sung-mina gdy skończyli walkę.
-Nic nie szkodzi, oddział Ha-Yeon zajmie się resztą.-powiedział czarnowłosy przypominając sobie ostatnie słowa brata: "nawet jeśli nie jutro, nie za tydzień, za rok, to w końcu odzyskamy nasz kraj".

Szermierz_2525 - 2015-05-15 23:41:23

-Ugh... - Yasutsuna chwycił się za głowę, powoli otwierając oczy i rozglądając po pokoju, w którym stały stare podniszczone już meble, podczas gdy w kącie 2 karaluchy zajmowały się sprawami o których blondyn mógł jedynie pomarzyć jeśli za nie nie zapłaci - Ja żyję? - spytał samego siebie podnosząc się powoli, gdy nagle poczuł okropny ból przeszywający klatkę piersiową - Ugh... - Yasutsuna chwycił się w miejscu gdzie ból był najgorszy i zaczął powoli oddychać, tak aby uspokoić swoje ciało - Kim była ta dziewczyna - pomyślał - i jak długo tutaj leżałem? Może Kada już sobie poszła? Może wszyscy się poddali? Nie... Obie opcje raczej odpadają... - myślał, wstając powoli i przytulając się do ściany tak aby mieć jakąś podporę w razie utraty równowagi i konieczności walki z grawitacją, która mogłaby być fatalna w skutkach.
-Cieka... Wstałeś już? - spytał wielkolud wchodząc do pokoju z którego Yasutsuna próbował właśnie wyjść i zastawiając tym samym całe drzwi.
-Ale ciągle wszystko mnie boli - odparł Yasutsuna - jak długo byłem nieprzytomny? - spytał
-4 dni, a włosy ci urosły jakbyś przez kilka miesięcy spał, a nawet dłużej - odparł rozmówca nabijając się z długości włosów blondyna.
-TAM SKĄD POCHODZĘ SĄ BARDZO MODNE!!! - odparł wściekły Yasu, będąc w chibi ver i rozglądając się za czymś.
-Czego szukasz? - spytał wielkolud, który także był chibi ludzikiem.
-Czegoś czym zetnę włosy - odparł Yasu po chwili milczenia.



-Co ty tu robisz? - spytała Kokoro widząc Yasustsunę, który przyszedł do jej pokoju i choć po jego twarzy widać było iż nie czuje się najlepiej znów próbował swego ruchu "na grzywkę" - powinieneś leżeć. Miałeś szczęście... Nie to już wykracza ponad CUD, że Futz i Morgan zdołali cie tu przytargać zanim się wykrwawiłeś.
-Czyżbyś się przejmowała? - spytał Yasu - Przejmujesz się - dodał po chwili paluhając ją w ver. Chibi, a gdy kokoro chciała zaprzeczyć rzucił szybko - widzę, że się przejmujesz...
-Powiedz tak jeszcze raz a nawet twoja matka nie będzie się przejmować - rzuciła Kokoro z morderczym wzrokiem patrząc z góry na chibi ver. Yasu i przystawiając do niej katanę.
-Przepraszam Kokoro-sama!!! - wrzasnął Yasu chcąc uciec, lecz przypomniał sobie o czym przyszedł pomówić - A właśnie: musimy pogadać.
-Ty musisz odpoczywać, chyba że chcesz żeby rana ci się otworzyła.
-Jeden ze szlachciców już wynajął jakiegoś najemnika. To może oznaczać, że albo Kada wyjechała, albo mają zamiar rozprawić się z nami zbrojnie w ciągu kilku dni.
-Twoja Viera ciągle jest w mieście, a nie widzę zbyt wielu najemników w tym mieście.
-Tak czy inaczej: uważam, że mamy spore szanse jeśli skozystamy z mojej "śmierci". Nie zaszkodzi sprawdzić choćby wyrabiając nam markę.

Tsukimiya - 2015-05-18 00:02:50

-Myślałem, że chciałaś wyruszyć poza tereny cesarstwa Xia - powiedział Shen patrząc na gwiazdy, podczas gdy wiatr ostro ciął go po policzkach.
-Masz rację, ale zanim to zrobię muszę załatwić pewną bardzo ważną rzecz - odparła Zero nie odwracając się nawet do rozmówcy, lecz całą swą uwagę poświęcając na "prowadzenie" smoka, a jej oko wbijało się w przestrzeń przed nimi.
-UWAŻAJ!!!-rozległ się głos smoka, gdy ten wykonał nagły manewr wymijający tak, że ostra strzała dosłownie o kilka centymetrów minęła Zero, podczas gdy druga odbiła się od twardego, srebrnego rogu znajdują się tuż za okiem bestii.
-Khh... Wymińmy ich Mikhail - rzuciła Zero w stronę smoka
-To może być trudne - odparł towarzysz wykonując szybkie zwody tak, aby napastnikom ciężej było go namierzyć, co zniechęcało do ataku, który spowodowałby jedynie straty funduszy - Celował prostu w moje oko...
-W razie czego rzucę im księcia na przynętę - odparła Zero gdy smok mknął w powietrzu jak najszybciej.



-Kto był tak głupi, żeby atakować smoka? - spytał Shen idąc za Zero gdy już wylądowali
-Jeden: Przeceniasz siłę smoków i Pięć: Nie idź za mną.
-A gdzie 2,3,4? - spytał Shen, który zauważał coraz więcej wpadek Zero w sprawach podobnych do gramatyki, czy liczb.
-Nie lubię ich - odparła odchodząc i zostawiając go sam na sam z Mikhailem.
-Co ją ugryzło? - spytał Shen patrząc na smoka
-Powiedziałbym, że nie dajesz rady, ale z odgłosów wnioskuję, że póki co jej wystarczasz - odparł smok.
-Póki co, eh... ZARAZ JAK TO PÓKI CO?!!!



Niebo było krwiście czerwone, a płomienie tańczyły na zgliszczach niewielkiej świątyni znajdującej się pośród lasu. Statua przedstawiająca boginię, która dawniej znajdowała się na szczycie dachu teraz rozbita na dwoje leżała wbita w ziemię, podczas gdy ołtarz rozbity w drzazgi sprawiał, że miejsce było już całkiem niezdatne do odprawiania jakichkolwiek obrzędów religijnych.
-Uciekaj... - wyszeptała piękna kobieta o długich czarnych włosach, lewym złotym oku, oraz kwiecie tej samej barwy znajdującym się w prawym oczodole, a przynajmniej kiedyś posiadał on taką barwę, gdyż teraz nasiąknął on krwistą czerwienią, którą pokryte było piękne ciało kobiety, ubranej w czarny wojskowy skórzany płaszcz pod którym skrywała się biała koszula. Strój był porozcinany w wielu miejscach odsłaniając jej jasną skórę, oraz zabarwiając się na czerwono od krwii wypływającej z ran zadanych przez przeraźliwą bestię która spowodowała te zniszczenia.
-Yuuki!!! - głos Zero próbował sięgnął kobietę, która leżała bez sił pod kamienną ścianą, aby w chwilę później wielki czarny smok połknął ją w całości.



-Wybacz, ale nie udało mi się znaleźć tej bestii - powiedziała Zero stojąc pod skalną ścianą, która była wyjątkowo mocno uszkodzona i wyglądała jak ta pod którą zginęła czarnowłosa kobieta - To dla ciebie - powiedziała Zero kładąc białą lilię pod skałą, aby po chwili polać ją odrobiną swojej krwi - ciekawe czy ktoś mnie też kiedyś da coś takiego - powiedziała odchodząc.



-Ruszamy - powiedziała Zero wychodząc zza krzaków - Najpierw ruszymy w stronę Hua, aby stamtąd ruszyć w stronę Maraienkan - powiedziała wsiadając na smoka.
-Czy ty masz chociaż jakiś plan podróży? - spytał Shen.
-Szukając One Park nie masz planu podróży - odparł smok ruszając w drogę.



-Więc jednak to prawda - powiedział wysoki mężczyzna o krótkich brązowych włosach zalizanych do tyłu - Co o tym myślisz Kapralu?
-To prawdziwe utrapienie - odparł niski chłopak o krótkich czarnych włosach rozczesanych na boki - ten syf za nic nie chce zejść - dodał po chwili tak jakby przed chwilą odnosił się do zaschniętej krwi na swoim nożu.
-Chodziło mi raczej o smoka - powiedział mężczyzna o brązowych włosach.
-Po prostu kolejny smok - powiedział chowając nóż za pasem i patrząc w niebo po którym przemknął cień - Po prostu kolejny smok - powtórzył a kamera odsunęła się ukazując grupę mężczyzn stojących na zwłokach smoka. Wszyscy mieli te same czarne płaszcze z godłem przypominającym białą gwiazdę polarną (tą z kompasu).

GinOrochimaru - 2015-05-18 18:42:09

-W końcu przechodzimy do prawdziwej ofensywy, co?- spytał mężczyzna o krótkich brązowych, siwiejących już włosach sterczących we wszystkie strony, krzaczastych brwiach, oraz dzikiej brodzie, jego ciemno brązowe oczy były pełne zapału, i młodzieńczej energii, a umięśnione ciało wskazywało na to iż mężczyzna nie należy do słabych.
-Skąd u ciebie taki optymizm, i energia Gang Oh?-spytał się wysoki mężczyzna o długich czarnych prostych włosach, które przeplatały się z cała masą siwych pasm, jego oczy były barwy błękitnej, a szlachetna postura zupełnie nie pasowała do wytartych, poszarpanych i brudnych szmat jakie na sobie miał.
-Wole być wesołkiem, niż poważnym sztywniakiem jak ty.-zaśmiał się waląc rozmówce po plecach.
-Ale czasem mógłbyś brać przykład z innych.-powiedział wysoki mężczyzna masując się po plecach w które przyłożył mu Gang Oh.- Ten atak będzie o wiele trudniejszy niż poprzednie.
-Wiem, wiem, nie musisz mi mówić Han.


-Stać!-Rozkazał strażnik widząc zbliżającą się powoli osobę.-Powiedziałem stać, bo pożegnasz się z życiem!-zawołał, a osoba zatrzymała się.
-Czy nie znajdzie się nigdzie miejsca na nocleg, dla jednej goze?-spytała osoba.-odwdzięczę się.
-Podejdź bliżej, tylko powoli.-rozkazał strażnik, a osoba podeszła bliżej tak iż światło pochodni doskonale oświetlało teraz postać kobiety o siwych włosach, z przodu ściętych tak iż sięgały do ramion, a z tył związanych w długą kitę sięgająca do pasa, oczy miała zamknięte, a odziana była w wysokie biało-czarne skórzane buty, zniszczoną biało-czarną yukatę, oraz czarne obi, które podobnie jak i yukata były założone w dość niechlujny sposób, tak iż widać było obandażowane nogi kobiety, na dłoniach również znajdowały się bandaże co zapewne miało chronić ją przed zimnem. W rekach kobiety znajdował się Shamisen(dla niewiedzących taka japońska gitara na której gra się taką "łopatką").-Możesz wejść, myślę że kobieta się przy...-zaczął strażnik, lecz przerwał mu męski głos.
-Co tu się dzieję?
-K... Kapitan?!-odwrócił się przerażony strażnik widząc za sobą wysokiego mężczyznę niebieskich włosach, które zostały zaplecione w długi warkocz który (warkocz) został przerzucony naokoło szyi jak szal. Oczy mężczyzny były czerwone, a ich wzrok wyrażał żądze krwi, odziany był w czarną kamizelkę, spodnie tego samego koloru, oraz skórzane buty również w tym samym kolorze.
-Możesz mi powiedzieć co tu się dzieje?-spytał ponownie mężczyzna obnażając zęby niczym kły.
-Oi, Oi, on chce mnie zjeść, na 100% on chce mnie zjeść-zaczął panikować mężczyzna.
-I co to za dziwka, odpraw ją, kilka już mamy.-stwierdził od niechcenia machając ręką.
-T... To goze.-stwierdził strażnik.
-Goze powiadasz?-spytał niebiesko włosy łapiąc się za brodę i obchodząc kobietę.- wiec to sprawdzę!-zawołał klaszcząc w dłoni.- Kobieto dotrzymasz mi dziś towarzystwa.-Powiedział łapiąc siwowłosą za rękę i ciągnąc za sobą śmiejąc się.- Mam nadzieje że masz mocna głowę i kondycje!!!-wołał śmiejąc się.
-Ufff, upiekło mi się.-powiedział strażnik ścierając pot z czoła.
-Masz rację, podobno kapitan zjada niekompetentnych podwładnych.-zaśmiał się żołnierz który przyszedł na następną warte.


-Musimy podejść jak najbliżej.-powiedział po cichu Sung-Min gdy wraz z Gangiem i ich ludźmi skradali się w kierunku posterunku armi Xia.
-Nie nadaje się do takiej roboty, czemu Ha-Yeon się tym nie zajmie, wolał bym uderzyc od frontu.-stwierdził oburzony.
-Juz widzę jak świetnie byś wyglądał w sukience.-zaśmiał się Eung-Min, po czym zaczał wymiotować.
-Co sie stalo?-spytał Gang.
-Naprawde to sobie wyobraziłem.-stwierdził Sung-Min wygladając jakby cześć jego duszy uleciała wraz z wymiotami by być jak najdalej od tej mysli.-OK, jesteśmy, teraz tylko dać sygnał.-powiedział wyciagając pochodnię i kubeł pelen prochu i saletry, podobnie jak jego towarzysze, które odpalili, i zucili powodując ekspozję, ruszając przy tym do ataku.
-Co się?-Zawołal niebieskowłosy gdy usłyszał wybuch ekspozji, i wyjzał na zewnatrz by zobaczyc jak zołnieże wybiegają by stawić czoła atakującym ich rebeliantom.
-Co sie dzieje?-spytała siwowłosa kobieta, która przestała grać.
-Nic waznego, małe ćwiczenia, nie ruszaj się z tąd, niedługo wrucę.-powiedział mężczyzna wychodząc.- Pora się zabawić.-powiedział uśmiechając się sadystycznie.

-Sang Ri!-zawołał Sung-min widząc niebiesko włosego mężczyznę który noga miażdźy krtań jednego z buntowników.
-Sung-Min! Co u ciebie?!-zawołał meżczyzna udsówając się lekko przed cieciem miecza.- brata?-spytał pochylając głowę by uniknąć kolejnego ciecia.- a może u Yoon-Hee?-spytał łapiąc nogę czarnowłosego, gdy ten chciał go kopnać, i samemu uderzając go kilkukrotnie w klatke piersiową, tak iż Sung-Min padł na ziemie.
-No tak! Brat już nie zyje, Yoon-Hee pewnie nie mogła cię zniesć, więc mi nie powiesz.-zasmiał się.-A ty dołączysz zaraz do brata, już wszystko wiem!-powiedział uderzając nogą w miejsce gdzie znajduje sie głowa czarnowłosego, lecz ten zasłonił ja pochwą od miecza sprowadzając noge przeciwnika na ziemie w innym miejscu, a sam sie podniusł.-Niewaz sie mówić nic o moim bracie!-zawolał buntownik atakując pionowym cieciem, po którym zaatakował wysokim kopnięciem, a opadając na ziemie zamachnał sie pochwa od miecza by trafic przeciwnika, lecz zaden z chosów nie zdołał go siegnać.
-Tylko na tyle cie stac?-zawolał niebiesko wlosy.-Jestem rozczarowany, tak bardzo rozczarowany, zabicie cie to nic szczególnego.-zawołał meżczyzna pchnąc dłunia ustawiona jakby była ostrzem, lecz nagle sie wycofał.
-Chyba jeszcze się zabawisz co?-spytał Gang uderzając w ziemię halabardą.-Myslisz ze dasz rade dwojce? A moze uciekniesz z podkulonym ogonem?-spytał dzikus ruszając do przodu.
-Przekonajmy sie!-zawolał niebieskowłosy podobnie do przeciwnika ruszajac do przody, i unikając uderzenia potęznej halabardy dzierzonej przez przeciwnika, by spróbować oderzyć przeciwnika w podbródek otwartą dłonia, lecz ten odsunał głowę, i zaatakował końcem drzewca tak by nie tracic czasu, natomiast przeciwnik już odskoczył w bok atakując jednocześnie bok przeciwnika ułozoną w ostrze dłonią.
-Nie uda ci się!- zawołał Sung-Min atakując Sang Ri który nie mógł przez to trafic swego celu.
-Dzieki młody!-zasmiał się dzikus. Ale dałbym radę.
-Ta nie watpie że bys dał.-zasmiał się niebiesko włosy ruszajac do przodu, lecz nagle się zatrzymał.-Szlag.-Powiedział.
-Co Sang Ri ty znow wyprawiasz?-spytała kobieta o długich czarnych włosach upietych z tył w kuc przy pomocy srebrnej ozdoby, do przodu przez lewe ramie wyrzucone były dwa cienkie warkoczyki, a rozczesana na boki grzywka kobiety siegała jej do brody, posiadała duże zielone oczy, jasną jak snieg karnację, idealne proporcję ciała, a na sobie miała piekną czerwoną chińską szatę, koń na którym siedziala był śniezno biały.
-Tylko sie bawie.-stwierdził Sang Ri jakby chciał spławic kobietę.
-Masz mnie za idiotkę?
-Musze odpowiadać?
-Widzę że żeczywiście muszę ci pomóc z rebeliantami, skoro sam sobie nie radzisz.-powiedziała kobieta zsiadając z konia.
-To patrz: ich głowy juz są moje!-zawołał niebieskowłosy ruszając do ataku, który został zablokowany przez halabardę.
-Chyba mamy tu grubą rybe co?-zasmiał sie dzikus.
-Tez tak myslisz?-spytał Sung-min nie mogac oderwać wzroku od kobiety.
-ORIENT!!!-zawolał Sang Ri kopiąc Sung-Mina tak że ten poleciał do tył.-Stary nie sadziłem ze dasz sie na to złapać!!!-zasmiał się niebieskowłosy.-Widzisz nie potrzebuje twojej pomocy.-powiedział odwracajac sie do kobiety.
-Jednak z jakiegoś powodu ciagle zyją.-powiedziała kobieta wyciagając dwa miece tai-chi.-powinienes to załatwic szybko nie tracac czasu.-dodała ruszając do przodu by zaatakować Ganga serią cieć, które dzikós zablokował.
-Chej, tego mi zostaw!-zawołał Sang Ri wyskakując znad niej i uderzając reką ustawiana tak jakby była szponami prosto w Ganga, który przyjał cios na lewą reke nie majac czasu by blokować inaczej, co spowodowało, złamaniem jej. Po czym zamachnał się halabardą która trzymał w prawej uderzajac Sang Ri prosto w twarz drzewcem broni, tak iz ten wyladował na ziemi kilka metrów dalej.-Czas, czas! Trzeba zmierzyc odległość.-zawołał  Sang Ri podnosząc się.
-zdecydowanie za duzo razy dostałes w głowę!-zawołał Sung-min gdy Sang Ri uniknał jego uderzenia mieczem, po czym sam musiał odskoczyc gdyż odziana w czerwień kobieta pchnęła jednym ze swych mieczy Tai-chi, tak że pozbawiła by go zycia, nastepnie żuciła mieczem tak iż przebił on bok czarnowłosego.
-Chyba nie masz dzis szczęścia co?-Spytał Sang Ri, gdy krew spływała mu obficie po głowie.
-I kto to mowi, powiedział dzikus atakując niebiesko włosego, lecz ten zrobił unik.
-Bez lewej reki nie jestes już tak straszny co?-spytał złosliwie łapiąc przeciwnika za lewą rekę i kopiąc go kilkukrotnie w czaszkę.
-Czas to kończyć.-powiedziała jego towarzyszka ruszając powoli do przodu, lecz usłyszała muzykę, a gdy sie rozejzała ujzała siwowłosą goze.
-Co tutaj robisz? Miałaś na mnie czekać.-Spytał Sang Ri widząc kobietę, lecz ta staneła pomiedzy Sang ri i jego towazyszką a Sung-Minem, i Gangiem.
-Znasz te prostytutkę?-spytała kobieta w czaerwieni.
-Eeeee, to goze.-wyjasnił zakłopotany Sang Ri.-zresztą zlaź z drogi, ludzie za tobą to niebezpieczni degeneraci!!!-wrzasnał.-No chyba że takich lubisz, to ja jestem niebezpiecznym degeneratem.-dodał po chwili z miną uwodziciela.
-Rozumiem że ciebie też mam stracić?-spytała kobieta
-A w zyciu, ja tylko podryeam laske, tylko ja podrywam!!!-zawołał Sang Ri, gdy kobieta szła do przodu, lecz gdy zblizyła sie do goze, rozległ sie brzek stali.
-Wiec jednak nie jestes goze?- spytała kobieta patrząc na siwowłosą.
-W tym momęcie tak.-powiedziała spokojnie siwowłosa chowając ostrze spowrotem do instrumentu.
-Mi wyglądasz raczej na zabujcę z Hua.-stwierdziła kobieta atakując mieczem.
-Hua już nie istnieje.-stwierdzila goze odbijając jeden z mieczy szybkim uderzeniem iai, a przed drugim sie usuwając, po czym samemu atakujac poziomym cieciem.
-Wow! podoba mi się coraz bardziej!- stwierdził Sang Ri patrzac jak dwie kobiety ze soba walcza.
-Stracilismy tu za duzo czasu, nie udalo się.-stwierdził Dzikus patrząc na niebo, po czym rozgladając się anokoło.
-Ha-Yeon wycofujemy sie, nie udało nam się!-zawolał biorąc nieprzytomnego czarnowłosego pod prawe ramie i uciekając wydając przy tym rozkaz do odwrotu, podczas gdy dwie koiety zazarcie ze soba walczyły.



-Co sie stało!-spytał się Sung-min zrywajac sie z łużka gdy odzyskał przytomnosć.
-Nie udało nam sie, a ty sie nieruszaj bo rana ci sie otworzy.-Powiedział Han który akurat zajzał żeby zobazyc jak czuje się czarnowłosy.
-Co z Gangiem, i Ha-yeon?
-Gang ma złamana rekę, i oberwal w głowę, ale nic mu nie bedzie, a Ha-Yeon nic nie jest.
-Kim była ta kobieta?-spytał sam siebię Sung-min wspominając kobietę która go pokonała.

-Nie daruję jej, dorwę i zabiję.-powiedziała wściekla kobieta w czerwieni na twarzy ktorej teraz znajdowała sie niewielka blizna.
-Nie sądziłem że zobaczę jak pani Generał
Méi się wścieka.-stwierdził rozesmiany Sang Ri.





-Naprawdę długo nie atakują.-powiedziała sama do siebie Kada patrząc na miasto.- wątpie żeby się poddali, ale ciekawe czy ten idiota jeszcze zyje, może mieli go dość, i umarł gdzieś w rynsztoku.-spytała samą siebie.-No cóż mi nic do tego powinnam zając sie przygotowaniami.-powiedziała Viera idąc w kierunku żołnieży z mapą w reku.

Szermierz_2525 - 2015-05-20 17:27:02

-To już 2 raz! - ucieszył się Futz chcąc uderzyć yasutsunę w plecy.
-Tylko nie w to miejsce!!! - zawołał szybko Yasu przypominając towarzyszowi o swojej kiepskiej jeszcze kondycji.
-Sorry... Ale stary... 2 atak, który przyniósł sukces pomimo, że mają Viera!!!
-Kada jest zbyt inteligentna, żeby dłużej bawić się z nami w kotka i myszkę - odparł blondyn - to prawda, że przewaga liczebna stoi po naszej stronie, ale daliśmy jej zbyt wiele czasu na przygotowania...
-Krytykowałeś nas a sam atakujesz pomniejszych bogaczy - zauważyła kokoro.
-Nie zaatakuję bezpośrednio miejsca, którego broni Kada. Póki co jest z nim "uwiązana". Trochę nią zakręcimy -wyjaśnił.
-Więc nie widzę powodu do rozdzielania się - rzucił Futz.
-Za to ja tak - odparła Kokoro - i dziwne, że aż tak prosta strategia działa...
-Jest nas zbyt wielu, aby 1 Viera mogła bronić przed nami 2-4 posiadłości ryzykując przy tym, że zaatakujemy najbogatszą osobę - odparł Yasu siadając nieco niżej tak aby było mu wygodniej odpoczywać - okazuje się, że opłacało jej się wyjawić mój podstawowy plan...
-jak taki idiota wpadł na coś takiego? - spytał wielkolud popijając piwo.
-Widziałem to w mandze.
-No i?
-Co no i?
-Jak sie skończyło?
-Nie wiem... Nie lubię czytać, więc oglądałem obrazki, aż mnie znudziło...



-Co jeśli przyjdą i tutaj? - spytał wysoki strażnik o czarnych włosach - słyszałem, że ich nowy przywódca posiada artefakt dający nieśmiertelność...
-Więc chyba wystarczy mu go zabrać prawda? - spytał inny, którego twarz przedstawiała jednak nie najciekawszy widok.
-Ja słyszałem, że wrócił z piekła po tym jak ktoś stąd wysłał na niego i jego rodzinę członków zakonu za kontakty z demonami - powiedział inny, który właśnie przyszedł na swoją wartę, a w ręku trzymał wino.
-Przychodzisz na wartę z winem? - spytał pierwszy chcąc zmienić temat.
-Jak umierać to nie widząc co się dzieje hehe... Zresztą tak się zaleje, że wezmą mnie za trupa.
-hej, ale ty tak na poważnie? - spytał 2 strażnik - no wiesz to o powrocie z piekła.
-A bo ja wiem? Słyszałem, że go zabili, a on wrócił po kilku dniach. Mówią różne rzeczy. Wiem, że chce się napić. Kto zostaje ze mną? Chyba nie boicie się bandy łachmytów i brudasów?
-W sumie...
-Pewnie nawet to o artefakcie zmyślone... Skąd niby taki brudas ze slumsów miałby posiada... Wiecie co? Ja jednak spadam.
-Hę? Dlaczego?
-Bo ich szef rzeczywiście ma artefakt - odparł strażnik wskazując na Yasutsunę, który trzymał płonący sztylet.




-Tym razem prawie nie walczyli... - zaśmiał się Futz.
-Jeśli Kada nie zareaguje w ciągu kilku najbliższych dni to musimy coś zrobić, bo i tak już za bardzo sobie pozwalamy - odparł yasu.

Tsukimiya - 2015-05-23 00:15:28

-A mogłam po prostu wymienić tego idiotę na potrzebne rzeczy, albo po prostu ominąć to miejsce... - mruknęła Zero siedząc w kącie celi i rozglądając się za sposobem ucieczki, lecz żadnego nie mogła dostrzec, gdy nagle...



3 Godziny wcześniej:



-Więc Hua naprawdę zostało podbite - powiedziała Zero zeskakując z białego smoka gdy tylko ten zbliżył się do ziemi - ukryj się gdzieś Mikhail. Wzbudziłbyś zbyt dużą uwagę.
-Oj, oj... A ty może jesteś piórkiem? - spytał złośliwie smok, po czym wystartował.
-Nie będziesz go potrzebować? - spytał Shen
-Oczywiście, że wpadnę ze smokiem do twierdzy pełnej żołnierzy i nikt mnie przy tym nie zobaczy - odparła złośliwie Zero.
-Raczej gdybyś wpadła na smoku do twierdzy to by cie zauważyli, ale nie za wiele by ci zrobili.
-naprawdę w to wierzysz? - spytała przedzierając się przez krzaki - Smok nie jest nieśmiertelny. Nawet jeśli dałabym radę zabić kilkudziesięciu, żołnierzy to zginęlibyśmy tam oboje. Nie wiem czego się uczyłeś na dworze, ale chyba robili sobie tam z ciebie żarty.
-No raczej większość ludzi pomyśli że żartem jest smok jedzący słod...-nagle usta Shena zostały mocno zakryte dłonią Zero, a ta pokazała mu żeby umilkł.
-Zostajesz tutaj - powiedziała po dłuższej chwili - jeśli się nie mylę, to za jakieś 2.5 godziny jest pora obiadowa. Będziemy mieć gotowe jedzenie - powiedziała ruszając do przodu i zostawiając chłopaka z tyłu.



1h do godziny 0:

-Szlag!-warknęła Zero uchylając się przed włócznią jednego z żołnierzy, która prawie trafiła ją w głowę - czemu Cesarstwo Xia musi mieć tyle straży nawet tutaj...
Włócznia atakowała szybko i zaciekle nie pozwalając zbliżyć się do swego właściciele, co świadczyło o jego ogromnych zdolnościach w posługiwaniu się ta bronią.
Srebrnowłosa skoczyła w prawo, lecz poziome uderzenie już nadciągało.
-GUA!-pomimo zablokowania ciosu stalową rękawicą ból od uderzenia przeszył całe ciało kobiety - muszę coś zrobić - pomyślała Zero, unikając kilku kolejnych ciosów.
-TO TAM!!!-rozległ się krzyk
-TO CHYBA ODGŁOSY WALKI!!!
-Szlag! -kobieta ruszyła jak najszybciej do sąsiedniego pokoju, a gdy tylko się tam znalazła zatrzasnęła drzwi - GUA!!!- nagłe uderzenie w drzwi na chwilę wytrąciło ją z równowagi, tak, że prawie wpuściła osobę znajdującą się w sąsiednim pokoju do siebie - Co teraz... - zaczęła się zastanawiać raz po raz czując uderzenie w drzwi. - Jak stąd uciec?



-Więc to jest osoba która wywołała, aż takie zamieszanie? - spytał Sang Ri patrząc na Zero, przytrzymywaną, przez strażników 3 włóczniami (jedna poziomo wzdłuż ramion idąc za potylicą, oraz dwie "wiążące" ramiona po lewej i prawej stronie trzymane poziomo wzdłuż ciała) - Nie wygląda na zbyt groźną - stwierdził podchodząc do kobiety i patrząc na jej twarz z bliska - szkoda zmarnować taką kobietę - stwierdził - co potrafisz?
-**** **** ****** ****** ******* ****** ******* ******* ******
-...
-...
-...
-Ty co to jest "*****"? - spytał jeden żołnierz.
-Wolisz nie wiedzieć - odparł drugi.
-To jest wtedy kiedy... - zaczął trzeci.
-Zamknijcie ją - rzucił Sang Ri - jeśli Pani Generał - słowa "pani Generał" zaakcentował dość złośliwym tonem - będzie chciała to ją zabije żeby sobie odreagować. Jak nie to popracuje tu trochę robiąc 1/4 z słów których użyła i MOŻE ją puścimy - stwierdził na co żołnierze wyprowadzili Zero.




Godzina 0 (czas teraźniejszy):


-A mogłam po prostu wymienić tego idiotę na potrzebne rzeczy, albo po prostu ominąć to miejsce... - mruknęła Zero siedząc w kącie celi i rozglądając się za sposobem ucieczki, lecz żadnego nie mogła dostrzec, gdy nagle...
-Szybciej! - "krzyknął szeptem" jakiś dzikus przebiegając koło drzwi.
-Przecież wiem! - odparł jego kompan o długich, czarnych włosach. Oboje przedstawiali dość zabawną scenę próbując poszywać się za żołnierzy Xia, choć ich pancerze były źle dopasowane, a oboje zachowywali się jakby byli raczej na jakiejś wycieczce niż na służbie.
-Wracaj! - krzyknęła Zero, a gdy jeden z mężczyzn zajrzał do środka podniosła lekko swoją białą suknie - nie chciałbyś może chwilę odpocząć? - spytała kuszącym tonem, lecz 2 mężczyzna przerwał ciągnąc pierwszego - Wracajcie mówię! - zawołał doskakując do drzwi - wiem gdzie jest dowódca!

GinOrochimaru - 2015-05-24 00:41:26

-Robią sobie co chcą a ty nic nie robisz tylko tu siedzisz!-Wrzasnał wściekły dowódca armii wchodząc do pokoju w którym czekała na niego Kada.-Czy ty wogóle masz zamiar ztąd wyjśc?!-spytał jeszcze bardziej zdenerwowany, gdyż zaówazył że Viera go ignoruje.- Słuchasz mnie wogóle?!...
-Nie musisz się drzeć.-Przerwała mu Kada.- Moim zadaniem było pomóc wam uporać się z bandytami, nie ochrona bogaczy.-Powiedziała wstając.-mam nadzieje że się zrozumieliśmy.-dodała zucając mordercze spojrzenie rozmówcy, gdy ten chciał znów uniesc głos.
-Ale, oni są wszędzie tylko nie tu!-kontynuował zdenerwowany dowódca.
-Nie mam po co do nich isć, skoro wiem że to oni przyjda do mnie.-powiedziała Kada kierując sie do drzwi.-Chociaż, jakby sie tak zastanowić to żeczywiście na za duzo sobie pozwalają.-stwierdziła po chwili zastanowienia.
-Jakbym tego nie wiedział.-baknał pod nosem żołnież.
-Dobrze było by ukrócić te ich wybryki.-stwierdziła Kada.- Próbowaliscie kiedyś przekupic mieszkańców?-spytała po chwili namysłu.
-Nagroda, konfiskacje, podwyższanie podatków, nic nie pomaga, ci którzy wiedzą gdzie jest ta szajka nie ma zamiaru tego wyspiewać.
-Rozumiem.-Stwierdziła kobieta niepocieszona ta informacją.- W takim razie spalcie spora czesć slumsów, to powinno ich sprowokować.-powiedziała po długiej chwili namysłu.
-Zwariowałaś?! Mamy spalić część miasta?-wrzasnął dowódca.
-Ja nie mogę wydać tego rozkazu, dlatego ci o tym mówię, poza tym, jeśli tego nie zrobimy będą mogli się z nami bawić w kotka i myszkę jeszcze z dobre kilka miesięcy, a tak przyjdą tu chcąc zemsty, jako że stawiają się w roli obrońców mieszkańców miasta.-Stwierdziła Kada.-ja oczywiście mogę jeszcze poczekać, ale to wasze głowy polecą kiedy obrabują kogoś naprawdę wpływowego.-dodała zostawiając swego rozmówce samemu sobie by wydał rozkaz.

Szermierz_2525 - 2015-05-27 22:59:03

-Nie masz szans! nawet najmniejszych haha! - śmiał się Yasutsuna idąc z Futzem i nabijając się z dzieciaka, który próbował wyrwać butelkę wina z wysoko uniesionej ręki blondyna, której nie mógł dosięgnąć.
-Jeszcze... tylko... trochę... - wydyszał Futz skacząc raz po raz, podczas gdy Yasutsuna zabierał wino tuż sprzed jego ręki.
-Może jak zamknę oczy to dasz radę? - zaczął się nabijać Yasu aby odbić sobie te wszystkie upokorzenia, gdy Futz dał radę wyrwać laski, a on ssał palec z zazdrosną miną i mroczną aurą.
Nagle ciężka pieść trafiła blondyna w twarz tak, że poleciał na ziemię z głuchym łomotem.
-MASZ CZELNOŚĆ ŻEBY SIĘ TAK ZABAWIAĆ!!! - wrzasnął jakiś mężczyzna w łachmanach.
-czego ode mnie chcesz?! - wrzasnął Yasu patrząc wściekły na mężczyznę i starając się zebrać z ziemi, lecz cios był tak silny, że chłopak nie mógł złapać równowagi.
-TO PRZEZ CIEBIE! PRZEZ CIEBIE I TE TWOJE PLANY!!! - wrzasnął facet podrywając blondyna za koszulę.
-Odwal się! - wrzasnął Yasu kopiąc mężczyznę w żołądek aby się wyswobodzić - co tu się... - gdy Yasutsuna rozejrzał się naokoło ujrzał spalone domy, oraz czarny pył, który jeszcze unosił się na wietrze gdy ten zawiał od strony dzielnicy slumsów.
-Odwal się! - warknął Futz w stronę mężczyzny, który właśnie się pozbierał.
-Czy ty masz serce z kamienia? - spytał Yasutsuna, aby po chwili uderzyć pięścią w ścianę - SPÓJRZ NA CO POZWOLIŁAŚ KADA!!! - wrzasnął tak jakby liczył, że to coś zmieni, lub chciał po prostu sobie ulzyć zrzucając część winy na kogoś innego - Co jest nie tak z tym krajem... Czy ci bogacze i wojskowi nie postrzegają biedoty jako ludzi? - spytał osuwając się na kolana.

Tsukimiya - 2015-05-31 14:17:30

-Jak mogłaś do tego dopuścić matko? - spytała Baiying wchodząc roztrzęsiona do sali - Jak mogłaś dopuścić, aby brat Shen wyruszył na pewną śmierć?! Myślałaś, że wieści do mnie nie dotrą? - spytała.
-Ależ nie ma czym się przejmować moje dziecko - odparła spokojnie kobieta nawet nie patrząc na swoją córkę i nie przerywając zajęcia, którym aktualnie się zajmowała, czyli malowaniem jakiegoś dziwnego przedmiotu, lub może stworzenia, które nie przypominało niczego znanego na tym świecie.
-Statek, którym wyprawiłaś Shena w świat został zatopiony! Nikt nie uszedł z życiem!
-A pływający w pobliżu ludzie mawiają o smoku - powiedziała Yuyan - jeśli Intonerowie istnieją i jest to prawda to Shen z pewnością żyje. Wątpię także, aby KTOKOLWIEK odważył się zabić księcia cesarstwa Xia. Prędzej uprowadził go dla okupu. Wiem, że nie myślisz trzeźwo z powodu utraty ukochanego brata - mówiąc ostatnie zdanie odwróciła się z ciepłym uśmiechem, który miał pokrzepić córkę - lecz nie martw się. Przedsięwzięłam już odpowiednie środki.





-Więc jesteście grupą rebeliantów? - spytała Zero.
-I osobami, które cie ocaliły - dodał Shen wtrącając się w rozmowę.
-ty się zamknij bo miałeś siedzieć na dupie i się ukrywać, a nie szukać pomocy u nieznajomych. Za mało razy łowcy niewolników cie uprowadzili, żebyś się czegoś nauczył?
-Hę? - zdziwił się Sung-min
-Nie zwracajcie na niego uwagi. To tylko przygłupi syn kupca, który postanowił sprzedać go za 2 miedziaki, bo nie miał z niego żadnego pożytku. - odparła Zero, aby ukryć fakt, że Shen to książę cesarstwa Xia.
-aaaahaaa... - odparł Sung-min patrząc dziwnie na dwójkę, aby po chwili powiedzieć - wracając do tematu: Jak widzisz jesteśmy grupą rebeliantów, którzy jedynie pragną odzyskać swój kraj. Twój towarzysz powiedział, iż posiadasz na usługach smoka, więc choć nawet w najgorszych snach nie wyobrażałem sobie, że zrobię coś takiego: proszę najmocniej abyś nam go oddała, lub sprzedała - powiedział.
-Eee... Nie wiedziałem, że próbujesz kupić jej smoka - szepnął w Shen w stronę Sung-mina.
-Dla kraju mogę paść na twarz - odparł mężczyzna patrząc zdeterminowanym wzrokiem na kobietę i dając do zrozumienia, że jest mu coś winna.
-Nie ma mowy - odparła Zero tonem, który mówił, że to nie podlega nawet najmniejszej dyskusji - I nawet nie próbujcie mnie zabić, bo w ten sposób tylko go rozwścieczycie, tak, że pożre was wszystkich - powiedziała blefując, aby zapewnić sobie bezpieczne odejście - Shen idziemy.
-Więc chociaż użycz nam jego siły! - krzyknął Sung-min, gdy Zero już zbliżała się do wyjścia.
-Chyba czegoś nie rozumiesz: Smok nie jest stworzeniem, któremu można narzucić własną wolę jak koń. Nawet jako intoner ja jedynie z nim współpracuję i wspólnie darzymy się szacunkiem. To nie jest moje zwierzątko.
-Na pewno możesz go przekonać - powiedział Shen zatrzymując Zero - to przecież TWÓJ smok.
-a ja jestem JEGO partnerką - odparła kobieta - ale niech będzie. Postaram się, lecz nie za darmo. nie jestem najemnikiem, więc nie chcę pieniędzy, których zresztą zapewne nie macie. Dziś w nocy chce ciebie - powiedziała wskazując na Sung-mina - a jutro... nigdy nie miałam dzikusa... niech przyjdzie do mnie twój kumpel. Wtedy zdecyduję, który ma mnie odwiedzać częściej, a ja porozmawiam z Mikhailem - powiedziała wychodząc, a gdy była w wyjściu dodała- mam nadzieje, że jesteś przygotowany na to aby wykarmić smoka, na co Sung-min przełknął głośno ślinę wyobrażając sobie jak Zero składa w ofierze smokowi jego ludzi.

GinOrochimaru - 2015-05-31 23:19:11

-Myślisz że naprawdę go tutaj znajdziemy?-spytała zakapturzona osoba swgo towarzysza który równierz posiadał płaszcz z kapturem który zasłaniał cała twarz posiadacza.
-Myślę że to najbardziej prawdopodobne miejsce.-odparła pytana osoba.
-Wolał bym być teraz na liniach fronty Xia.-stwierdziła pierwsza osoba.
-Lepiej zajmij się szukaniem, zamiast narzekać, stwierdziła druga osoba wchodząc w głab miasta.

-WRACAJ TUTAJ TY MAŁY GNOJKU!!!-Wrzasnęła zakaptyrzona osoba biegnać za małym dzieckiem.- JAK CIĘ DORWE TO RODZONA MATKA CIĘ NIE POZNA ZŁODZIEJU!!!-odgrażał się zakapurzony osobnik scigając dziecko które po długiej ucieczce ukryło się za plecami 3 osób.
-Myslisz że rodzina ci pomoże?!-wściekła się zakapturzona osoba widząc to.- Ten gnojek ukradł mi srebrny zegarek kieszonkowy.-powiedział tonem wskazującym tak by 3 osoby wydały małego złodzieja, lub zwróciły pzedmiot.
-Hę a masz jakis dowód?-spytał jeden z nich którym okazal się Furtz.
-Trzyma go w rece idioto!-wkurzył sie zakapturzony osobnik.
-Ten kto nazywa innych idiotom, sam jest idiotom, idioto!-stwierdził Furtz wystawiając język i środkowy palec.
-Ty gnojku!-Stwierdziła zakapturzona osoba chcaż żucić sie na Furtza lecz odezwała się druga osoba:
-Ale skad pewnosć że go ukradł, może go od ciebie dostał, zresztą może nawet nie nalezał do ciebie?-stwierdził Yasutsuna.
-Zegarek ma wygrawerowany napis, i jest pamiatką więc w zyciu nie oddał bym go jakiemuś łachmycie.-uniusł się zakapurzony osobnik.-ODDAWAJCIE!!!
-Juz, już, nie gorączkuj się tak, ale żeby odbierać coś małemu niewinnemu dziecku.-zaczał mówić Yasu z wielkimi oczyma i mina majacą wzbudzić poczucie winy.
-To na mnie nie działa.
-Phi, masz tu swój zegarek.-powiedział yasu odając zegarek, i odchodząc z 2 kumpli.
-Czemu oddałeś mu zegarek, wiesz ile był wart?
-Nie wyglądał na osobę z tąd, nie potrzebujemy jeszcze wrogów z zewnatrz.-stwierdził Yasu.-Poza...-nagle ucioł w połowie słowo unikają ciecia kataną dosłownie o kilka milimetrów.
-Wiedziałem że skadś cie kojażę.-Powiedziała osoba w kaptórze patrząc na kartke papieru, a potem na Yasu.
-Twój znajomy?-spytał Furtz.-Nie mówiłeś że masz dzianych znajomych.
-Nie znam popaprańca!-wrzasnał Yasu unikając kolejnego ciecia, chwytajac przy tym sztylet.
-Naprawde masz zamiar uzywać TEGO?-spytał osobnik zrzucając kaptur, by ukazała sie twarz Genzaia
-A co z nim nie tak?-spytał yasu ogladjąc dokładnie sztylet ze wszystkich stron, lekko nim potrzasajac.-Chyba wszystko wporzadku.-stwierdził po chwili.-Chłopaki robiliscie coś z moim artefaktem?-Spytał yasu.
-Nieeeee.-Odpowiedzieli równocześnie wielkolód i Furtz.(tutaj pojawia się retrospekcja w której Furtz i wielkolód kiedy Yasu spi uzywaja jego artefaktu do róznych głupich i dziecinnych żeczy)
-Wiec wszystsko w porzadku.-spytał ustawiając sie do walki.
-Cz..Czy...Czy ty wogole bierzesz to na powarznie?-spytał Genzai któremu zaczeła pulsować zyła.
-Jak nie to dasz mi spokój?-spytał Yasu.
-Genzai.-powiedział którko siwowłosy.
-He?-zdziwił sie Yasu, lecz jego przeciwnik juz ruszył do ataku.
-To imie osoby która odbierze ci zycię.-Genzai wyjasnił o co mu chodziło gdy byli tak blisko siebie iż ich oczy spotkały się z odległości mniejszej niż 10 cm. Na co Yasu intuicyjnie odskoczył do tył by uniknać ataku przeciwnika, po czym sam zaatakował odsłonieta lewa strone przeciwnika, lecz ten wyciagna skryty do tej pory pod płaszczem drugi miecz wykonując nim szeroku zamach który prawie pozbawił przeciwnika głowy.
-Mało brakowało.-stwierdził yasu łapiac sie za swój "czóbek" który został przyciety.
-Masz zamiar walczyc czy tylko uciekać?-spytał Genzai kierując w strone yasu katanę.-Chyba że to wszystko na co stać Bararaku Saika.-Dodał po chwili gdy yasu znów przyjał pozycje do walki.
-Nie sprowokujesz mnie tak.-Powiedział yasu, rozumiejac iż przeciwnik miał zamiar skorzystac z okazji by zdobyc przewage na polu psychologicznym.
-Zalezy mi jedynie na głowie.-Stwierdził Genzai atakując Yasu sybkim pchnieciem prawej katany z doskoku, po którym wykonał szybkie skośne cięcie od dołu lewą kataną, lecz i ten atak został unikniety, siwowłosy nie miał zamiaru jednak tak szybko sie poddać, wiec wypuścił broń trzymana w prawej rece, by wolna dłonią siegnać 3 katanę którą zaatakował blondyna przy pomocy poziomego ciecia, tak iż przeciwnik był zmuszony blokować atak zamiast unikać.
-Chyba nie mam wyboru.-Jęknał yasutsuna gdy jedno z ostrzy przeciwnika prawie siegneło jego głowy.-火焰(Huǒyàn)!-zawołał Yasu.
-Artefakt?!-Zdziwił się Genzai odskakując do tył gdy na sztylecie pojawiła się czerwona matryca, by ostrze sztyletu po chwili pokryło sie ogniem.-Zresztą, jakby to coś zmieniało!-stwierdził ściskając mocniej rekojeść katany i ruszając do przodu wykonując pionowe cięcie przy uzyciu prawej katany, lecz yasu zdołał zrobić unik, po czym zaatakował, lecz siwowłosy uchylił sie w bok przed pchnięciem ognistego sztyletu Yasutsuny.
-Widze że świetnie do ciebie pasuje.-stwierdził Genzai lekko się uśmiechając, by dodać po chwili.-lecz wogóle nie umiesz sie nim posługiwać.-uderzając Yasu trzonkiem jednej z katan w mostek, tak że blondyn stracił równowagę.-Pora to zakończyć stwierdził genzai atakując blondyna pionowym cieciem znad głowy, lecz jego atak zostal zablokowany przez katanę należącą do Kokoro.
-W co się wpakowałeś?-spytała Kokoro spogladając na yasutsunę by ten udzielił jej odpowiedzi.
-Nie mam pojęcia o co mu chodzi poprostu mnie zaatakował.-Stwierdził Yasu widząc iż Kokoro najwyraźniej nie jest zbyt zadowolona tym co się ostatnio wydarzyło.
-Przynajmniej sobie ulżę.-Powiedziała poczym spróbowała kopnąć Genzaia lecz ten uniknał jej nogi, by spróbować ja zaatakować.
-STOP!-rozległ się głośny rozkaz gdy miecze Genzaia miały przebić już do Kokoro, a jej katana miała skrócić go o głowę.- Tyle chyba wystarczy nie uważasz?-Spytała srebrnowłosa kobieta podchodząc do Genzaia.
-Nie widzisz że przeszkadzasz? Po co przyszłaś?-Spytał Genzai.
-Pomyslałam że więcej się nauczysz jeśli przez jakiś czas zostaniesz z rebeliantami, wiec nie możesz ich zabić.-stwierdziła wskazując na Yasutsune i Kokoro.
-Najpierw przynosisz mi list gończy za jednym z nich, a teraz nie moge go zabić? Właśnie tego w tobie nienawidzę! Nie możesz na nic sie zdecydować!-zdenerwował sie Genzai.-Idę do jakiegoś baru, potem mnie wtajemniczcie.


-Dziwne myslalam że szybciej zaatakują jesli spalimy część slumsów.-Rozmyślała Kada patrząc na miasto.- Tak czy siak, ludność na pewno już ich tak nie popiera, więc będa musieli szybko zaatakować swój głowny cel, żeby nie stracić całego poparcia.

Szermierz_2525 - 2015-06-03 16:51:47

-Najwyższa pora, aby podjąć działania - powiedział Yasutsuna.
-Zdecydowanie się z tobą zgadzam - odparł Futz.
-ja także - Dodał Wielkolud, którego imienia, wciąż nikt jeszcze nie poznał.
-Więc idź i poproś o papier - Powiedział z kamienną miną Yasutsuna siedzący na klopie, podczas gdy w jego kabinie nie było papieru.
-Zdecydowanie mógłbym to zrobić - odparł Futz mając spokojną minę myśliciela - ALE W MOJEJ KABINIE NIE MA PAPIERU!!! - wrzasnął.
-Oj, oj nie kłóćcie się - powiedział wielkolud - na pewno mamy jakieś wyjście!
-Niech każdy z nas powie co ma ze sobą. Może da się tego użyć! - wpadł na błyskotliwy pomysł Yasutsuna.
-Papier ścierny - powiedział Futz.
-Papier ścierny - rzucił Wielkolud.
-OJ!!! Na cholerę wam nosić papier ścierny do klopa!!! - wrzasnął Yasutsuna
-a ty?
-papier ścierny...
-Dobra... Na pewno da się tego jakoś użyć... - uspokajał się wielkolud przyglądając się podwójnej warstwie papieru ściernego, który coraz bardziej przypominał mu delikatne chusteczki higieniczne.
-Futz! W tobie nadzieja! - zawołał Yasutsuna, gdy nagle z kabiny wielkoluda rozległ się wrzask bólu po czym głuchy łomot uderzenia głową o drzwi kabiny, co świadczyło o tym iż biedak użył papieru ściernego - on chyba nie... nie... nie mógłby... - Yasu miał coraz bardziej nieciekawa minę patrząc na papier - Wracając do tematu! Futz! Wyjdziesz na zewnątrz i poprosisz o papier!
-SAM IDŹ!!! - wrzasnął Futz.
-Oj, oj... Przecież nikt się nie dowie że to ty... Powiesz że jesteś wielką stopą i szukasz papieru do kupra... - rzucił Yasu.
-Co tu się...-spytała Kokoro, która weszła szukając 3 przygłupów, gdyż spóźniali się już porządnie na zebranie, na którym mieli ustalić co dalej.
-Jestem wielką stopą i szukam papieru do kupra - powiedział Futz stojący w drzwiach kabiny, podczas gdy drzwi innej się otworzyły i wypadł z nich wielkolud z całkiem zmasakrowanym przez papier ścierny tyłkiem.
-Nie wnikam - powiedziała Kokoro wychodząc.
-NIE ZOSTAWIAJ NAAAAAASSSS!!! - wrzasnął Yasu ze swojej kabiny.


-Jako, że posiedzenie trochę się przeciągnęło, bardzo przepraszam - powiedział Yasu, podczas gdy Wielkolud starał się jak mógł "usiąść" nie dotykając zbytnio zmasakrowanymi częściami krzesła - Popieram we wszystkim to co dziś rano powiedziała Kokoro. Jak tak dale pójdzie ludzie przestaną nas popierać.
-Atakujemy? - spytał Wielkolud poważnym tonem.
-Atakujemy - powiedzieli równocześnie Yasu i Kokoro stanowczym tonem.

GeminiSaga - 2015-06-04 15:06:50

-Jednostki na stanowiskach milordzie!- zameldował mężczyzna ubrany w szary płaszcz z dwoma partiami starannie zapietych, złotych guzików, rekawy gurnej części odzienia zakończone były podobnie do wysokiego przylegajacego do szyji kołnieża: były czarne ze złotym zdobieniem, spodnie które nosił również miały barwę szarą, i poszeżały się z dołu, wchodząc w czarne skurzane oficerki. Włosy mężczyzny były krótkie, siegajace mniej wiecej uszu, i zielone jak trawa póxna wiosną, oczy miał błekitne, a na jego twarzy malował sie grymas bulu i wyczerpania.
-Świetnie, rozpocząć operację.- rozkazał inny męczyzna, ten ubrany był czerwoną marynarkę, ze złotymi guzikami,  pod którą znajdowała się biała koszula, oraz "szal" tego samego koloru(wiecie o co mi chodzi, taki "żabot"), spodnie podobnie jak i marunarka były koloru czerwonego, a buty które miał na sobie były czarnymi oficerkami, na rekach miał białe materiałowe rekawiczki, cały strój zwieczał czerwony płaszcz, ze złotymi epoletami, i złotym łańcuszkiem, załozony jedynie na ramiona. Włosy miał on srebrne, karnacje wyjatkowo jasna, a oczy błekitne, niczym niebo w bezchmurne dni. Po słowach i innym ubiorze mozna było wywnioskowac iż był on wyżej postawiony od reszty zebranych.


-Co za spokojna noc, aż sam usypiam.-zazartował wysoki mężczyzna o ciemnej karnacji i długich czarnych włosach, odziany w lekką zbroję.
-Hah, nawet tak nie zartuj bo jeszcze cie zwolnią.-Stwierdził inny ubray tak samo jak on.- Ale jak sobie pomysle co oni tam w środku mają.-Stwierdził rozmazonym tonem patrzac na posiadłość przed murami której stali.
-Taaa, zakosisz cos, i jestes ustawiony do konca zycia.
-Nawet tak nie mow głupi.-Uciszył go rozmówca.- jak ktos to usłyszy to obaj wylecimy, a ja próbyje zdobyc znajomosci żeby wkrecic sie do środka.
-I jak ci idzie?
-Na razie dosc kiep...-zaczał zdanie strażnik, lecz nagle runał jak kłoda, a jego towarzysz momentalnie do niego dolaczyl.
-Szybko, szybko, nie marnowac czasu!- rozkazywał meżczyzna odziany w czarny skurzany kaftan, i płaszcz z kapturem.
-Pamietajcie, nie pozostawic nikogo przy zyciu.- przypomniał po co włamali sie do posiadlosci gdy znaleźli sie w budynku.
-Kim wy?-Zdziwił straznik widzac grupę.-AL..-chciał ostrzec towarzyszy, lecz jeden z zakapturzonych włamywaczy trafił go w potylice z bełtu wystrzelonego z małej kuszy ukrytej na ramieniu.
-Za wolno, ktos mógł usłyszec.-stwierdził towarzysz mordercy przygryzajac warge z niezadowolenia.-pospieszyc sie!-rozkazał ruszajac biegiem, korytarzami posiadłosci bezlitośnie eliminujac wszystkich strazników jakich zaówazył.
-3 zostaje i ubezpiecza droge odwrotu, gdyy cos się stalo.-rozkazał przywódca zabojcow, ruszajac dalej.
-Szefie przeciez nic nie moze pójsc nie tak.
-Naprawde chcesz sie dzielic kasą?-spytał szef yślac juz jak pozbyć sie towazyszy ktorych zabrał ze sobą.
-Szef to mysli o wszystkim.-zasmiał sie iny zabojca.-Nie to co my. Zginelibysmy bez szefa.
-Wiec sie ruszajcie.-rozkazał morderca wybiegając zza zakretu by ujzec pokojwke która akurat kreciła się po posiadłosci kradnac rozne drobiazgi.
-AAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!-zdołała wrzasnac zanim krew obficie poleciała przez rozcieta tetnice.
-Cholera! jak ja nienawidze zlodzieji.-stwierdził szerf morderców kopiąc zwłoki pokojówki.-I mamy po elemencie zaskoczenia.
-To co robimy?
-Nie mamy wyjscia, kontynuujemy, i tak juz nie powinno być zadnych problemów.

-Pamietajcie, przez chwile jeszcze bedzie ciepła, wiec zabijamy od razu.
-A co z reszta?
-Zarżnąć jak prosieta.-Rozkazał wykopujac drzwi i wpadając z 2 towarzyszy by wyeliminować cel, i strzelajac do pierwszej osoby jaka zaówazył.
-Przeszkadzacie-Powiedział młody chłopak o zielonych oczach, jasnej karnacji, oraz krótkich czarnych wlosach, których grzywka siegała do nosa. Miał on na sobie szara rozpieta na dwia guziki koszulę, "rozwiazany" czarny krawat, oraz spodnie tego samego koloru, za nim ukrywała sie młoda dziewczyna o długicz czarnych prostych wlosach, i grzywce siegajacej jej zielonej oczu.-Mzecie poczekac? Zaraz skonczymy, prawda Nagisa?-spytał dziewczynę z ina jakbky robili cos wyjatkowo nieprzyzwoitego.
-Oni-sama.-powiedziala dziewczyna patrzac na chłopaka cała czerwona.
-OJ, OJ, to chyba twoja siostra!-stwierdził szer zabójcow.-dodatkowo gdzie podział sie mój bełt? OOOOJ, gdzien on sie podział, ja sie pytam? Jak mi powiesz dam ci 300 jenow!!!- na co chłopak wskazał palcem w dół, a gdy szef zabójcow tam spojżał ujzał złamany bełt.
-Moje 300 jenow.-usłyszal glos chłopaka.
-ja... bede ci dłuzny 300 jenów.
-i chyba nie myslałes o niczym sprosnym? ja tylko zartowałem.-dodał po chwili chłopak.
-ŻARTOWAŁEŚ W MOJEJ DUPIE!!! TO NIE BRZMIAŁO JAK ZART A CHOLERNY INCAST!!!-wydarli sie trzej mordercy naraz.
-Dziwne zdawało mi sie ze to dobry dowcip, podobno cała moja rodzina ma dobre poczucie chumoru.
-Akhm. Zreszta nie poto tu jestesmy.-stwierdził szef zabójców odchzakając.-Skoro odkryliscie nasza obecnosc to może i lepiej, przynajmniej sie zabawimy z jeszcze wierzgajaca.-zarzartowal morderca ruszajac do przodu z wyciagnietym sztyletem, a krew splamiła dywan.
-Nie waz sie nawet myslaec takich żeczy o Nagisie.-Powiedział chłopak stojac obok zabójcy który trzymał sie za kikut z któego obficie leciała krew.
-Jak?! Kur***!!! Jak?!!-wrzeszczał niemogac zrozumiec co sie stalo.
-Dam ci szansę na odpokutowanie grzechu.-powiedział chłopak.-Kto zlecił zabujstwo na nagisie.
-Skoro chcesz to wiedzieć...-zaczał morderca obwijajac kikut oberwanym rekawem.-TO MUSISZ DOWIEDZIEĆ SIE TEGO SAM!!!-zawołał pchnac z nienacka drugim sztyletem, lecz zanim sztylet dotarł do chłopaka, ten złapał reke napastnika i ja wykrecił zmuszajac tym samym do upuszczenia broni.
-Myslisz ze mnie masz?-spytal szef mordercow, lecz chłopak poprostu skręcił mu kark.
-Szefa zabił jakiś dzieciak?!-zdziwili sie dwaj zabójcy widząc co sie stało.- z nami nie pójdzie ci tak łatwo!-dodali atakujac we dwóch, jeden z lewej drugi z prawej, lecz czarnowłosy usunał sie przed jednym pchnieciem(tego z prawej) odsówajac sie do tuł, jednocześnie unikając ciusu jego towarzysza pochylając się, i podkopując go, po czym wyrwał noż lezącemu na ziemi zabojcy, by pozbawić zycia jego towazysza żucajac nożem w niego nożem który własnie zdobył, by po chwili odwrocic sie do lezącego jeszcze na ziemi nieszczesnika.
-Czekaj... ja... wszystko powiem.-zaczał obiecywać przerazony zabójca widzac jak chłopak się do niego odwrocił, lecz ten jedynie uderzył go w krtań, przez co niedoszła ofiara spwodowała iż morderca w niedlugim czasie miała sie udusić.
-Oni-sama przeiez chciałes żey wyjawili ci informację...-zaczeła dziewczyna.
-maja jeszcze 3 wspolników.-stwierdził chłopak otwierając szufladę, by wyciagnac dwa srebrne pistolety.- od nich dowiem sie tego czego chce.-wyjajasnił głaszczac dziewczynę.- Niedługo wracam Naisa.-dodał wychodąc z pomieszczenia.

-Coś długo to zajmuje szefowi.-stwierdził jeden z zabójców.
-Moze doszło do jakichś komplikacji?
-Coś ty glupi? szef to profesjonalista, nikt nie może się z nim równać.-kontynuowali zabójcy, gdy jeden z nich stanał w błekitnym płomieniu, z wyparowal.
-CO SIĘ?!!!-Wrzasneli pozostali dwaj ze zdziwienia.
-Co to za magia?
-Nie mam pojecia ale, to znaczy że zostalismy wykryci, ja lece zameldować szefowi, ty poinformój dowództwo.-rozkazał jeden z dwójki.
-Robi się.-powiedział drogi wyjmójąc małego nietoperza i skupiając się wyjatkowo mocno.

-Milordzie zostali wykryci! Co robimy?-spytał mezczyzna w szarym "mundurze"
-Ta misja ma wysoki priorytet.-stwierdził meżczyzna udbrany na czerwono zastanawiając sie co zrobić skoro nie udało się zalatwic sprawy po cichu tak jak planował.- każcie przygotowac sie oddziałowi uderzeniowemu, nie mamy innego wyjscia.-Rozkazał wstajac z fotelu na którym siedzial, by skierowac sie do wyjścia.

-jak wiecie naszym celem jest rod Gemini, nie udało się załatwic sprawy po cichu, więc musimy załatwic sprawe mniej "subtelnie"-powiedział srebrnowlosy meżczyzna stojąc przed uzbrojonym oddziałem.- po wykonaniu pierwszego celu misji: anihilacji rodu, natychmiast przejśc do drugiego: zatarcia wszelkich sladów. jasne?-Stwierdził mezczyzna ruszajac do przodu z oddzialem, jecz w polowie drogi jeden z zołniezy podobnie do zabójcy stanał w błekitnym płomieniu i wyparował.
-Co sie?!-Zawołali przerażeni zołnieze odsowając sie od miejsca gdze zniknał ich towarzysz.
-Nie łamac formacj, i ruszac naprzód!-rozkazał dowodca, lecz im dalej szli, tym wiecej zołniezy było "spalanych".
-Więc to jest przyczyna mojich problemów?-spytał ubrany na czerwono meżczyzna widzac czarnowłosego chłopaka z wyciagnietym pistoletem skierowanym w stronę zołniezy, który nic nie odpowiedział.- Z danych wynika że starszy brat jest nieudacznikiem, wiec kim ty jesteś?-spytał ironicznie mężczyzna dajac do zrozumienia że zna odpowiedź, lecz chłopak skierował w jego kierunu broń i gdy juz mjał pociagnac za spóst srebrnowlosyzaslonił sie jednym ze swych żołniezy który wyparował.- Wiec to żeczywiscie ty.-stwiedzil wyciagając pistolet i naychmiastowo strzelając lecz chlopak skoczył w bok, widzac jak meżczyzna wyjmuje coś z kieszeni, unikajac tym samym pocisku.
-Do ataku.-stwierdził krutko meżczyzna rzkazujac oddziałowi by zaatakowali, a gdy oddział ruszył, zatrzymał dwóch meżczyzna.-Wy dwaj zostajecie.
Żołnieże byli świetnie wyszkoleni i atakowli z wyjatkowo dobrą charmonia, tak iż nie przeszkadzali sobie, i oslaniali sie na wzajem, lecz o dziwo nie mogli trafic chłopaka, który z latwoscia unikał ich ciosów robiac uniki, pozbawione jakichkolwiek zbednych róchów, działał on raczej jak maszyna niz zywa istota, gdy wkonczy przeszedł do ataku, wykonał ruch reką jakby chciał odciac nią głowe jednego z zołiezy przejeżdżajac przez jego szyje, a po chwili całe jego ubranie zostało zalane krwio wylewajacą sie z pozbawionego głowy ciała, następny żołnierz również został powalony bez najmniejszych problemów, gdyż chłopak najpierw złamał mu kręgosłup, a następnie uderzył w klatkę piersiowa w taki sposób iż spowodował uszkodzenie płuc, a w efekcie śmierć.
-Chyba nie mam wyboru.-Powiedział mężczyzna ubrany na czerwono, gdy ujrzał jak jego żołnierze zostali zmasakrowani.-凱羅斯(Kǎi luósī)-a na jego oczach pojawiła się srebrna matryca, pozostawiając je srebrne.
-Artefakt.-mruknął chłopak, atakując srebrnowłosego kopnięciem w podbródek lecz ten zrobił unik, i wyprowadził kontrę próbując uderzyć czarnowłosego w twarz lecz ten zrobił przeskok w bok, strzelając jednocześnie w pistoletu w miejsce gdzie znajdował się dowódca żołnierzy, lecz tego tam już nie było, gdyż atakował chłopaka z lewej strony, na co chłopak wyciągnął drugi pistolet strzelając również z niego, lecz i to nie przyniosło efektu.
-3 sec, 1 sec, 0,5sec, 0,02 sec, 4 sec, 3 sec.-musiał srebrnowłosy atakując i robiąc uniki podczas walki z chłopakiem jakby cos odliczał, by w końcu schować się za budynkiem i złapać za głowę.- Cholera! jeszcze tylko trochę!-zaklął, gdy ukradkiem wyjrzał i zobaczył jak jego przeciwnik tez jest wyraźnie zmęczony od zużycia tak ogromnej ilosci many w tak krutkim czasie, lecz po chwili zlapał sie za oczy.- Nie dam rady.- powiedział sam do siebie wycofujac się.

-Milordzie Tharsis!- zawołał jeden z podwładnych meżczyzny gdy ujzał jak mezczyzna wraca samotnie trzymajac się za głowę.
-Misja nieudana, wracamy do domu.-Powiedział krutko odchodząc.

Tsukimiya - 2015-06-04 18:59:11

-Ktoś wie co się dzieje? - spytał mężczyzna o czarnych włosach mający na sobie czarny garnitur, podczas gdy w jego ręce znajdował się mikrofon.
-Nie wiem - odparł mu inny mający na sobie czarne kimono, na które nałożone było haori w tej samej barwie, które przypięte miało białe haori-himo, co świadczyło o wyjątkowym szacunku.
-Słyszałem, że mają wygłosić jakieś oświadczenie - powiedział mężczyzna siedzący na krześle obok pozostałej dwójki. Ten miał na sobie garnitur z lat 90 XIX wieku, oraz kapelusz, za którym znajdowała się niewielka karteczka co świadczyło o tym iż jest reporterem. W lewej ręce trzymał niewielki notes, a w prawej długopis.
-Hę? Teraz? - zdziwiła się kobieta stojąca za nimi. Miała na sobie granatową garsonkę, a w ręku trzymała niewielką kamerę przenośną.
-Uważam, że już dawno powinni to zrobić! - rzucił facet stojący obok niej. Miał na sobie strój niczym wyjęty z westernu, a w ręku trzymał wyjątkowo stary aparat, jakby chciał zrobić zdjęcie do czarno białej gazety.
-CICHO!!! Ktoś idzie! - fuknął na nich jakiś młody chłopak którego prawe oko zaczęło świecić na czerwono.

Do sali weszła Zero, która wyjątkowo nie była ubrana w swój odsłaniający strój, lecz w białą garsonkę, a w ręku trzymała niewielką teczkę. Powoli, lecz zdecydowanie skierowała się w stronę mównicy znajdującej się przed zebranymi w sali ludźmi, aby stanąć, za nią, wyciągnąć papiery z walizki, uporządkować je powoli, spojrzeć spokojnie, wziąć głębszy wdech...
-Jak państwo świetnie wiecie, dziś została zebrana konferencja prasowa, a ja zostałam wybrana, aby stanąć przed wami - powiedziała spokojnym, lecz stanowczym tonem - JA NIE CHCIAŁAM!!! - wrzasnęła uderzając głową w mównicę - NIKT Z NAS NIE CHCIAŁ SŁYSZYCIE!!! TO NIE NASZA WINA, ŻE ZACIĄGNĘLIŚMY DŁUGI I HIPOTEKĘ POD WASZE DOMY!!! TO WY K**WY, K**ASY JE**NE DALIŚCIE NAM SWOJE KONTA I INNE GÓ**A!!! TYLKO DEBIL BY TAK ZROBIŁ!!! - zaczęła wrzeszczeć uderzając rękoma i głową w mównicę, gdy wszyscy robili jej zdjęcia.
-Ona chyba jest pijana - szepnął facet w kimonie.
-Sądzę, że naćpana - odparła kobieta.
-Moje skanery mówią, że jedno i drugie - skwitował chłopak ze świecącym okiem.
-Kontynuując... - powiedziała po chwili Zero - Dzisiejszy chapter jest ostatnim w historii świata i poświęcimy go, aby was przeprosić - powiedziała, aby po chwili dodać - Jakby ktokolwiek przepraszał szczerze...
-OJ, OJ!!! ONA WŁAŚNIE POWIEDZIAŁA ŻE NIE PRZEPRASZA SZCZERZE!!!




-Więc... Które z nas przeprasza pierwsze? - spytał Shen patrząc na zebraną w okół niego jego rodzinę.
-Przepraszam... - powiedział Xia Yu
-Brat Yu zawsze... -ucieszył się Shen
-że was nie zatłukłem zanim do tego doszło -skończył Yu.



-Oj... To nie wygląda zbyt dobrze!!! - krzyknął Sung-min siedząc razem ze swymi kompanami, Yasutsuną Futzem, Kokoro, Wielkoludem i Kadą. Każde z nich miało na sobie białe Kimona, a obok nich leżały Tanto, oraz tabliczki na których mieli napisać swoje testamenty.
-Więc... Kto pierwszy? - spytał Yasutsuna.
-Idź przodem - rzucił Sung-min.
-Panie przodem! - stwierdził Yasutsuna patrząc na Kadę i kokoro.
-Nie popełnię seppuku zanim nie oddasz mi pieniędzy! - wrzasnęła kada.
-Teraz ci się zebrało na gentlemana? - spytała kokoro.
-To może Fu... Oj.. Futz co ty robisz... Oj!!!
na te słowa wszyscy spojrzeli na Futza, który zamiast popełniać seppuku, lub choćby napisać testament już teraz zaczął chować za kimono wszystko co było pod ręką.



-Więc... Może ty matko? - spytał Shen patrząc na Yuyan.
-Przepraszam... - powiedziała skruszonym tonem Yuyan
-nareszcie!-ucieszył się w myślach Shen.
-Że nie doszło do niczego pomiędzy mną a Yu!-dokończyła yuyan.
-OJ!!! MY TU ZARAZ WYJDZIEMY NA PATOLOGICZNĄ RODZINĘ!!! - wrzasnął Shen, gdy nagle nastąpiło wyciemnienie.



-Witamy wszystkich w studiu!-powiedział posłaniec Gilgamesha, obok którego zasiadał Yasutsuna, oraz Zero - dziś jedno z was w ramach przeprosin pomoże ludziom z ich problemami. Mamy pierwszego telewidza. Jaki masz problem?
-tak... Więc moja dziewczyna zdradziła mnie już 2 raz. Ja jednak bardzo ją kocham, więc nie wiem co mam robić...
-Zawsze masz trójkąty, albo możesz przerobić ją na zwierzątko - wyskoczyła Zero.
-eee... nie o to nam chodziło, ale mamy 2 - powiedział posłaniec Gilgamesha.
-Więc mam problemy z kobietami... Sądzę, że nie wyglądam źle, ale jakoś na mnie nie lecą...
-Zrób sobie operacje plastyczną, żeby wyglądać jak ja! - skwitował Yasu.
-Albo zrób z nich swoje dziwki - dodała Zero, na co na ekranie pojawił się piękny bajkowy obrazek z chibi ver. wszystkich postaci z historii, oraz napisem "usterka techniczna", lecz wciąż było słychać głos.
-CZY WY CHCECIE NAM TYLKO DOŁOŻYĆ!!! - wrzasnął posłaniec - ZWŁASZCZA TA OSTATNIA RADA MOŻE WSADZIĆ GO DO KRYMINAŁU!!!
-Więc przepraszam za to, że prawo istnieje - powiedziała Zero.



-Przepraszam... - powiedziała baiying
-Siostra na pewno nic nie wypali - pomyślał Shen.
-Za to że pozwoliłam, aby to matka wypowiedziała ostatnie zdanie... TO JA POWINNAM MIEĆ SCENĘ Z BRATEM YU!!!!



-Przepraszam, że nie kocham Nagisy, aż tak jak na to zasługuje - powiedział Saga trzymając delikatnie Nagise - choć i ak jest moją boginią - dodał, aby aura incastu rozlała się jeszcze bardziej - co? tylko żartowałem... nie mam za co przepraszać.


-OJ!!! jak tak dalej pójdzie to będzie źle! Ktoś musi coś zrobić!!! - wrzasnęła Kokoro wciąż siedząc przy tanto, wraz z grupą.
-Najpierw ktoś od was, potem od nas! - powiedział Sung-min.
-Najpierw od was! - rzucił Futz
-Widzę, że trzeba tu męskiej ręki... - rozległ się poważny ton Yasu - Ja to zrobię...
-Więc... CO TY ODPIERDALASZ?!!! - wrzasnęła Kokoro, na co kamera ruszyła w stronę yasu, choć wszyscy starali się ją zatrzymać.
-PRZEPRASZAM!!! - wrzasnął goły Yasu stojący w jakiejś dziwnej pozie Yogi ukazując dokładnie dupe i jaja.



-Oj.. Oj... Dajcie mi już spokój... Przepraszam, przepraszam ok? - rzciła Zero - przepraszam, że gram w tym chłamie. Pasuje?



-Witam ponownie... - powiedziała Zero podchodząc do mównicy, a reporterzy znów zaczęli robić jej zdjęcia.
-mam nadzieje, że tym razem będą poważni - mruknął jeden dziennikarz.
-Nie obchodzi mnie to. I tak to już koniec - odparł inny.
-Więc... Przyszłam tutaj, aby złożyć oficjalne przeprosiny... - powiedziała Zero - Przepraszam za to, że ten chłam, wciąż będzie produ... - nim Zero zdołała skończyć krzesło strzeliło ją w twarz i posłało pod ścianę.
-I PO TO ZMARNOWALIŚCIE CAŁY CHAPTER WY BEZMÓZGI?!!! - wrzasnął jeden z dziennikarzy.

GinOrochimaru - 2015-06-05 00:17:34

-Dobra nasz plan nie może sie nie udać, jest oparty o sztuke mangi.-stwierdził Yasu gdy zmierzał z bandytami do posiadłości najbogatszego czlowieka w miescie.
-A co twoja "sztuka mangi" mówi o czyms takim?-spytała Kokoro widząc otwarta bramę i żadnych strazników, która wrecz mowiła "ZAPRASZAM".
-Hmmmm, tu potrzeba eksperckiego podejścia.-stwierdził Yasutsuna zastanawiajac sie, by po chwili wyjść przed grupę i głośno zawolać- NIE CHCEMY WAS ATAKOWAĆ!!!!!-na co wszyscy zdebieli, nie wiedząc co mysleć.-psst, to momet w którym atakujemy, wiesz?-szepnal yasu pszysowając się do Kokoro.
-To było najgłupsza żecz jaka w zyciu widziałam...-zaczeła Kokoro, by po chwili odać.-wróć widziałam kilka głupszych w twoim wydaniu.-po czym ruszyła ze swymi ludźmi do ataku, lecz gdy znalexli sie w srodku ujżeli opuszczony plac główny którego nikt nie pilnował.
-Co sie dzieje? Czyzby się przestraszyli i uciekli?-zaczeli szeptać miedzy sobą zdezorientowani rabusie.
-ZWYCIESTWO JEST NASZE!!!-zawolał jako pierwszy Furtz podnosząc reke do góry, by dać znak tryjumfu, co powtórzyli za nim jego towarzysze.
-Zaraz wam tez nie daje spokój ten smród?-stwierdził wielkolód rozgladając sie co mogło go powodować.
-Nie przejmój sie to pewnie fetor po tym jak się zesrali w gacie uciekając-stwierdził Yasu- dalej bierzcie co jest na zewnątrz, a potem w środku.
-Cholera, ale spust mieli niezły że tu tyle błota co?-zasmiał się Furtz dopiero teraz zwracając uwagę na wyłozoną wszedzie mokrą słomę.- Na jakichs środkach byli czy coś?
-To ropa! Uciekajcie!!!-zawolał Yasutsuna gdy zapalona strzała trafiła słomę podpalając ją natchmiastowo łacznie z ludźmi ktorzy nie zdązyli uciec z "pola rażenia".-Kokoro, Fortz, Stary zyjecie tutaj?!-zawolał yasu widząc jak wielu ludzi biega i prubuje sie bezskutecznie ugasić raz po raz ze zdenerwowania wbiegając znów w plomień i roznosząc go na rośliny, i inne czesci posiadłosci.
-Nic mi nie jest.-Stwierdziła Kokoro klepiąc lekko yasutsune w ramie.-ale gdybys sie nie zorientował na czas kto wie.
-Czym oni ich karmią?-Stwierdził Furtz który wystawił głowe zza jakiejs rosliny i ujzał płomienie.
-UWAGA NA PŁAPKI!!!-zawołała Kokoro ruszajac dalej z grupa która ocalała.
-Trafilam wiecej niz sie spodziewałam.-Stwierdziła Kada, gdy ja ujzeli przed drzwiami posiadłości.-Chyba naprawde lubicie ogień, co?-spytała prowokując.
-Zamknij sie.-powiedział Yasutsuna.
-najpier slumsy, a teraz to.-dodała nadal prowokując.
-KAZAŁEM CI SIE ZMKNĄĆ!!!-wrzasnął Yasutsuna, z powodu czego przez kilka chwil panowała nieprzerwana cisza.
-Daj spokój wiesz, że to co sie tu dzieje, to w groncie żeczy wina twoich przyjaciół, i twoja.-Stwierdzila lekcewarząco Viera.- Gdyby tak nie szaleli armia nie była by zmuszona do takich dzialań, a ty ich do nich nakłoniłeś, mam racje? Tak samo jak ty ich tu przyprowadziłeś.-Stwierdziła Kada mając nadzieje sprowokować bandytow, i doprowadzic jednoczesnie do rozłamu w grupie.
-Nawet jesli, to zrobił to o czym mysleliśmy od dawna.-Stwierdziła Kokoro stawiając krok do przodu.-Pomścijmy naszych towarzyszy.-dodała ruszając z wyraziem nienawiści i wścieklości na twarzy.
-Głupi pomysł.-szepnęła Kada, klepiąc lekko pudlo, co spowodowało wystrzelenie złek ktore biły się w ściane posiadlosci na wyzszym pietrze, a viera "wzlatując" na nie cieła krzaki, z których wyleciała chmara strzałek wbijajaca sie w biegących bandytów.- Bede czekac w srodku!-zawołała wchodzac przez okno, gdy bandyci sprawdzali którzy z ich towarzyszy zdolali przerzyć atak strzalek.
-Jesli w srodku tez zastawiła płapki, i wpadniemy w nie tak samo łatwo, to szybko nas wybije.-stwierdził wielkolód podchodzac do Kokoro.
-Umiem liczyć.-powiedziała wsciekła.-ale nie mozemy sie teraz poddać.-dodała odwracajac sie do Yasutsuny.- byłes z nia jakis czas, chyba trochę ją znasz, nie wiesz cos o tych płapkach?
-od tej strony jej nie znałem.-stwierdził yasutsuna, ruszając do pszodu, by poczuc jak ziemia bardziej sie ugina pod ciezarem jego stopy, co oznaczało iz nadepnał na coś zakopanego pod ziemią.-Nie jest dobrze.-powiedział oblany zimnym potem odwracając sie powoli do reszty, która natychmiastowo sie od niego odsuneła.-DAJCIE SPOKÓJ NIE ZOSTAWIAJCIE MNIE SAMEGO!!!-zawołał gdy chcieli ruszyc dalej.-NIE BADŹCIE TACY!!!
-Dobra ja to załatwie.-stwierdził Furtz podchodzac do yasutsuny, i zaczynajac grzebać w ziemi naokolo jego stopy, co spowodwalo wybuch...

-AAAAA NIC NIE WIDZĘ!!!-Wrzeszczał Furtz biegając naokoło i trzymajac się za poplamiona na czerwono twarz.
-AAAAAA ROZERWAŁO MU TWARZ!!!-zaczał wrzeszczeć Yasutsuna biegając w przeciwnym kierunku do Furtaz.-TO WSZYSTKO MOJA WINA, GDYBY NIE JA, DALEJ MIAL BY TWAŻ, JEDYNIE JA STRACIŁ BYM NOGI!!!-zaczał rozpaczac przytulając sie do Kokoro.
-To tylko dżem truskawkowy.-stwierdził wielkolud podchodząc do Furtza i biorac troche "czerwieni" z jego twarzy, na palec z oblizując go, by sprawdzić co to jest.
-Od razu wiedziałem, tak tylko sie wygłupiałem.-stwierdzili równoczesnie yasutsuna i Furtz.
-Tak, tak. Chodźmy juz lepiej.-Stwierdziła Kokoro kierując sie do drzwi.
-Czekaj a jesli drzwi są płapką!-zawołał Yasutsuna.-W mangac drzwi zawsze są płapką, lepiej wejść oknem.-zasugerował, na co zgodziło sie kilku bandytów "rozbrajając" zamek w oknie, by wejsć przez nie do środka.
-I jak, mozna wejść przez drzwi?-spytała Kokoro.
-Nie widze płapki stwierdził yasutsuna, po kilkuminutowych ogledzinac zaku.
-czasem jestes naprawde denerwujący, wiesz?-Spytała Kokoro wchodząc przez drzwi.
-Ale jestem też uroczy.-Dodał Yasu.
-Chodźmy dalej.
-Była na górnym pietrze, może lepiej było by obroić parter, i piwnice, a górne zostawić w spokoju.-Stwierdził Wielkolód
-Wtedy wyjdziemy na tchórzy i nic sie nie zmieni.-Oburzył sie Furtz.-Bierzmy wszystko.
-Zgadzam się z Furtzem.-stwierdziła Kokoro.-Skoro tu jestesmy, bierzmy wszystko i pomścijmy ludzi których zabili.

-To mi wygląda na drogie.-Stwierdził jeden z rabusi przygladajac się wazie i podnosząc ją.- Hmmm, co to za linka?- Stwierdził przygladając sie lince przyczepionej do wazie która trzymał, a ta eksplodowała mu w rekach rozbryzgójąc odłamki po całym korytarzu, raniac przy tym wielu bandytów, a niektórych pozbawiajac zycia.
-Co to mialo być?!!!-Oburzył sie Furtz.-zastawia płapki przez ktore nie mozna krasć? To poniej pasa. MOŻE JESZCZE SUFIT WYSADZISZ DZIWKO?!!!-wydarł się dzieciak, a tynk groxnie opadł im na glowy.
-lepiej nie podawaj jej pomysłów.-Skarciła go Kokoro.

-W koncu cie mamy!-ucieszyła sie Kokoro widząc kade stojącą w wielkim pokoju, w którym bogacz zapewne miał kryty basen, lecz teraz woda została z niego spyszczona, tak by pokój nadawał sie do walki przeciw wiekszej ilosci przeciwników.
-Dotarło was wiecej niz sadziłam.-Pogratulowała Kada.- Więc tutaj sie pozegnamy.-dodała ruszając w kierunku okna, by przez nie wyskoczyć, lecz Kokoro już ruszyła w jej kierunku, by nie pozwolić srebrnowłosej uciec.
-Myslisz ze ci pozwole?!-zawolała tnac poziomo, lecz Viera uskoczyła do tył, poza ziasieg ciosu dobywajac przy tym jednego ostrza.
-Tak miała bys wieksze szanse na przezycie.-powiedziała Kada ruszajac do przodu by zaatakowac kobiete poziomym cieciem na dolne partje ciała, lecz Kokoro podskoczyła w góre unikajac ciecia, po czym wykonała własne: z nad głowy mając zamiar przepołowic czaske przeciwnikiczki, lecz ta szybko klepła pudelko, dubywając drugiego ostrza ktorym zablokowała cios czarnowłosej, by chwile puxniej samemu ciac od dołu "wolnym" ostrzem, lecz ten atak nie przyniusł zamierzonego skutku, gdyż kobieta zrobila unik w bok, jednoczesnie atakujac poziomo mieczem, tak iż Viera zamiast kontynuowac atak, zdecydowała sie blokowac.
-tak do niczego nie dojdę.-pomyslała Kokoro atakując kade która zablokowała jej miecz.-吸血鬼!!!(Xīxuèguǐ)-zawołała kobieta a na jej mieczu pojawila się Niebieska matryca, by miecz przesiaknął przez ostrze kady, tak iż gdyby ta w pore nie odskoczyła do tył nie skończyło by sie jedynie na zacieciu, a na śmierci.
-Miecz z krwi?-spytała Kada, widząc jak ostrze katany Kokoro zmieniło barwe i konsystencję, bedac teraz czerwonym, ciekłym ostrzem.
-Ciekawe jak teraz będziesz je blokować?-Spytała Kokoro ruszajac do przodu.
-Znam już jedna powazna wade twojego artefaktu.-powiedziała kada unikając ciosu zamiast blokujac go, po czym sama wyprowadzając cios, który został unikniety.-Ty takrze nie mozesz blokowac, ciekawe jaki będzie drugi?-Spytała z ciekawosci odlatując do tył na żyłce wystrzelonej ze "skrzynki" przed atakiem czarnowłosej, klepiac jednoczesnie w skrzynie by wystrzelic z bełtu, który przebił nogę Kokoro.
-Trzeba jej pomóc!-stwierdził wielkolod chcac rószyc do przodu.
-Co ty radzi sobie świetnie.
-Nie rozumiesz, miecz korzysta z jej krwi by utrzymac ciekła konsystencje.-powiedział olbrzym ruszajac do przodu by zablokować cios jednego z ostrzy Kady.
-To irytujące.-stwierdziła kada wystrzeliwywując zyłki w kierunku jednego z wyjsć, by uciec przez drzwi.- Czekam na druga rundę.-Dodała wrzucając do sali kilka ceramicznych garnków z prochem i saletra które wczesniej ukryła za drzwiami, które przy kontakcie z ziemia oksplodowały.
-Dziwka, od poczatku grała na zwłoke.-Stwierdziła Kokoro, po tym jak wciagneła sie spowrotem do pomieszczenia, gdyz wyskoczyła przez okno i uwiesila sie parapetu, by póxniej moc wejsć do środka, podobnie jak wielkolód.

-Co tam sie do cholery dzieje.-Spytał własciciel posesji, jedyne co słysze to eksplozje, i łomoty, czy te dzikusy zdaja sobie sprawe ile warte sa rzeczy w mojej posesji? Co ta Viera tam wyprawia!!!-zaczał się wściekać.-Ty idx sprawdzic.-polecił jednemu ze strazników który miał zapewnić mu bezpieczeństwo.
-Tak jest!
-Albo, czekaj! lepiej zostań gdyby przyszli rabowac tutaj.-dodał.-NO CO ONI TAM WYPRAWIAJĄ!!!-Wściekł sie gdy usłyszał kolejny okropny łomot.-chyba musze wziać sprawe we wlasne rece.-powiedział podchodząc do jakiegoć wielkiego kielicha pelnego czarnej gestej substancji.
-Panie jestes pewien że to dobry pomysł?
-Ten mag mowił że dzieki tego rozprawię sie z wszelkimi problemami.-Wyjasnił.-Wystarczy kilka łyków.-powiedział nachylając sie nad ogromnym kielichem.-ale ja mam ogromny problem, i ogromne ambicje, dla człowieka mojego formatu, kilka łyków to za mało.-stwerdził pijąc wszystko.-AAAAAA. GHAAAA, ARGHHHHH, GHHHH!!!!-Zaczął jeczeć z bolu wijac sie na ziemi.
-Panie!-zawolał przerazony straznik podbiegajac do niego, by po chwili wyladowac na scianie, i osunąć sie pozostawiajac za soba slady krwi.-HA!HAHA!HAHAHAHAHAHA!!!!-Zaczął opętańczo śmiać się mężczyzna.

-Znów na zewnątrz.-Stwierdził Yasu gdy wraz z bandą stracili cel z oczu zaczęli oganiać się za Kada.- Tutaj nie masz już żadnych pułapek.-Stwierdził.
-Skąd możesz to wiedzieć?-Spytała.
-No.. Nobo... Nobo w mangach tak jest.-stwierził Yasu.
-ta, to twój koniec zajączku.-stwierdził Furtz, gdy drzwi i spora częsć ściany naokoło drzwi za nimi obruciła sie w perzynę, a ich zlał zimny pot.
-Ty sie odwróc.-stwierdził yasu.
-Nie ty to zrób.-odpowiedział Furtz
-Dobra to na raz.-powiedziali jednoczesnie odwraając sie y ujzeć wielkiego na 2,5m potwora, o jazacych się czerwonych slepiach, mielkich nietoperzowatych strzydłach, ktore były zakończone ostrymi kolcami, "stopy" stworzenia podobnie jak i całe jego ciało wytworzone było z jakiejś dziwnej czarnej substancji z wyjatkiem 3 pazórów w kazdej stopie, stworzenie posiadało także 3 długie ogony.
-Hej...to...to...TO JUŻ PRZESADA!!!-zawolali równoczesnie Yasutsuna i Furtz.-PŁAPKI TO JEDNO< ALE POTWÓR TO DRUGIE!!! ODWOŁAJ GO NATYCHMIAST!!!-zaczeli drzeć sie na srebrnowlosa.
-Nie jest moj.-stwierdziła kada.
-R..a.e.-Wydyszało stworzenie.-AAAAAAAAAA!!!-poczym uderzyło jednym z ogonów w Furtza i Yasutsune, którzy w ostatniej chwili zdołali zrobić unik.-Co ty robisz?-Wrzasnał yasu widząc Kade która siada na ławce by odpocząć.
-To nie moja sprawa.
-Własnie że twoja!!! Skoro masz się zająć nami, to potworem tym bardziej!!!-Wrzasnał Furtz którego potwór z jakiegoś powodu wyjatkowo polóbił.
-W sumie...-Stwierdziła kada podnoszac sie.-Miałam zajac się problemem.
-Co tu sie dzieje?-Spytała Kokoro gdy wyszła z posiadłosci wraz wielkoludem(straciła duzo krwi, wiec nie mogła "chodzic na pełnych obrotach") i ujzała jak chibi Furtz i yasutsuna uciekają przed chibi potworem, a chibi kada go gania.

Szermierz_2525 - 2015-06-05 16:20:37

-ZRÓB Z NIM COŚ!!! - wrzasnął uciekający Yasutsuna w stronę Kady, która goniła za potworem - PRZECIEŻ TO NIE JEST ŚWINKA PIRAT!!!
-Próbuję!!! - warknęła w jego stronę Kada, która nie mogła dogonić potwora, który uwziął się na Futza i Yasutsunę, a na Kadę z niewiadomych powodów nie zwracał w tym momencie uwagi.
-TO WEŹ SIĘ DO ROBOTY TY SUKO!!! - wrzasnął Futz, który cudem uniknął ciosu ogonem.
-TO PRZESTAŃCIE UCIEKAĆ!!!
-Świetny pomysł! Stanę w miejscu i DAM SIĘ ZABIĆ!!! - wrzasnął Yasutsuna dostając jeszcze większego pędu w nogach zostawiając biednego Futza z tyłu.


Cała 4 bawiła się tak w ganianego jeszcze przez chwilę, czemu ze zdziwieniem przyglądał się wielkolud i Kokoro, gdy nagle Yasutsuna obrócił się o 180 stopni, aby stanąć twarzom w twarz z potworem.
-JEDNAK NIE MA TAKIEJ OPCJI!!! - wrzasnął znów dając w długą.


-Ty to zrób! - zawołał Yasu w stronę Futza.
-Nie bo ty!
-TY!
-TY!
-W tym samym czasie?
-OK!
-Na 3
-1
-2
-3!-krzyknęli równocześnie, lecz żaden się nie odwrócił, czy choćby nie zwolnił tępa.
-CHCIAŁEŚ MNIE OSZUKAĆ!!! - zawołał ze łzami w oczach Yasu
-A TY TO CO?!!! -wrzasnął Futz


-Jak tak dalej pójdzie to wszyscy poza potworem opadniemy z sił... - pomyślał Yasutsuna, aby nagle obrócić się bohatersko w tył - mam nadzieję, że na mnie patrzysz Kokoro - pomyślał wyobrażając sobie jak dziewczyna przytula się do niego i ubóstwia go jako wielkiego, odważnego bohatera.
Blondyn ruszył wprost na potwora, a gdy był o kilka kroków od niego wskoczył na jego ramię, aby przeskoczyć za jego plecy wyciągając sztylet i spróbować wbić mu go w krtań, lecz jeden z ogonów bestii miotnął nim jak lalką, tak, że chłopak poleciał wprost na Kadę, chwytając go zamortyzowała siłę uderzenia.
-Skoro zwrócił uwagę na ciebie to... - zaczął Yasutsuna chcąc uciekać, lecz Kada chwyciła go za "naszyjnik" tak, że gdyby pobiegł choć trochę dalej to by się udusił.
-Zostajesz - powiedziała - on ma ochotę na was, więc jeśli znowu zaczniesz uciekać to mnie ominie.
-Chyba jednak nie - zauważył yasutsuna, gdy bestia zaatakowała zarówno Yasutsunę jak i Kadę, którzy w jej oczach mieli coś wspólnego.
-Pewnie myśli, że coś nas łączy - mruknęła Kada.
-Nie wiedziałem... - powiedział yasutsuna przejętym tonem - obiecuję, że wezmę odpowiedzialność i przepraszam za wszystko - dodał, aby po chwili dotknąć jej żołądka i powiedzieć - który to miesiąc, bo nie przy...
-nic z tych rzeczy matole - powiedziała Kada uderzając go lekko w głowę.



Bestia poruszała się wyjątkowo szybko, a posiadanie zarówno dwóch górnych kończyn jak i trzech ogonów sprawiało, że zbliżenie się do niej było wyjątkowo ciężkie, tak sam jak unikanie jej ciosów. Gdyby nie to, iż w walce brało udział tyle osób, a jedną z nich była Viera o tak dużym doświadczeniu zapewne wszyscy już dawno byli by martwi.
Yasutsuna uchylił się przed ciosem jednego ogona, aby wykonać piruet mając uratować go przed atakiem łapy, lecz 2 ogon trafił go centralnie posyłając prosto na Futza, tak, że oboje wylądowali na ścianie, podczas gdy 3 ogon uderzył z góry w Kokoro, która była osłabiona i robienie uników przychodziło jej z wielkim trudem. Gdyby nie wielkolud zapewne cios ten zakończyłby się jej śmiercią, lecz i tak nie można było nazwać tego porządnym unikiem, gdyż oboje wylądowali na ziemi jakby zapraszając, aby jeden z 2 wolnych już ogonów, lub któraś z nóg ich wykończyła. Na szczęście Kada przybyła im z pomocą wystrzeliwując 2 strzałki, które jednak zostały odbite przez jeden z ogonów.
-Szlag... Czy to ma jakieś słabe strony... - warknął wielkolud podnosząc się z ziemi.
-Wszystko ma co najmniej jeden słaby punkt - odparła Kada - istoty doskonałej.
Kada ruszyła do przodu z jednym z ostrzy, lecz, gdy jeden z ogonów ruszył w jej kierunku, Viera wystrzeliła linki, aby zmienić kierunek tnąc przy tym ogon, który jak się okazało był wyjątkowo twardy, tak, że ostrze cudem przez niego przeszło. Kobieta oczywiście nie miała zamiaru poprzestać na jednym cięciu. Gdy jednak ruszyła z wielką prędkością wprost na plecy potwora, ten uderzył skrzydłami wywołując potężną falę powietrza, która zerwała linkę i odrzuciła Kadę do tyłu. Nie był to jednak moment stracony, gdyż wielkolud już ruszył w stronę bestii atakując swymi dwoma mieczami wprost na jej klatkę piersiową. Nie dało się ukryć, że atak byłby wręcz samobójczy, gdyby nie Kada, lecz teraz miał szansę na powodzenie, lecz niestety ogon, który zraniła Kada zregenerował się, i ruszył w stronę przeciwnika, przebijając mu bok. Mężczyzna nie miał jednak zamiaru się poddać i chwycił mocno.
-JEDNO UNIERUCHOMIONE!!! - krzyknął podczas gdy bestia wierzgała ogonem, próbując wyzwolić swój ogon, lecz nie mogła wyzwolić go z uścisku mężczyzny - BIERZCIE SIĘ ZA TO PASKUDZTWO PÓKI DAJE RADE UTRZYMAĆ, BO DŁUGA TAK NIE DAM RADY!!!
Gdy tylko słowa mężczyzny się zakończyły kilka sztyletów ruszyło w stronę bestii, lecz zostały one niestety odbite przez jeden z pozostałych dwóch ogonów bestii, co jednak nie stało się z ciosem który zadała Kokoro wprost na jedno z ramion bestii, oraz Kada tnąc po mięśniach jednej z nóg, gdyż skrzydła zasłoniły cały tors oraz głowę uniemożliwiając zaatakowanie ich.
-GRAAAAAA!!! - bestia zawyła z bólu, aby po chwili uderzyć w odruchu wściekłości wielkoludem o ścianę, oraz odrzucić od siebie zarówno kadę jak i Kokoro trafiając je ogonem i skrzydłem.
-PRÓBUJE ODLECIEĆ!!! - krzyknął Yasutsuna który dopiero teraz dał radę się pozbierać po tym jak wylądował na ścianie.
-WIDZĘ!!! -warknęła Kokoro, która chwilę temu zarobiła potężny cios, lecz nie padła tak jak blondyn.
-Nie pozwólcie na to! - rozkazała Kada wystrzeliwując kilka strzałek w kierunku jednego ze skrzydeł - Nie wiadomo co jeszcze potrafi!
Zarówno Kada jak i Futz próbowali zestrzelić bestię, gdyż tylko oni posiadali broń dystansową, lecz nie mogli pozwolić sobie na stratę zbyt dużej ilości amunicji, podczas gdy bestia, odbijała sztylety Futza, oraz pozwalała ranić jeden ze swoich ogonów strzałkom Kady.
-Szlag... - mruknęła Kada.
-Rzuć mną - powiedział Yasutsuna
-Słucham? - zdziwił się wielkolud
-Rzuć mną - powtórzył Yasutsuna
-Nie łapię. Oni nie mogą...
-Nie da rady blokować człowieka, tylu sztyletów Futza i strzałek Kady, więc rzucaj do jasnej ciasnej.
-Jak cie zabije to nie moja wina - odparł wielkolud łapiąc Yasutsunę za koszulę, po czym zaczynając nim kręcić niczym atleci młotem.
-ROOOOOOZZZZMYYYYŚŚŚLIIIIIŁEEEEEMMMMM SIEEEEEE!!!! - wrzasnął Yasutsuna, lecz został już wystrzelony w górę z zawrotną prędkością- Jak mus to mus... - pomyślał widząc ogon bestii, który nadciąga w jego stronę, lecz gdy był już blisko chwycił go obiema rękoma i nogami, tak, aby potwór nie mógł go z siebie zrzucić - zgadnij kto? - zawołał Yasutsuna wyciągając sztylet i walcząc jak z bykiem na rodeo, aby po chwili zanurzyć ostrze w ogonie na którym się znajdował.
-GRAAAAAAAAAAA!!! - potwór zawył okropnie uderzając dwoma pozostałymi ogonami w miejsce gdzie znajdował się chwilę temu Yasutsuna, lecz ten już puścił się potwora, podczas gdy zarówno strzałki jak i sztylety dosięgnęły skrzydeł bestii - AAARAAAAAGAAAA!!!! - potwór rónął na ziemię z łomotem a jego czerwone oczy zajarzyły się jeszcze bardziej ze wściekłości, podczas gdy szpony stały się jeszcze dłuższe i bardziej zabójcze.
-Zdaje mi się, że sprowadzenie go tutaj to był zły pomysł - powiedział Yasutsuna patrząc na ten widok - kto wpadł na ten genialny plan?
-A kto go podsunął? - spytała złośliwym tonem Kada.
-No może troszeczkę... Tak nie dosłownie... - zaczął się tłumaczyć Yasu.




-NAWET MÓJ ARTEFAKT NIE DZIAŁA!!! - użalał się Yasutsuna, który nie mógł zbliżyć się do potwora, a gdy jakimś cudem to robił okazywało się, że sztylet jest zbyt słaby aby przebić się przez jego skórę na klatce piersiowej, czy ogonach.
-WIĘC SKOŃCZ UCIEKAĆ!!! - wrzasnął Futz któremu też już puszczały nerwy, a widząc, że styl walki Yasutsny polega na wiecznych unikach tylko pogłębiał jego wściekłość, gdyż jeden z towarzyszy prawie nie atakował.
-TAK DAM SIĘ ZABIĆ!!! - wrzasnął Yasutsuna.
-ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE! - wrzasnęła Kada na dwójkę kretynów unikając ciosu łapą potwora, który spróbowała skontrować, lecz jeden z ogonów jej to uniemożliwił - khhh... Te ogony to prawdziwe utrapienie...
-PIERDOLE!!! - wrzasnął Yasutsuna rzucając się biegiem do przodu i przypominając sobie jak przegrał zarówno z generałem Xia oraz Genzaiem, którzy wyśmiali jego umiejętności posługiwania się artefaktem, a jego styl walki Bararau Saika był całkowicie nieprzydatny podczas walki z tą dwójką - MUSZĘ DOSIĘGNĄĆ!!! - wrzasnął uchylając się w piruecie przed jednym ogonem, aby po chwili zostać trafionym przez łapę potwora.
-Czy on... zwariował? - spytał wielkolud.
-Zawsze był głupi, ale to nowy wymiar - mruknęła Kada patrząc na Yasutsunę, który wciąż powtarza te same błędy próbując się zbliżyć do przeciwnika, który miota nim jak szmacianą lalką.
-Za mocno dostałeś w głowę? - spytała Kokoro cudem blokując cios jednego z 3 ogonów bestii, który miał dosięgnąć Yasutsuny.
-To 3 raz gdy artefakt się nie sprawdza! Tak samo jak Bararaku Saika!!! - wrzasnął Yasutsuna wściekły na samego siebie.
-To nie znaczy, że masz umierać - odparł Futz rzucając sztyletami, aby sprowokować bestię na siebie i dać czas Kokoro i Yasutsunie na wycofanie się.
-DOSIĘGNĘ GO! - wrzasnął Yasutsuna ruszając nagle do przodu.
-Idiota... - mruknęła Kada, gdy nagle zauważyła, że yasutsuna nie celuje, w serce, czy krtań, lecz w prawe ramię potwora, którym ten wyjątkowo często atakuje - atakujesz bardziej agresywnie, ale wciąż najpierw atakujesz takie punkty... - pomyślała Kada, aby po chwili skoczyć do przodu i zablokować jeden z ogonów.
-GRAAAA!!! - Yasutsuna wskoczył na ramię bestii, po czym uderzył z całej siły wbijając sztylet w ramię (na punkcie zgięcia) - PORUSZ SIĘ!!! - wrzasnął próbując go przekręcić, aby po chwili szarpnąć z całej siły przekręcając ostrze sztylety zgodnie z ruchem wskazówek zegara, co zaowocowało tym, iż ramię wykręciło się w wyjątkowo dziwnym koncie, a bestia zaryczała dziko, uderzając złamaną łapą o ziemię strząsając z siebie Yasutsunę, aby po chwili uderzyć w kilkukrotnie ogonem w miejsce w którym się znajdował.
-Dzięki... - rzucił Yasutsuna - patrząc na Kadę, która wyciągnęła go w ostatniej chwili spod nawału ciosów ogonami.
-Więc chciałeś złamać jedno ramię? - spytała Kada.
-Teraz łatwiej nam będzie podejść - odparł Yasutsuna - a co z twoimi pułapkami? jakieś bomby, szpikulce, wielkie wałki?
-Kilka bomb i trochę ropy - jeśli unieszkodliwimy drugą łapę to jest duża szansa na zabicie go bez straty ani jednego z nas.
-Po prostu zmasakruj go bombami - odparł Yasu.
-Musiałby próbować kraść tak jak wy.
-tsk... Przez ciebie od ponad 1.5h nic nie wzięliśmy...
-Ty odpocznij, bo wyglądasz jakbyś miał zaraz wyzionąć ducha. Zajmiemy się drugą ręką - rzuciła Kokoro.




-Więc jaki masz plan? - spytała Kokoro patrząc na Kadę.
-Prosty: ja i ty zrobimy z niego małą sałatkę - rzuciła Kada.
-tylko tyle? - gdyby to było takie proste przy tych ogonach... Ledwo do rąk się zbliżyliśmy, a nie wiemy czy się nie zregenerują, bo sama skóra się regeneruje...
-Dlatego ten kretyn uruchomi artefakt dopiero kiedy umieści go w jednej z ran.
-Hę? - zdziwił się Yasutsuna.
-I będziesz to robił tyle razy ile trzeba, a my będziemy atakować. Myślisz, że kiedy będzie się smażył od środka to będzie się martwił o to co się dzieje na zewnątrz?
-Wiedziałem, że Viera to potwory, ale aż takie - mruknął wielkolud, który leżał już pod ścianą z trudem łapiąc oddech.



-NIE CHCEMY CIE ATAKOWAĆ!!! - zawołał Yasutsuna gdy Yasu, Kada i Kokoro ruszyli na Bestię, która miała całkiem zmasakrowane ręce, oraz niezdolne do lotu skrzydła.
-Oh zamknij się... - warknęła Kokoro, aby po uchylić się przed jednym z 3 ogonów, podczas gdy dwa inne zostały zablokowane przez Kadę. Gdy tylko dwie Kobiety dopadły do potwora zadały mu kilka głębokich ran.
-Huǒyàn!!!-zawołał Yasutsuna gdy wbił sztylet w jedną z ran potwora, na co płomień, który właśnie się zapalił, aż rozjaśnił wnętrze potwora.
Dwie kobiety masakrowały ostrzami ciało potwora, podczas gdy Yasutsuna smażył jego wnętrzności sztyletem wsadzonym do jednej z ran, tak, że w krótkim czasie bestia padła na ziemię.
-To... to... to było coś... - wydyszał Yasutsuna patrząc na swój sztylet - TERAZ JESTEM PEŁNOPRAWNYM BOHATEREM!!! - wrzasnął unosząc sztylet - no co? - spytał patrząc po wszystkich - kto go usmażył?
-Jakby nie było to padł od tych ran - zauważył wielkolud.
-I nawet byś się nie zbliżył - rzucił Futz
-NIE PSUJCIE MI MOMENTU!!! - zawołał Yasutsuna ze łzami w oczach.



-Nigdzie nie ma ani właściciela posiadłości, ani szefa straży - zauważył Yasutsuna - więc chyba można uznać, że zlecenie zakończone co? - spytał Kady - Do tego można uznać, że potwór był problemem.
-HEJ!!! BIORĘ KIELICH!!! - krzyknął Futz podnosząc kielich z którego nie tak dawno wypił dziwną substancję właściciel posiadłości.
-Hmmm... tu jest napisane coś w jakimś dziwnym języku... Myślisz, że ten potwór mógł być? - spytał Yasu patrząc na Kadę.
-Nieeee... - odparła chibi Kada starając się nie patrzeć na Yasu, gdyż całkiem możliwym było, że zabiła osobę którą miała chronić.
-Więc zlecenie zakończone? - spytał Yasutsuna.




-ŻE TEŻ MNIE NIE WIDZIELIŚCIE!!! - zawołał Yasutsuna gdy wszyscy świętowali zakończenie bitwy.
-Kiedy spałeś pod ścianą? - spytał Futz
-Kiedy Kada musiała cię ratować? - spytała Kokoro
-A może kiedy Kokoro musiała cię ratować - dodał Wielkolud
-eee... - Yasu zrobił się cały czerwony, na co wszyscy zaczęli się śmiać, lecz po chwili blondyn wstał z wyciagniętym do góry sztyletem - NAWET JEŚLI TO KAŻDY BOHATER MA TOWARZYSZ! MOŻECIE WIERZYĆ LUB NIE, LECZ BOHATERSKO ZAATAKOWAŁEM BESTIĘ ŚMIEJĄC SIĘ JEJ W TWARZ, A GDY ZE STRACHEM W OCZACH ZAPYTAŁA "CO ZE MNĄ ZROBISZ" ODPARŁEM "BESTIĘ SMARZONĄ A`LA YASUTSUNA"!!!
-HAHAHAHA!!! Cały Yasu - zaczęło śmiać się kilku ludzi.
-HAHA!!! JUŻ NIEDŁUGO USŁYSZYCIE WIĘCEJ O MYCH PRZYGODACH!!!
-HAHA!!! Pewnie! HAHA!!! - zaczęli nabijać się ludzie.

GeminiSaga - 2015-06-06 15:04:23

Atemizja: rozpościerajace się na północnych równinach państwo o imperialistycznych zapedach, i agresywnej polityce zewnetrznej, swoje rozmiary i bogactwo zawdzieczające wojnami ze słabszymi i mniejszymi ościennymi państwami. Władzę sprawuję tu senat złozony z wpływowych obywteli o pogląda podobnych do wiekszości obywateli państwa: wojskowych, i to własnie w budynku senatu tego państwa rozegra sie ta scena rozdziału tego państwa:

-Jak mógł nie poradzić sobie z tak prostym zadaniem?!-oburzył sie chudy staruszek, łysy starzec, o błekitnych oczach, ubrany w wyjatkowo drogie czarne szaty, z wieloma wojennymi ozdobami.
-Uspkuj sie Herbercie, bo to niezdrowe dla twojego serca.-uspokoiła go spokojnie kobieta której mlody wiek mozna było wywnioskować jedynie po głosie, gdyz jej stalowa maska zasłaniała cała twarz z wyjatkiem długich prostych blond wlosów siegajacych za łopatki, tak ze nie wiadomo było kto sie pod nia znajduje. ta ubrana była w  złota zbroje.
-Rozumiem że to twój ulubieniec ale to juz przesada, aby byc tak spokojnym!-oburzył sie staruszek do ktorego kobieta skierowała słowa.
-To tylko jedno nie powodzenie, a twoje serce moze długo nie wytrzymać starcze.-odparła spokojnie kobieta.
-Juz, już. Nie skaczcie sobie do gardeł jak zwierzeta.- Przerwał wymiane zdań dojrzały mezczyzna w wieku około 35 lat, niebieskich lekko nastroszonych, siegjacych ramion wlosów, i oczach tego samego koloru, ten ubrany był w biala koszule, długi zdobiony czerwony płaszcz, a na palcach mial wiele sygnetów.
-Zamknij się Alfred/młokosie!!!-Wrzasneli zarowno kobieta jak i starzec atakujac miejsce gdzie siedział niebiesko wlosy, ale ten zdołal sie przesunac.-Mało brakowalo HAHAHA!!!-zaczal glupkowato sie śmiać.
-Co to za zamieszanie?-Spytał sredniej wysokości młody meżczyzna o czarnych wloach i tego samego koloru oczach.-Kupiłem wam pare jogurtow, wiec zatkajcie sobe nimi mordy!-dodał zucajac im worek ktory ze soba trzymał.
-Czy ty zawsze mósisz gadać o jogórcie Sakurai?-Spytał wysoki mężczyzna o lekko pofalowanych brazowych wlosach, błekitnych oczach, oraz czerwonych ubraniach podobnych do tych które nosił Kanon Tharsis.
-Zupelnie nie wiem jak n z taka morda został maskotką jogurtu.-stwierdziła kobieta w masce.
-Zatkajcie sobie mordy jogurtem.-rozkazał Sakurai a jego oczy powiekszyłu sie i przekrwily.
-Mowiłam?-Stwierdziła kobieta.
-Własciwie nie wiecie może czy reszta ma zamiar dzisiaj dolaczyć?-Spytal łysy starzec.
-Nie wydaje mi sie przyjacielu.-odparł mezczyzna o brązowych pofalowanych wlosach.
-Pewnie uwarzaja dzisiejsze spotkanie za nudna formalność, co Aiolos?-spytał Alfred przeciagając się leniwie.
-Pewnie masz racje sama zastanawialam sie czy nie zostac w domu.-Stwierdziła kobieta.
-Ależ Yuna, przecież kto wtedy podaruje miłosć kanonowi?-zarzartował zlosliwie Herbert śmiejąc się sprosnie.
-Nie znam waszych preferencji, ale moze ty?-spytała Yuna.
-Ty gówniaro!!!-Uniusł się starzec wstajac z krzesła, lecz usiadl gdy uslyszał odgłos otwieranych drzwi.

-Szlachetnie senatorzy witam was, i prosze o wybaczenie z powodu mojej porazki.-powiedział kanon wystepujac i przyklekujac ze spuszczona głową tak by mogli go zobaczyc wszyscy na sali.
-Co masz na swoje usprawiedliwienie?-spytal od razu herbert.
-Moze najpierw przedstawi raport z operacji?-sprzeciwiła sie jego pomyslowi Yuna.
-Raport juz mamy na papierze.-Stwierdził herert, przez co oczywistym było iz ta dwójka była jak ogień i woda, a sam Kanon był tylko świetnym powodem dla herberta by miec szanse na wygranie jakiegos sporu.
-Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.-Powiedział nagle kanon.-Straciłem oddział zabójcow, i grupe uderzeniową...
-Z jakiego powodu?-Przerwał mu Aiolos.
-Nie spodziewałem sie takiego oporu, sadzilem że uda sie wszystko zalatwic po cichu, i niedoceniłem zarówno chrony wroga, jak i jego zdolnosci do szybkiego zmobilizowania sił na wypadek otwartego ataku.-wyjasnił.
-Rozumiem.-Stwierdził Aiolos notujac cos.
-Innymi słowy zawiodłeś na calej lini.
-Czy gdybyś miał wiecej wojsk, dałbys radę wygrać?-spytała nagle Yuna.
-!!!-zdziwił sie nagle pytaniem Kanon.-Sądze ze nie pani, wróg był zbyt silny, i zbyt dobrze zorganizowany.-wyjasnił myslac sobie, iz dziekuje kobiecie za pytanie ktore daje mu szanse na wyratowanie sie.


-Twój raport jest strasznie niescisły, jakbys cos ukrywał.-rozległ sie głos Yuny za plecami kanona.- Moze reszte czlonkow senatu oszukasz, ale nie mnie, zreszta sadze że Aiolos też to zaowazył, nie wiem dl czego ci pomaga.
-A dlaczego ty mi pomagasz?-spytał srebrnowłosy podchodzac do niej.
-A jak myslisz?-spytała ciagnac go do powozu który podjechał w którym zjeła maske ukazujac mu swe piekne, głebokie niebieskie oczy, i nieskazitelna cere.-Nie krepuj sie, zrob to.-powiedziała całujac go.
-Nie musisz powtarzac dwa razy.-odpowiedział zabierając sie za rozbieranie jej, gdy kobieta zdejmowała z niego ubrania.

GinOrochimaru - 2015-06-09 23:11:39

-Co ci jest?-Spytala młoda kobieta, o dlugich czarnych włosach, siegaących za pas, z przodu grzywka przycieta była tak by nie zasłaniała jej pieknych czarnych oczu, lecz po bokach siegały aż do klatki piersiowej, jej cera była nieskazitelna, a karnacja jasna, we włosach miala wczepioną czarno-srebrna ozdobę, z długą białą wstażką. Ubrana była w bialą krótką spudniczke, na którą nałozona była czarna "kamizelka" ze srebrnymi zdobieniami a raczej cos podobnego do niej, gdyż znajdowala sie tylko z przodu, swój najszerszy punkt posiadając w miejscu sięcia srebrnym pasem, a póxniej zweżając się ku goże, by utworzyć wysoki kołniez, badź w środku stworzyć kozciecie, tak by dalej było widać jej skorę w miejscu gdzie odsłania ją sukienka, strój posiadał tkże "spiety" kołnież, ktory był oddzielnym arcesoriem garderoby, niz "kamizelka", podobnie jak i rekawy, ktore wykonane w tej samej kolorystyce co "kamizekla" i "kołniez", nie były jednak przymocowane, ani do sukienki, ani do żadnej innej cześci garderoby. Słowa które wypowiedział skierowane były do Xia Yu, podczas gdy ona grała na Erhu(Chiński instrument).
-Po Gilgameshu oczekiwałem czegos wiecej.-westchnał czerwonowłosy.- podczas gdy walka z nim jest jeszcze bardziej nużąca niż patrzenie jak trawa rosnie.-stwierdzł zdenerwowany Yu.
-Może to i lepiej, bo przynajmniej masz czas na inne żeczy.-stwierdziła usmiechając sie.
-Nawet jesli...-Westchnał książe Xia.
-Artemizja podobno znów szykuje się do wojny.-zmieniła temt z Gilgamesha dziewczyna.
-Obiło mi sie  uszy od poslańcow, ale nam i tak nic nie powinno grozić, co najwyżej Gilgamesh i jego ziemie beda zagrozone, lub Albion, na co bardziej stawiam.-stwierdził Yu przeciągając się.
-Wiec możne póki sytuacja trwa w impasie, i nie zapowiada się na przełamanie jej wrócisz na trochę czasu do stolicy panie?-zaproponowała kobieta.

Szermierz_2525 - 2015-06-11 15:59:13

-Co za wrzód na tyłku... - jęknął biało włosy mężczyzna o zielono czerwonych oczach (prawe było czerwone, a lewe zielone) - Gdzie nie pójdę tam to znajdę... - użalał się trzymając w ręku list gończy na którym była twarz, która jakaś wyjątkowo dziwna twarz z podpisem "Ragna the Bloodedge" - i to ma niby być do mnie podobne?!!! - spytał wściekły na list gończy po czym podarł go na strzępy.
-Uspokój się, kolego. Wściekłość nie przy... - zaczął jakiś mężczyzna.
-USPOKÓJ SIĘ W MOJEJ DUPIE!!! - wrzasnął Ragna uderzając mężczyznę z całej siły w twarz tak, że posłał go na łopatki - chyba mniej więcej za to rozwieszają te listy... - westchnął mężczyzna ruszając w dalszą drogę.


-Teraz cię mamy... - uśmiechnął się jakiś facet ze sztyletem w ręce, podczas gdy 3 jego kompanów posiadało miecz, pałkę oraz długi nóż - poddaj się lub GIŃ RAGNA!!! - wrzasnął chcąc skoczyć do przodu.
-czekaj czekaj... - zatrzymał go białowłosy - ale ty szukasz tego ragny z listu gończego tak?
-no... tak - odparł mężczyzna.
-Czy ja wyglądam jak on?
-Jak się tak przyjrzeć to nie za bardzo.
-Więc zastanów się co mnie zabijesz. Nie tylko nie dostaniesz pieniędzy, ale jeszcze dostaniesz krzesło. Przecież zabijesz niewinnego człowieka!!! - zaczął wciskać kit Ragna.
-Eeee... no niby jest taka możliwość... - zaczął zastanawiać się napastnik - ale skoro jesteś taki niewinny to po co ci ten miecz hę?!!! - spytał wskazując na wielki miecz, który wisiał przy pasie ragny.
-A to? eee... To jest moja maszynka do golenia... Mam plecy jak dywan... Jak zdejmę sweter to tam mam drugi sweter... Trochę się wstydzę, bo to ciężka choroba skórna, ale mogę wam pokazać... Chcecie zobaczyć? - spytał
-Nie nie... twoja choroba twoja sprawa... - zaczęli mężczyźni - Ale jak spotkasz Ragne the Bloodedge to dasz nam znać?
-No pewnie... sam go do was przyprowadzę - odparł Ragna przechodząc koło nich i zastanawiając się jak ci ludzie mogą być, aż tak głupi, a rysownik jego listu gończego aż takim beztalenciem.


-Chyba najpierw zdobędę trochę informacji - pomyślał Ragna chcąc prześlizgnąć się koło placu głównego w mieście do którego właśnie zawitał, lecz poczuł jak jakiś mężczyzna chwyta go za kołnierz i ciągnie na plac - CO JEST!!! HEJ!!! PUSZCZAJ!!!
-Wybacz, lecz nigdy cię tutaj nie widziałem - odparł strażnik
-A więc to tak... - mruknął ragna sięgając po miecz.
-A to oznacza, że jeszcze nigdy nie widziałeś wystąpienia Arcybiskupa, więc nie miałeś szansy, aby się nawrócić.
-Hę? - zdziwił się Ragna, aby po chwili zostać postawiony pośród tłumu ludzi, którzy tak jak i on teraz czekali na pojawienie się na placu głównym przed wielką katedrą arcybiskupa.
-Witam wszystkich - powiedziała piękna kobieta o ciemnej karnacji, długich srebrnych włosach, oraz czerwonych oczach. Ubrana była dość wyzywająco jak na arcybiskupa, gdyż jej spory biust był wyjątkowo odsłonięty i uwydatniony - Cieszę się, iż tak wiele osób przybyło, aby zjednać się z nami i wkroczyć w nową erę, do której poprowadzi nas Orochi!!! - powiedziała unosząc berło które trzymała w prawej ręce w górę.
-Ta jakaś chora sekta - pomyślał Ragna- ale arcybiskup to niezła laska - dodał po chwili patrząc na jej biust oraz tyłek.
Kobieta przez kilka minut wygłaszała jeszcze założenia sekty, aby po chwili wszyscy chętni zaczęli być "chrzczeni" na znak dołączenia do religii.
-A co z tobą? - spytała patrząc na Ragnę który wciąż stał w tym samym miejscu.
-Dziękuje postoje - odparł chłodno.
-Rozumiem... Rozważ jednak moje słowa, gdyż jedyną drogą do zbawienia jest ścieżka Orochiego... Oczywiście pozostań w tym mieście tak długo jak zechcesz. To neutralny mały kraj w którym schronienie i amnezje znajdzie każdy złodziej, czy morderca pod warunkiem iż się nawróci - powiedziała odchodząc, a gdy była przy drzwiach katedry uśmiechnęła się mrocznie, podczas gdy Ragna ruszył w stronę przeciwną do katedry.

GeminiSaga - 2015-06-14 01:13:42

-Co dzisiaj na sniadanie Nagisa?-spytał Saga wchodząc do wielkiego pomieszczenia pełngo przeróznych sprzetów kuchennych, z których kozystała teraz jego siostra Nagisa. Nie robiła tego dlatego ze musiała, poprostu chciala samodzielnie przygotować poranny posiłek dla swojego brata.
-Oni-sama mogłeś jeszcze zostać w łużku!-powiedziała odwracając się usmiechnieta.
-daj spokuj Nagisa, przeciez wiesz że dzisiaj musze isć do Mistrza Asprosa.-zaprzeczył chłopak kładąc dłoń na glowie siostry i lekko czochrając jej długie, czarne włosy.

-Smacznego.-Powiedziała krutko, lecz szczerze z usmiechem na twarzy nagisa podając gotowe już tosty, bekon, i jajka.
-Dziekuje Nagisa, nie wiem co bym bez ciebie zrobil.-stwierdził Saga zabierając sie za jedzenie.

-szcześliwej drogi Oni-sama.
-tak. Wieczorem powinienem wrócić.-stwierdził Saga wychodząc z domu by udać się w kierunku zespołu budowli widocznego z domu rodzeństwa, oraz zapewne wszystkich innych w miescie w ktorym zyli. Kompleks połozony był na dość sporej wielkosci gurze, i zajmował spore obszary, ciagnąc się wzdłóż drogi na której wybudowane było 14 budowli(kazda poza ostatnią była "postawiona" na drodze).
-czemu poprostu nie zamieszkasz w Sanktuarium?-spytała wysoka kobieta o jasnej karnacji, długich rozowych wlosach na dole z tył zwiazanych w kitę, jej oczy były czarne, a głos pozbawiony jakiejkolwiek wrogości. Kobieta miała na sobie złota zbroję z doma długimi rogami zawinietymi wzdłuz jej szyji.
-Me serce umarło by bez Nagisy.-Stwierdził Saga przechodząc koło kobiety by przejsc przez budynek ktory okazał się w środku naprawde dobrze uządzonym domem. Gdy z niego wyszedl ujzał całą masę dzieci, nastolatkow, oraz dorosłych obojga płuci trenujacych sztuki walki w pocie czoła. Niekturzy poprostu wykonywali kopniecia, ciosy, lub przechodzili w postawy, inni trenowali z partnerem, a jeszcze inni wykonywali rózne karkolomne wyczyny by zwiekszyć swą tezyzne fizyczną.
-Hou, widzę że wyrosleś!-Zawolał wesoło wielki mężczyzna o ciemnej opaleniźnie, czarnych oczach, i długich siwych włosach wypływajacych spod złotego chelmu z byczymi rogami.
-Daj spokuj Aldebaran-san.-Stwierdził Saga usówając się przed wielką reką którą mężczyzna chciał poczochrac chłopaka.-choc przychodze tu tak często, ty zawsze to mowisz.
-Bo rosniesz szybko jak każde dziecko!!!-zasmiał sie mężczyzna.-No idź juz, pewnie Aspros na ciebie czeka.

-nareszcie jesteś.-Powiedział meżczyzna o długich ciemnoniebieskich, wręczgranatowych wlosach, bladej opalenixnie, i niebieskich oczach, jego głos był stanowczy w władczy. Podobnie jak poprzednia dwojka ten także miał na sobie złota zbroje, z tym że podobnie jak w poprzednim przypadku rozniła sie ona od poprzedniej, ta była bardziej "kanciasta", A hełm który trzymał pod pacha meżczyzna miał z jednej strony usmiechnietą maskę teatralna, z drugiej zaś wykrzywiona w niezadowoleniu.
-Przepraszam za spoxnienie Mistrzu.-powiedział Saga kłaniajac sie lekko w przeprosiny i z szacunku.
-Wezwalam cię dzisiaj poniewaz uznałem iz jestes gotowy by nauczyć sie technik gemini.-powiedział Aspros.-Uzyję teraz 1/1000000000 mojej mocy, gdy opanujesz tę technike do perfekcji, bedzie ona twym asem w rekawie, gdyz bedzie zapewne silniejsza nawet od mojej.-Powiedział meżczyzna ustawiając rece po przeciwnych stronach jakby formowal niewidzialna kule.- GALAXIAN EXPOSION!!!-Zawolał nagle łącząc rece nd głowa i uderzając nimi jakby ciskał w coś kulą, a cala ziemia zaczeła drżeć.- Nie martw sie nie pozostawie twemu pokoleniu zrujnowanego świata.-powiedział Aspros stając przed Sagom, a za jego plecami przeleciała gigantyczna kula przypominająca małą planetę.-ANOTHER DIMESION!!!-Zawolał zamykając na chwilę oczy a wszystko ustało.- pamietaj jednak iż rycerzom nie godzi się używać tak poteznych ataków przeciw zwykłych smiertelnikow, mozesz uzyć ich jedynie gdy twym wrogiem będzie rycerz innego boga podczas świetej wojny, bądź niesnaski z nim.-powiedział Aspros.

GinOrochimaru - 2015-07-05 21:49:01

-Dziwne nie spodziewałam się że tak szybko dotrzemy do Sagaros, więm że to ziemie położone blisko Xia, ale myślałam że zajmie nam to jeszcze trochę.-stwierdziła Kada gdy wraz z swym blond włosym towarzyszem przekraczali bramy miasta.
-To jakiś problem? Skoro się tu kierowałaś szybciej dotrzesz do celu.-stwierdził Yasutsuna wzruszając ramionami.
-Może masz rację ale jednak coś nie daje mi spokoju.
-Weź przykład ze mnie i olej to.- Poradził towarzyszce chłopak oglądając się za przechodzącą obok niego dziewczyną.
-Widziałem co zrobiłeś niegodziwcze!!!-rozległ się nagle czyiś głos, po czym wysoki na jakieś 1.72 metra mężczyzna o czarnych oczach, długich, prostych brązowych włosach, oraz mocnej opaleniźnie złapał Yasutsunę za rękę.
-Co ja takiego zrobiłem?!-uniósł się Yasutsuna nie mając bladego pojęcia o co chodzi dziwakowi ubranemu w czarne spodnie, błękitną koszulę, brązowe długie buty, oraz ciemno niebieską pelerynę zawieszoną na lewe ramię.
-Jak śmiałeś utożsamiać kobietę z przedmiotem niegodziwcze!!!-wrzasnął mężczyzna opluwając przy tym twarz Yasutsuny.
-Nie wiedziałem że posiadanie wzroku jest zbrodnią dziwaku!!!-Wrzasną blondyn przez co coraz więcej ludzi zaczął się zbierać by zobaczyć o co chodzi tej dwójce.
-Widzę że nie mam wyboru i muszę nauczyć cie dobrych manier zboczeńcu.-stwierdził brązowo włosy gdy rozejrzał się po gapiach.
-Manier powinno nauczyć się dziwaków wyskakujących na ludzi bez powodu!-zripostował Yasu.
-Ciekaw jestem czy nadal będziesz tak odważny gdy nauczę się moresu.-odgrażał się "dziwak" wyjmując przepiękny rapier który na pewno kosztował nie mała fortunę.
-Zaraz zobaczymy kto będzie śpiewał baranim głosem!-odparł Yasutsuna chcąc wyciągnąć sztylet, lecz Kada złapała go za rękę nim to zrobił.-Co ty...-zaczął zdziwiony Yasu gdy usłyszał słowa Kady.
-Przepraszam ale zaszło nieporozumienie.
-Co ty robisz? Mogę go pokonać z łatwością!!!-Wrzasnął Yasu wściekły i zdziwiony zachowaniem Kady.
-Zamknij się albo sam załagódź spór.-szepnęła do niego Kada.-Ten idiota nie mógł oglądać się na inną kobietę a jedynie na jej ubrania.-Powiedziała.
-Skąd ta pewność?- Spytał podejrzliwie mężczyzna.
-Ponieważ jesteśmy na miesiącu miodowym skłamała Kada przyciągając bliżej do siebie Yasutsune.
-Rozumiem.-Powiedział Mężczyzna chowając broń.-W takim razie jedyną osobą która powinna przeprosić jestem ja, i dlatego też najszczerzej państwa przepraszam.-Powiedział kłaniając się, by odejść po chwili.
-Nie wiedziałem że my razem...-zaczął Yasu, lecz Kada mu przerwała.
-Nie udawaj głupszego niż jesteś.-Powiedziała odsuwając go gdy przytulał się do niej.-Skłamałam żeby nie mieć problemów z Zakonem Gryfa.-wyjaśniła.-Właściwie to czemu ty musisz sprawiać problemy wszędzie gdzie się pojawisz, co?-spytała.
-Nie przesadzaj nie wszędzie powiedział Yasu przywołując wspomnienia z kilku poprzednich miejsc gdzie sie zatrzymali, a każdy kolejny problem w który przez niego wpadli był coraz gorszy.
-Nie przesadzam co?-spytała Kada.

Szermierz_2525 - 2015-07-08 01:56:40

-Wiesz kiedy powiedziałaś o tym miesiącu miodowym...-zaczął Yasutsuna
-Radze ci dobrze: Nawet nie kończ - przerwała mu Kada
-Daj spokój! Chciałem tylko zapytać, czy jest szansa na noc poślubną!!! - krzyknął Yasutsuna z błagającym wyrazem twarzy.
-Nie ma szans - odparła Kada - poza tym: ile już razy o to pytałeś? 10? 15?
-76 - odparł Yasutsuna.
-Tym razem ja pójdę wynająć pokój - powiedziała kobieta kierując się w stronę hotelu.
-A co było nie tak z poprzednim? - spytał yasutsuna.
-Zastanówmy się? Może to, że to był pokój w hotelu miłości? - odparła wściekłym tonem Kada.
-Nie widzę problemu. Hotel to hotel, a tamten świetnie pasuje dla nas - odparł Yasutsuna.
-Po prostu tutaj zaczekaj - rzuciła Kada zastanawiając się, czy ten idiota wogóle wie co ludzie wyprawiają w takich hotelach i z kim to wyprawiają, a potem kolejne osoby wynajmują ten sam pokój, aby znaleźć się w łóżku gdzie chwilę temu wydarzyło się coś o czym lepiej nie myśleć, gdyż należało by sobie wyprać mózg chemicznie.



-Już - powiedziała Kada wychodząc, a gdy Yasutsuna nie odpowiadał, ani się nie zjawiał rozejrzała się wokoło, aby zobaczyć, iż blondyn stoi pod ścianą niedaleko - co jest? -spytała kierując się w jego stronę.
-T... t... to...- powiedział Yasutsuna obracając się z głupkowatą miną trzymając w ręce zerwany ze ściany list gończy na którym widniał jego portret, który także posiadał te samą głupkowatą minę.
-Nie wiem czy się śmiać, czy płakać - stwierdziła Kada widząc jak identycznie wygląda w tym momencie jej towarzysz, oraz jak wysoka jest nagroda za takiego imbecyla.
-TO NIE JEST ZABAWNE!!! - wrzasnął Yasutsuna - PIĘKNY, CUDOWNY, MŁODY, POTĘRZNY JA TRAFIŁEM DO KRYMINAŁU TERAZ GDY POKONAŁEM SWOJEGO PIERWSZEGO POTĘŻNEGO PRZECIWNIKA!!! -wrzasnął, aby dodać patrząc w niebo - mam nadzieję, że dobrze się bawisz, bo kiedyś cię dorwę i... - nim zdołał skończyć w miejsce gdzie chwilę temu stał uderzył piorun choć niebo było bezchmurne, a chibi Yasutsuna z przerażoną miną znajdował się już na szyji Kady ssąc kciuk - Yasutsuna się boi... - rzucił w jej stronę.

GeminiSaga - 2015-07-08 21:27:43

-Co pan tu jeszcze robi?! Powinien się pan ewakułować w bespieczne miejsce!-Spytał młody chłopak ubrany w lśniący srebrny pancerz, zdziwiony widokiem wysokiego mężczyzny o długiej siwej brodzie, i wlosach które nie chciały jej ustapic długością. Starzec ubrany był w czerwone kimono, i palił długą czarną fajkę siedząc w najleprze na wygodnym fotelu znajdującym sie na wprost wejścia do sali.
-Głupi młokosie!-zaśmiał sie mężczyzna.-jak możesz się tak przejmować, skoro nawet starzec się nie boi!!!-zawołał podnosząc głos.
-Ale wojska Artemizji niedługo tu dotrą.- wyjaśnił przyczyny swych obaw o starca, lecz w tym momęcie drzwi rozwarły się, a do sali wpadł tuzin świetnie uzbrojonych zołnieży.
-Hou?!-zdziwił się starzec podnosąc się z fotelu, na co wszyscy zołnieże przygotowali sie do walki.-I to ich tak mam się bać?-spytał patrzac na młodzieńca.-tuzina młodych byczków którzy boją się jednego zniedołężniałego starca?-zakpił z nich pochylając się po coś w kierunku fotela.
-NIE RUSZAJ SIĘ!!!-zawolał jeden z żołniezy.
-Hę? Czy starcowi nie wolno już nawet sięgnąć tytoniu?-spytał starzec sięgając go beztrosko.-Puśćcie tego młokosa wolno.-dodał po chwili rozkazując żołniezom wrogiego państwa.-Prędzej ufajda własną zbroję niż zaatakuje wroga.-powiedział smiejąc się, a gdy młodzieniec chciał się odezwać staruszek zucił mu gniewne spojrzenie które oznaczało iz ma siedzieć cicho.
-Nie jestesmy takimi potworami jak myslicie.-zasmiał sie jeden z rzołniezy.- Mozesz iść młody.-Rozkazał pchnąc mlodzieńca.- tylko zabierz matke ze strefy wojny.-Rozkazal za młodzieńcem.
-Więc to chyba mój koniec?-zaśmiał się starzec patrząc jak 12 żołniezy zbliża się do niego.-Wiecie czemu niczego w zyciu nigdy nie żalowałem, nawet teraz w chwili śmierci?- Spytał usmiechając sie.
-Śmiało, możesz przedłuzyc zycie o 12 sekund i zdradzić nam sekret wiecznego szcześcia.-powiedział jeden z zołnieży wyraźnie zaciekawiony.
-Cokolwiek bym nie robil, nigdy nie jestem sam, nawet teraz...-powiedział staruszek z błogim usmiechem patrząc w sufit jakby wpatrywał się w niebo.- TEN STARY CZŁOWIEK OCHRONI SWÓJ DOM I ZABIERZE WAS ZE SOBĄ DO PIEKŁA!!!-zawolał wściekły patrząc na nich, a wszystko wyleciało w powietrze.

Tsukimiya - 2015-07-12 16:48:45

-Ktoś wie co się dzieje? - spytał mężczyzna o czarnych włosach mający na sobie czarny garnitur, podczas gdy w jego ręce znajdował się mikrofon.
-Nie wiem - odparł mu inny mający na sobie czarne kimono, na które nałożone było haori w tej samej barwie, które przypięte miało białe haori-himo, co świadczyło o wyjątkowym szacunku.
-Słyszałem, że mają wygłosić jakieś oświadczenie - powiedział mężczyzna siedzący na krześle obok pozostałej dwójki. Ten miał na sobie garnitur z lat 90 XIX wieku, oraz kapelusz, za którym znajdowała się niewielka karteczka co świadczyło o tym iż jest reporterem. W lewej ręce trzymał niewielki notes, a w prawej długopis.
-Hę? Teraz? - zdziwiła się kobieta stojąca za nimi. Miała na sobie granatową garsonkę, a w ręku trzymała niewielką kamerę przenośną.
-Uważam, że już dawno powinni to zrobić! - rzucił facet stojący obok niej. Miał na sobie strój niczym wyjęty z westernu, a w ręku trzymał wyjątkowo stary aparat, jakby chciał zrobić zdjęcie do czarno białej gazety.
-CICHO!!! Ktoś idzie! - fuknął na nich jakiś młody chłopak którego prawe oko zaczęło świecić na czerwono.

Do sali weszła Zero, która wyjątkowo nie była ubrana w swój odsłaniający strój, lecz w białą garsonkę, a w ręku trzymała niewielką teczkę. Powoli, lecz zdecydowanie skierowała się w stronę mównicy znajdującej się przed zebranymi w sali ludźmi, aby stanąć, za nią, wyciągnąć papiery z walizki, uporządkować je powoli, spojrzeć spokojnie, wziąć głębszy wdech...
-Jak państwo widzą dziś została ogłoszona kolejna konferencja prasowa - powiedziała spokojnym tonem - phi... też mi coś... lecimy już 10 chapter od poprzedniej, a tym się dopiero przypomniało - bąknęła chcąc ściszyć głos, lecz jako, że stała na mównicy, do której przymocowany był mikrofon niewiele to dało i wszyscy usłyszeli co powiedziała - ekhm... Tak więc... Nie owijając w bawełnę: Jak widzicie ten syf wciąż żyje, trwa i jest prowadzony! Bardzo chętnie przyjmiemy wszelkiego rodzaju numery kart kredytowych, hasła do kont bankowych czy...
-TAKIEGO WAŁA!!!-wrzasnął jeden z reporterów rzucając krzesłem w Zero, która nim oberwała i poleciała na ścianę.




-Więc Yu ma zamiar niedługo wrócić do stolicy? - zapytała samą siebie Yuuyan przeglądając listy - to dobrze bo czułam się taka samotna w nocy - zaśmiała się na co jej córka zarumieniła się, a na jej twarzy pojawił się wyraz złości - chyba nie wzięłaś tego na poważnie? - spytała Yuuyan
-Skąd matko... Po prostu ten żart...
-Wiem. śmiejesz się wewnątrz - odparła spoglądając na kolejny papier - Artemizja przeprowadza działania zbrojne? Całe szczęście, że nie są zbyt blisko nas...
-Matko nie powinnaś zajmować się tymi papierami. od tego masz ludzi - powiedział chłopak który właśnie wszedł do sali żeby chwycić za kilka papierów i w nie zajżeć.
-Czyżbyś, aż tak pchał się na tron? - spytała Yuuyan delikatnie zasłaniając usta rękawem co oznaczało, ż z niego drwiła, lub się zaśmiała. Chłopak sam nie wiedział co było gorsze.
-Po prostu cesarzowa nie powinna, aż tak się przemęczać. - powiedział
-Od kiedy, aż tak się o mnie martwisz? Myślałam, że wszystkie moje kochane dzieci są bardziej zajęte swoimi sprawami.
-Zbyt długo już nie pozostaniesz na tym świecie, więc...
-Więc chcesz się podlizać?-spytała wprost Baiyng.
-No już baiyng - przerwała jej delikatnym tonem Yuuyan - nawet gdyby to przecież nasz drogi Sou wie, że to Yu zostanie następnym cesarzem, a mi nie jest aż tak spieszno do grobu. Zbytnio kocham - słowa które wypowiadała z delikatnym uśmiechem były tak ciepłe, iż nawet jej syn, który przyszedł tutaj jedynie aby spróbować odziedziczyć tron nabrał ochoty, aby służyć jej pomocą i radą - te czapeczkę, którą podarował mi twój ojciec - powiedziała w stronę baiying prezentując małą zdobną czapeczkę, którą zawsze nosi na głowie, na co wszyscy w sali, aż się wyłożyli.



-Nie musisz się obawiać - powiedziała Yuuyan w stronę Baiying - nie sądzę, aby Shen zginął... A przynajmniej z rąk intonera. te istoty wolą mieć przy sobie przystojnych mężczyzn. Dlatego wysłałam kilka osób, aby go odnaleźli i pozbyli się osoby, która tak skrzywdziła twojego brata.




-Więc kim on w końcu jest?! - spytał Sung-min wskazując na Shuna.
-jak to kim? - spytała Zero - To niechciany syn znanego tancerza klubów nocnych. Nie widzisz?
-JESZCZE WCZORAJ BYŁ TWOIM KUZYNEM TRENUJĄCYM BALET!!!
-A to! Pomyliłam go... Tak... Bo widzisz... oni są tacy podobni...
-Do syna twojego stryją będącego kastratem też?! - spytał Sung-min wściekły tak beznadziejnymi tekstami, które wcale się ze sobą nie pokrywają i nawet nie starają pokrywać.
-Mam bardzo skomplikowane drzewo genealogiczne... - zaczęła Zero.
-Acha... I dlatego tydzień temu nie miał NIC A NIC wspólnego z twoją rodziną i był synem kupca, tak samo jak zresztą dzisiaj nie ma z rodziną tego kupca, ani twoją NIC WSPÓLNEGO!!!
-No bo ten kupiec jest matką stryja...
-Niech mówi mądrzejszy...-powiedział Sung-min strzelając facepalma
-no więc... ten kupiec jest matką stryja...
-OOOOO... - na twarzy Sung mina widać było coraz mniej cierpliwości.
-Dobrze... - powiedziała Zero kładąc rękę na ramieniu Sung-mina - powiem ci całą prawdę. On jest... -nagle nastała chwilowa cisza podczas której Zero zastanawiała się nieprzerwanie "OJ OJ CO JA MAM POWIEDZIEĆ!!!- moim synem... - powiedziała w końcu, aby dopiero po chwili zdać sobie sprawę jakie słowa wyszły z jej ust.
-eee... Ja... wolę nie wiedzieć więcej... - powiedział Sung-min wychodząc tyłem po niezręcznej chwili milczenia.

GinOrochimaru - 2015-07-14 14:56:15

Drużyna dotarła na dawne ziemie Hua, gdzie czeka na nich kolejna ciężka bitwa, z potężnym wrogiem, przeważającym ich siłą liczebną, jak i fizyczną, oraz mocą swego cosmo.


(I jak Saga podoba się specjalnie dla ciebie).

Szermierz_2525 - 2015-07-16 23:47:08

-Może nie powinienem był ich ścinać? - spytał sam siebie Yasusuna patrząc na sporą ilość długich blond włosów, które zciął dziś rano - choć trochę zmieniłbym wygląd... - zaczął się zastanawiać - No i przestałbym się tak użerać co ranek - pomyślał przypominając sobie jak każdego ranka jego włosy odrastają, a on musi je ścinać, aby następnego dnia znów obudzić się z długimi włosami.
-Co jest? - spytała Kada, widząc jak Yasu gapi się na włosy trzymane w ręce - zastawiasz się czy możesz coś na nich zarobić?
-Nieee... - odparł, aby chwile później dodać - A MOŻNA?!!!
-Nie wiem... Słyszałam, że w Xia kupują długie piękne włosy, aby później stworzyć z nich peruki. Nie wiem czy to prawda - odparła - ale nawet jeśli to prawda to nie wiem, czy na twoich zarobiłbyś cokolwiek - dodała po chwili, aby ostudzić zapał Yasutsuny, który już miał znak "$" zamiast oczu.
-Umiesz popsuć każde marzenie - bąknął głaskając włosy - od dzisiaj dbam o was bardziej - powiedział w stronę włosów.
-Ale mógłbyś zmienić trochę wygląd skoro tak marudzisz o kryminale - rzuciła Kada - Nie żeby mi zależało. Jakoś nie widzę zbyt wielu łowców nagród. Pewnie szukają kogoś groźniejszego, albo widząc nagrodę pomyśleli że to ich przerasta - powiedziała, lecz gdy Yasu wystawił dumnie pierś do przodu na słowa "to ich przerasta", dodała śmiejąc się - lub wzięli to za głupi żart widząc twarz na liście gończym. Ja bym tak zrobiła.
-WIEDZĄ ŻE NIE SPROSTAJĄ ZADANIU!!! - wrzasnął Yasutsuna ze łzami w oczach.
-tak, tak... Tylko się droczę - rzuciła Kada, która powoli zaczynała się już powoli przyzwyczajać do towarzysza. Nie żeby sie przywiązywała, czy zaczynały ich łączyć jakieś uczucia. Po prostu przyzwyczaiła się już do jego kompleksów, głupoty i tego, że ta osoba wiecznie stwarza jakieś problemy w ten, czy inny sposób (na szczęście zazwyczaj dawało się je łatwo rozwiązać) - więc kiedy oddasz mi pieniądze? - spytała po dłuższej chwili milczenia.
-Eeee... - Yasutsuna zaczął lekko ciągnąć sznur jakby był to kołnierz przez który się dusi - Niedługo... - odparł - Myślę, że w Xia szybko zarobię. Zdobędę tam tytuły i zaszczyty, oraz status prawdziwego bohatera i legendy!!!
-Taaaa... Czyli jeszcze trochę poczekam... - mruknęła Kada - masz szczęście, że póki co mi nie zawadzasz i mam cierpliwość.
-KIERUNEK XIA!!! - wrzasnął Yasutsuna chcąc pogonić konia, lecz Kada go powstrzymała.
-Słyszałam, że na tych terenach prowadzone są działania partyzanckie, więc lepiej uważać, zamiast ruszać do przodu nie patrząc co ma się naokoło.
-Daj spokój... - rzucił Yasutsuna - Przecież jesteśmy w lesie więc po co ktoś chciałby... - nim zdążył skończyć spod ziemie wyrwana została siatka, która spłoszyła, konia, Yasutsuna wylądował na ziemi jak długi, a naokoło niego znajdowało się już 3 mężczyzn, którzy byli gotowi zabić go w każdej sekundzie.
-Rusz się a twój towarzysz zginie - powiedział jeden z mężczyzn, który trzymał miecz przy szyi Yasutsuny.
-Ciebie zresztą też mamy na celowniku - powiedział inny siedzący na drzewie z łukiem i celujący w Kadę.
-Aaaa... Więc po to. - powiedział Yasu, podczas gdy Kada siedziała na koniu 5 metrów od niego oraz 3 oponentów, a co najmniej 1 celował w nią z łuku.

GeminiSaga - 2015-07-18 18:17:44

-Wygramy tę wojnę zanim się jeszcze na dobre zacznie!- zasmiał się wysoki blondyn, ktorego włosy zasłaniały jedno z jego błękitnych oczu. Jego ciało było dobrze zbudowane, a na ciele miał czarny pancerz, mowiąc te słowa patrzył na ciała poległych w bitwie rycerzy Albionu, ktorzy odnieśli druzgocącą porażke w starciu z najeźdźcą, który posiadał zarówno przewagę liczebna, jak i lepsze wyposarzenie.

-Nie ociagac się! Jeszcze dzisiaj mamy zając to miasto!-rozkazał wskazując na małe miasteczko ktore znajdowało sie przed nimi.
Gdy tylko wojska zblizyły się do miasta blondyn od razu wydał rozkaz:
-Zrównać wszystko z ziemią!-wrzasnał z miną szaleńca, a żołnierze Artemizji ruszyli do ataku rżnąc każdego i wszystko co ujzą.

-Zostawcie mojego brata!-kszykneła młoda 15 letnia dziewczyna, żucając w kilku żołnierzy kamieniami, by przestali gonic jej młodszego brata, i zaczeli gonic ją.-AAHHH!-zawołała, gdy się potknała i wywruciła, poczym zasłoniła twarz rekoma by oslonic przerazoną twarz przed nadchodzacym ciosem od ścigających ją łotrów, lecz ten nie nadchodził.-Huh?-zdziwiła sie dziewczyna rozgladając sie, gdy poczuła iz zrobilo sie zimniej, a koło niej stanał meżczyzna o długich, prostych zielonych włosach, jasnej karnacji, oraz niebieskich oczach, i okularach. Miał on na sobie złotą, błyszczącą zbroję, a powietrze naokoło niego błyszczało od maleńkich kryształków lodu, które odbijały promienie słoneczne.
-DEGEL-SAMA!!!-zawołała uradowana dziewczyna, jednocześnie czerwieniac sie na twarzy, tak iż od razu było widac iz podkochuje się w mężczyźnie.
-Nie sądziłem że mozna posunąć sie do czeoś takiego.-powiedział sam do siebie załoty rycerz poprawiając okulary i idąc w kierunku bramy miasta przez ktorą wtargneli najeźdźcy.-Idź po brata, i udajcie się do stolicy.-polecił nie odwracając się.

Tsukimiya - 2015-07-19 19:46:49

-Jest źle! - powiedziała Zero patrząc poważnym wzrokiem na Shena i Sung-mina, którzy znajdowali się w tym samym pokoju.
-Daj spokój... Nie może być - zaczął Shen, lecz gdy spojrzał na kartkę znajdującą się na stole jego głos zamarł, a skóra straciła kolor.
-Chyba... Chyba sobie jaja robicie... - powiedział Sung-min podnosząc kartkę ze stołu.
-Obawiam się,że to czysta prawa... - powiedziała Zero - Dziś rano otrzymałam ten raport sprzedaży od wydawcy... Od dna dzieli nas tylko tyle co Martina B. od bycia dziewczyną...
-... - w tym momencie za całą trójką pojawił się cmentarz a na nim maleńki nagrobek na którym wciśnięte były imiona wsztskich członków obsady.
-Oj, oj... Na pewno da się coś zrobić... Ja nie chce skończyć w ten sposób... - powiedział Shen widząc przerażającą wizję.
-Właśnie po to tutaj jesteśmy... mamy...
-ALE DLACZEGO MY?!!! - wrzasnął Sung-min - dlaczego nie Kada, Yasutsuna, Genzai, czy ktoś z Xia? DLACZEGO MY? I czemu znowu mamy takie niskie notowania?!!!
-Oj, oj, nie musimy zaraz na siebie naskakiwać i wytykać palcami... - odparła Zero a gdy zauważyła, że pozostała dwójka podejrzliwie na nią patrzy dodała - HEJ! NIE TYLKO JA BRAŁAM UDZIAŁ W DEFRAUDACJI TYCH PIENIĘDZY?!!! SHEN MI POMAGAŁ!!!
-MNIE W TO NIE MIESZAJ!!!
-BĘDĘ CIE MIESZAĆ, BO PRZEZ CIEBIE NIE MAMY JAK ICH ODDAĆ!!!
-Zaraz stop!!! Jakich pieniędzy i jaki to ma związek! - przerwał im Sung-min, na co Zero podała mu gazetę sprzed kilku tygodni. na pierwszej stronie był wielki nagłówek "WYKRYTA DEFRAUDACJA PIENIĘDZY NA WIELKĄ SKALĘ!!!" - zaraz... wy chyba nie...
-TO NIE JA KAZAŁEM JEJ PRAĆ BRUDNE PIENIĄDZE!!! - wrzasnął Shen
-A KTO POWIEDZIAŁ, ŻE SĄ BRUDNE?!!!
-W PRZENOŚNI!!!! NIE MIAŁAŚ ICH WSADZAĆ DO PRALKI!!!
-NAWET JEŚLI TO MOGŁEŚ NIE PRÓBOWAĆ POZBYĆ SIĘ DOWODÓW WRZUCAJĄC JE DO NISZCZARKI!!!
-PRZYNAJMNIEJ MAMY MNIEJSZY WYROK!!!
-MNIEJSZY WYROK W MOJEJ DUPIE TY ŻIGOLAKU!!! GDYBYŚ ICH NIE ZMARNOWAŁ MIAŁABYM NA KAUCJE!!!
-ZAMKNIJCIE SIĘ OBOJE!!! - wrzasnął Sung-min na dwójkę baranów, którzy przestali już trzeźwo myśleć. - ludzie stracili do nas zaufanie. Niewielu starych odzyskamy, więc, jak zdobyć nowych? MYŚLCIE!
-Myślałam nad tym trochę i mam taki pomysł... - zaczęła Zero - czemu nie dać nowej okładki? No wiecie bardziej zachęcającej...
-Tak...
-Niezła myśl... W kogo celujemy? - spytał Shen.
-WSZYSTKICH! - krzyknęła Zero wyciągając wolumin historii z nową okładką na której Xia Yu wyjątkowo drastycznie dominował Genzaia w scenie yaoi - to się świetnie sprzeda... jestem pewna, że...
-ŻE BRAT YU MNIE ZABIJE!!! - wrzasnął Shen wydzierając okładkę z rąk Zero i drąc ją na kawałki - poza tym nie czytają nas same zboki takie jak ty! Może coś normalnego? Coś dla ludzi lubiących lżejsze tematy...
-To też mam - powiedziała Zero wyciągając inną okładkę, która także była sceną Yaoi, lecz na tej Yasutsuna deptał Shena - to powinno spodobać się przede wszystkim tobie! - powiedziała dumna z siebie Zero.
-Haha... Może jeszcze kopanie po jajach lubi? - zaśmiał się Sung-min, lecz już po chwili dodał - wolę nie wiedzieć.
-NIE ZGADZAM SIĘ! - wrzasnął Shen
-A co ci się nie podoba? Yaoi jest teraz modne! Próbowałeś chociaż? Nie? To spróbuj! Nawet teraz! Masz Sung-mina! Zamieścimy to w następnym woluminie!
-NIE MA TAKIE...
-DLA WSZYSTKICH KTÓRZY NAS TERAZ OGLĄDAJĄ: W NASTĘPNYM WOLUMINIE ZNAJDZIECIE SCENĘ YAOI SHEN X SUNG-MIN! NIE PRZEGAPCIE!!! - wrzasnęła Zero.
-NIE ZROBIĘ TEGO!-wrzasnął Shen
-Oj, oj... Przecież wszyscy dobrze wiemy, że nie. Banda bałwanów, kupi myśląc, że coś będzie, a my potem przeprosimy i obiecamy im to samo, a ni znowu to kupią - powiedziała Zero - tak działa marketing...
-Wiesz, że to się dalej nagrywa? - spytał Sung-min z załamaną miną.
-ALE TYM RAZEM BĘDZIE INACZEJ! - wrzasnęła Zero - OSOBIŚCIE DOPILNUJE ABY WSZEDŁ W JEGO WROTA! ZROBI TO NAWET TERAZ!!!

Wyciemnienie...



-Udany łup - zaśmiał się jeden z mężczyzn, którzy wyskoczyli na Yasutsunę i Kadę.
-Zdecydowanie - dodał drugi.
Grupa mężczyzn weszła właśnie do obozu buntowników. 4 z nich niosło długą grubą gałąź do której przywiązany był...
-Nic nie widziałam... - pomyślał Sung-min starając się odwrócić wzrok, gdy zobaczył, przywiązanego do gałęzi niczym prosiaka do rożna Yasutsunę, któremu nawet wsadzili jabłko w usta, aby się przymknął.
-tak... To zdecydowanie rekord - powiedziała Kada, która szła związana (lecz jak zwykły więzień) - więc gdzie ten wasz szef?
-Sung-min! Jest sprawa! - zawołał jeden z mężczyzn - złapaliśmy tego idiotę i Viera na drodze. Zmierzali do Xia. Mają ze sobą artefakt, więc chyba mogli by się przydać. Zwłaszcza Viera, bo...
-To jak? - Zawołał jeden z tych co trzymali Yasutsunę - Dajemy go smokowi na pożarcie?
-UAUAAUAUA!!!! - Yasutsuna zaczął się wyrywać i próbować coś wykrzyczeć lecz jabłko skutecznie go kneblowało.
-Dajcie ich do mnie... - rzucił Sung-min załamany widokiem ludzkiej przekąski.

GinOrochimaru - 2015-07-20 19:30:14

-WIWAT KSIĄŻĘ XIA YU!!! NIECH ŻYJE DYNASTIA XIA!!! WIWAT XIA!!!-te i inne im podobne okrzyki radości było słychać, gdy wiwatujący tłum witał powracającego z wojny księcia Xia wraz z wojskiem.
-Słyszałem jak żołnierze mówili że kiedy książę Xia Yu wkracza na pole bitwy uciekają w popłochu!-ekscytował się jakiś dzieciak rozmawiając z rówieśnikami.
-Głupi, kiedy wkracza na pole bitwy nie ma komu uciekać bo od razu umierają!-poprawił go inny chłopak.
-Oboje się mylicie! On nawet nie musi się fatygować, jego błyskotliwy umysł wystarczy by każdy przeciwnik przegrał w kilka minut!-poprawił ich jakiś okularnik.
-Chłopcy są tacy niedojrzali i nie dostrzegają prawdy!-Oburzyła się dziewczyna słuchająca rówieśników.-Żaden z was nie ma racji! On jest tak przystojny że wszyscy z miłości do niego się poddają!-powiedziała rozmarzonym tonem.
-CHCIAŁA BYŚ!!!-krzyknęła na raz 3 chłopców.
-Mogę wam udowodnić że to ja mam racje!-uniósł się chłopak mówiący 2 "teorię".
-Niby jak?
-Zabił Gilgamesha 1 ciosem!
-No co ty, Gilgamesh umarł ze strachu, gdy tylko usłyszał że Xia Yu idzie po niego.
-Mylicie się, Xia Yu zmusił go do samobójstwa, bo jego błyskotliwy plan pozbawił Gilgamesha wszystkich sił.
-Jak zwykle nie macie racji!!! Gilgamesh umarł, bo książę Xia Yu odrzucił jego miłość!-rozprawiały nad swymi teoriami dzieci, oglądając z resztą mieszkańców stolicy ich księcia który właśnie powrócił w chwale ze zwycięskiej bitwy.

-Możesz Mi wyjaśnić dlaczego nie zmierzamy do Xia, tylko właśnie wkroczyliśmy do Albionu?-spytał Genzai poirytowany faktem iż zamiast iść się zemścić, włóczy się z Jiāngshī po całym świecie słysząc tylko że jeszcze nie jest gotowy.

GeminiSaga - 2015-07-22 14:02:04

-Zaczynałem się zastanawiać czemu krzyki ucichły. Kim jesteś?-Spytał blondyn ubrany w czarny pancerz widząc złotego rycerza idącego w jego kierunku.
-Aquarius Degel.- Przedstawił się spokojnie zielono włosy zbliżając się cały czas w równym tempie.
-Jesteś naprawde bezczelny! Żeby najpierw przerywać arie stworzoną specjalnie dla moich uszu, a teraz jeszcze stawać tu od tak przed obliczem Mandragory Fyodora .-Stwierdził blondyn zeskakując z konia i zakładając chełm.- Swe zuchwalstwo przypłacisz zyciem!-Oznajmił a twarz znajdująca się na lewej piersi jego zbroi otworzyła się.- STRANGLE SHRILL!!!- po czym rozległ się okropny wrzask.
-!!!-Degel odrzucony przez falę powietrza wywołaną przez wrzask złapał się za uszy nie mogąc wytrzymać chałasu.
-I jak, podoba ci się? Ten wrzask porownywalny jest z wrzaskiem mandragory!-Oznajmił Fyodor widząc jak Degel puścił swe uszy.- Nie była to nawet maleńka cząstka mej mocy, a ty juz nie mogłeś jej wytrzymać!-zawołał pysząc się swą potezną techniką.
-Zapamietaj jedną żecz!-Powiedział Degel unosząc nad siebie obie ręce formując je jakby były wazą.-Ta sama technika nie podziała na jednego rycerza dwa razy!.-powiedział, a powietrze naokoło niego zaczęło się wystudzać.
-C.. Co to za mróz?!-zdziwił się Fyodor rozglądając się na wszystkie strony by znaleźć jego źródło.-To jego ręce!-zaówazył w końcu.
-AURORA EXECUTION!!!-Zawołał Degel uderzając szybko rekoma, tak że znajdowały sie teraz prostopadle do jego ciała, a fala lodowatego powietrza uderzyła w jego przeciwnika zamrażając go.-Chodźbyś nie wiem jak się starał każdy atom twego ciała pozostanie zatrzymany w tym lodzie na wieki.-powiedział spokojnie Degel odwracając sie plecami do przeciwnika by odejść.
-STRANGLE SHRILL!!!-rozległ się głos Fyodora, a jego technika z cała moca trafiła Degela w plecy.
-Jaki... codem?-Spytał Degel dźwigając się powoli z ziemi.
-Gdyby nie to że w ostatniej chwili spostrzegłem sie o co chodzi naprawde by ci sie udało.-Stwierdził Fyodor ukazując zamrozone ręce, na które zdołał przyjąc cały atak przeciwnika.-Swoja drogą mowiłes coś o tym że mój atak nie zadziała 2 raz, co?-spytał, a jego głos przesycony był czysta złosliwoscią.-Nawet nie próbuj sie podnieść. Za kilka minut całe twoje ciało łacznie z sercem zostaną sparalizowane i umrzesz, jedynym sposobem na ratunek, była by moja smierć.-Wyjasnił.-A w twoim stanie byłby to cód.
-Więc sprawię ten cód.-stwierdził Degel podnosząc się chwiejnie.
-Odpuść sobie, ledwo stoisz na nogach. Chodź muszę pochwalić cię za wytrwałość.
-Mój następny atak zakończy tę walkę.-zapowiedział Degel ponownie unosząc rece w górze.
-NAPRAWDE MYSLISZ ŻE TA TECHNIKA NA MNIE ZADZIAŁA?!-wysmiał go Mandragora.-STRANGLE SHRILL!
-AURORA EXECUTION!-zawołali równocześnie, a opór powietrza od ich atakow zderzył się.
-Ten atak mnie nie sięgnie, poddaj się!-zawołał Fyodor czując jak powietrze staje się coraz zimniejsze.
-GRAND KALSTO!-zawołał Degel, a Fyodor poczuł jak każdy kawałek jego ciała zaczyna wystudzac się i dretwieć.
-COŚ TY MI ZROBIŁ!?-zawołał Fydor leżąc na ziemi nie mogąc poruszyć własnym ciałem.
-uzyłem wystudzonego do minimum powietrza, by zamrozić tymczasowo twój system nerwowy.-Wyjasnił degel.-By uzyć tej techniki potrzebowałem ekstremalnie zimnej temperatury którą mogłem uzyskać w tych warunkach jedynie dzieki jednej z moich technik. Lecz gdy zyskałem te kilka sekund, wystarcza mi ne w zupełności by zakończyć te walkę.-Wyjasnil Degel zamrażając przeciwnika.

Tsukimiya - 2015-07-24 14:16:43

-Oj, oj, czemu znowu my... - powiedziała Zero patrząc na kartkę leżącą na stoliku.
-Przyznaj się... Znowu coś odwaliłaś - powiedział Sung-min.
-A co to ma wspólnego zza krótkimi epkami? - spytała Zero tonem, który wskazywał, że zwalenie tego na nich zdecydowanie jest jej winą.
-Nie kłóćcie się - rzucił Shen - lepiej zastanówcie się co z tym zrobić.
-hmmm... - cała trójka zaczęła się głęboko zastanawiać, aby nagle nad głową Shena zapaliła się lampka.
-A może by tak retrospekcja co było w poprzednim epku? No wiesz... Tak jak w wielu słynnych seriach takich jak...
-mamy problem: historia wielokrotnie opowiada o wyjątkowo odległych od siebie zdarzeniach, nie powiązanych dla postaci, więc po co to komu?
-Poza tym, jeśli wychodzimy codziennie, a nie tak jak "Hiroshima Ghul", czy "Nagasaki ravens" raz na dwa tygodnie to po co nam wprowadzenie? Ci co oglądają ten syf i tak pamiętają co było ostatnio. - rzuciła Zero.
-Hmmm... - znów wszyscy zaczęli się zastanawiać.
-A może by tak przedłużyć epki długim wyjaśnianiem swoich technik? - wypalił nagle Shen.
-Czy mogę, rzucić go w paszczę twojego smoka? - spytał Sung-min patrząc na Zero - TO NIE "DYE", GDZIE SHINIGAMI WYJAŚNIA DRUGIEMU NA CZYM POLEGA JEGO ATAK CHOCIAŻ Z NIM WALCZY!!!
-To może staruszek, mówiący widzom, co się dokładnie dzieje? No wiecie? Opis technik, dlaczego antagonista nie zabił już teraz...
-Oj, oj... To nie wypali... Nie jesteśmy aż tak nastawieni na walkę jak "Ryu Kāneru"... U nas walki skupiają się do rachu, ciachu i po strachu... Ile raptem mieliśmy dłuższych walk? Ile mieliśmy technik? Kilka artefaktów, po których od razu wszystko widać. Tu nie ma czego tłumaczyć... Sorry taki mamy klimat...-przerwała Zero.
-TO SAMI COŚ WYMYŚLCIE! - wrzasnął Shen, który jako jedyny wpadł póki co na jakieś pomysły.
-Hmmm... Historia musi mieć coś nowego... Nieszablonowego... Coś czego jeszcze nie było, jak delikatne porno w którym 6 niewyżytych murzynów wykorzystuje 1 kobietę... -powiedziała Zero.
-COŚ TAKIEGO NIE MA PRAWA BYTU!!! - wrzasnął Shen.
-WIEM! - wrzasnęła Zero, na co wszyscy zamarli w ciszy patrząc na nią.
-Więc... - spytał w końcu Shen, lecz Zero wciąż siedziała bez słowa, aby po chwili spojrzeć na zegarek.
-iiiiii... 7 minut minęło! Możemy zaczynać!






Po spokojnej (choć nie ze strony Yasutsuny) rozmowie dwa teamy postanowiły połączyć siły, aby pokonać Cesarstwo Xia, i wyzwolić Hua.


-CZY MY WŁAŚNIE NIE DYSKUTOWALIŚMY O ZBYT KRÓTKICH EPACH!!! - wrzasnął Shen.
-oj, oj... nie wściekaj się tak... - rzuciła Zero - i tak wszystkim to zalatuje ile mamy tekstu. ważne żeby coś wyszło. Wysyłajcie pytania i wiadomości, a może będzie nam się chciało je przeczytać, lub wam odpowiedzieć. Narazie.
-ANI  MI SIĘ...

GeminiSaga - 2015-07-30 20:11:14

-Hej słyszeliście wieści?!-zawołał Alfred wchodząc do budynku senatu śmiejąc sie głupkowato.
-Chyba każdy już je słyszał.-Stwierdził w spkoju Aiolos nie odwracając głowy nawet o jeden stopień w kieunku drugieo sentora.- Zamiast podniecać się przestazała informacją o klesce Gilgamesha lepiej usiądź.
-Jak on mógł przegrać!- wszysy usłyszeli lamentowanie łysego staruszka który pogrązony w depresji zasiadł na swym miejscu.
-A jemu co się stało?-spytał się Alfred nie znając przyczyny smutku drucha.
-Założył się z Yuną czy wygra Xia czy Gilgamesh.-wyjaśnił.
-Więc kto wygrał zakład?-szepnał mu na ucho Alfred, na co Aliolos tylko załamał rece.
-No już, Herbercie, nie zadręczaj się tym tak.-Powiedziala Yuna podchodząc do niego gdy sie zjawiła.-To było oczywiste że wygram, pytaniem było tylko: kiedy?-zasmiała się.
-kopanie leżącego i dręczenie go zdecydowanie sprawia jej przyjemnosc.-pomysleli jednocześnie Aiolos i Alfred wyobrażając sobie pobitego i placzącego herberta, ktorego torturuje diaboliczna wersja Yuny.
-Zamknij się! Gdybym to ja dowodził nidy nie doszło by do tej porazki!-unisł się Herbert.
-Ale nawet nie słuzyłeś w wojsku Gilgamesha.
-Już, już. Przestańcie się kłucić. Nie po to tu dzisiaj jesteśmy.-Przerwał im Aiolos.-Właściwie to gdzie jest Sakurai?
-kazał przekazać że bieże udzial w nowej reklamowce jogurtu więc nie może się zjawić, ale przysyła nam jogurt.-Powiedziała Yuna wskazuąc palcem na wielki kosz wypełniony jogurtami.
-Akh. Wracając do zeczy. Chodzi o to że wojna pomiedzy Xia i Gilgameshem zakończyła się szybciej niż się spodziewaliśmy, co nie jest nam na reke.
-Chciałeś powiedziec że jest gorzej niż nie na reke, nie dosć że ziemie które nalezały do Gilgamesha są wlasnoscią Xia, to samo Xia prawie nie ucierpiało, więc plan zaatakowania tego kto zwycięży i zajecia obu państw legł w gruzach.-Przerwała mu Yuna.
-Dlatego sądze że i mu powinniśmy przyspieszyć nasze dzialania wojskowe.
-Właściwie to moja nowinka to porazka Fyodora!-wyskoczył Alfred.
-Co takiego?!-Zdziwił sie Aiolos.-Fyodor poległ ale jak? Na jego drodze nie było zadnych umocnień które mogły by sprawic mu jakiekolwiek problemy, a nie poszedł by na pewna smierć.
-Podobno zabił go jakiś Degel.

Tsukimiya - 2015-08-03 12:28:51

-Yu podbił królestwo Gilgamesha powiększając nasze ziemie, lecz kolejnym problemem może być Artemizja oraz jej sąsiedzi... - pomyślała Yuuyan patrząc na mapę na której ustawione były różnego rodzaju figurki i chorągiewki - Najważniejsze jednak, że cesarstwo się rozrasta...
-Jak zabawa ołowianymi żołnierzykami? - rozległ się za nią znajomy głos.
-Seth! Jak zwykle wchodzisz bez pozwolenia... Kiedy dotrze do ciebie, że jestem Cesarzową wielkiego Csarstwa Xia! Potęgi, której nie da się obalić.
-Im większa świnia, tym większa uczta - zaśmiał się Seth.
-Mówisz o moim Cesarstwie - rzuciła groźnie Yuuyan.
-Wybacz, wybacz, lecz chyba zaczynasz zbytnio umacniać się w przekonaniu o niepokonalności swego kraju. Każde mocarastwo kiedyś upada. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę.
-Owszem, lecz Xia przetrwa moje panowanie.
-Więc będzie istnieć jeszcze długo, po twoich wnukach - zaśmiał się Seth - a teraz prejdę do sprawy: pamiętasz kiedy pytałaś mnie o Intonera, który zabił twojego syna? On żyje.
-Ona - zauważyła błąd w rodzajniku Yuuyan.
-Mówię o twoim synu. Nie musisz już czuć się winna okłamywania córki.
-Czemu mam czuć się winna? Jeśli w to wierzy z głupoty to mnie zawiodła, a jeśli z chęci ponownego spotkania to tylko mówię jej co chce usłyszeć. Tak działa ten świat. Czy nie lepiej karmić ludzi kłamstwami tak długo, aż będą w nie wierzyć, gdy tego pragną?
-Tak, tak... Rozmawiałem z pewnymi ludźmi... Zechcieli zająć się Intonerem, lecz czy przyprowadzą Shena do domu... Tego nie wiem... To dość podejrzane towarzystwo, a z tego co pamiętam twój syn...
-Nic więcej nie mów, bo będę musiała skrócić cię głowę, bo to wciąż syn. - Powiedziała Yuuyan, aby po chwili dodać - choć zdaję sobie z tego sprawę.




UCZ NAS ZERO SENSEI!!!



-oj, oj... co za wrzód na tyłku... Czepiają się, że nie wyemitowaliśmy ostatnio praktycznie niczego, ani nie odpowiedzieliśmy na żadne pytania... - powiedziała Zero stojąc przed biurkiem, a za nią znajdowała się tablica. Miała na sobie biały "fartuch" zapinany na zamek ekspresowy od dołu, lecz kobieta zostawiła go prawie całkiem rozpiętego, tak, że prawie widać było jej piersi. Na rękach miała Złote bransolety, a na nogach czerwone obcisłe spodnie sięgające do kolan. Były one rozpięte tak, że zsunęły się ukazując jej czarne majtki. na nogach miała sandały z "kocimi łapkami" na przednich palcach, oraz wysoką podeszwą, oraz w pasie zapięty gruby czarny pas do którego przypięty był sporej wielkości koci dzwoneczek. Na nosie miała okulary (strój wyglądał jak ten Kokonoe z BlazBlue: Chono Phantasm) - Tak więc dziś odpowiemy na jedno z pytań! - rzuciła energicznym tonem trzymając niewielkiego lizaka w ręce.
-Dlaczego tylko jedno skoro się przyczepili? - spytał Shen siedzący w ławce w czarnym szkolnym mundurku.
-MORDA!!! - wrzasneła Zero rzucając w niego kredą z wielką siłą - No więc: Peter Parker z Brooklynu pisze "Ostatnio Zero powiedziała "Ryu Kāneru", podczas gdy angielski tytuł brzmi "Dr*goon Ball", więc czy japoński nie powinien brzmieć "Ryu Matsubadzue"?" Mylisz się Peterze! W tytule "Dr*goon Ball" chodzi o jajka, więc tytuł powinien brzmieć "Ryu Kāneru", czyli "Smocze Jądra". OTO TWOJA ODPOWIEDŹ!!! Oczekujemy na wasze pytania! Zero sensei pomoże wam wszystko zrozumieć!

GinOrochimaru - 2015-08-05 17:09:26

-Hej, może pozwolisz cię "rozpakować"?-spytał Yasu z wyraźnym podtekstem, gdy zauważył iż Kada po prostu położyła się na łóżku nie rozpakowując ani jednego bagażu.
-Miło że proponujesz, ale nie zostaniemy tu długo.-spławiła go Kada.
-Ty chyba nie..-zaczął Yasutsuna, by w pół słowa przerwać, gdyż zdał sobie sprawę z tego iż Viera pomimo że zgodziła się pomóc, ma zamiar jak najszybciej odejść.- Jak to nie zostaniemy długo?
-Walka dla tych partyzantów nie przyniesie mi żadnych profitów, a jedynie ryzykuje narobienia sobie wpływowych wrogów w Xia, i starcia z inną Viera. W twoim przypadku sprawa ma się podobnie: nawet jeśli chce zostać bohaterem, zdobyć sławę, bogactwo, kobiety, status, i wiele artefaktów tutaj raczej tego nie dokonasz, albo walka o wolność Hua zajmie ci prawie całe życie. Wiem że jesteś dobroduszny, ale to raczej niewarte takiego poświęcenia, nie uważasz?
-Więc mamy po prostu uciec i zostawić ich od tak?
-Tego nie powiedziałam, złożyłam obietnice pomocy, więc muszę trochę pomóc, zresztą sam się tak aferowałeś i zachwalałeś, że jeśli byśmy odeszli od tak, to było by hańbą.

Ledwo Kada i Yasutsuna skończyli rozmowę rozległo się głośne pukanie, po czym do izby wszedł Sung-Min.
-Nie przeszkadzam?-Spytał przywódca buntowników.
-Właśnie skończyliśmy/Mieliśmy zaczynać.-Powiedzieli równocześnie Kada i Yasutsuna.
-A, rozumiem, więc to takie relacje was łączą.-Powiedział pod nosem mężczyzna.-To może nie będę przeszkadzał i przyjdę później.
-Nie słuchaj tego idioty.-Powiedziała Kada.
-Myślę że jakieś 6h nam starczy.-palnął Yasu, na co Sung-Minowi oczy wyszły z orbit, po czym wystawił kciuk do góry i powiedział tylko z uśmiechem na twarzy:
-Good Job!!!-po czym wyszedł.


-Nasi zwiadowcy zauważyli Garude Yasutsune w towarzystwie jakiejś Viera.-Zameldował jakiś szeregowy żołnierz Xia swemu dowódcy którym był Sang Ri.
-A więc Garuda zawędrował aż tutaj, co?-spytał sam siebie dowudca wojsk Xia z usmiechem na twarzy.

GeminiSaga - 2015-08-21 21:08:34

-POKAŻMY IM DUCHA HUA, NIECH UCIEKAJĄ W POPLOCHU ZE STRACHU!!!- Wrzasnął Sung-min do towarzyszy atakując fortyfikację Xia.
-A nie miało byc czasem "Niech popuszczą ze strachu!"?!-Spytał go Gang biegnąc koło niego i udając nieudolnie minę towarzysza wypowiadając te słowa.
-Jestem pewien że nie przyjacielu.-zaśmiał się czarnowłosy dowódca unikając pchnięcia włuczni, dobywając rownocześnie miecza i przecinając przeciwnikowi krtań.
-Więcej ich tu niż poprzednio!-zasmiał się Gang widząc znacznie większą ilość żołniezy Xia, niż rebeliantów Hua.
-Mogliśmy sie spodziewać że zwiekszą liczbę wojowników, po naszym nieudanym ataku.-Stwierdził Eun robiąc odskok do tył przed pionowym cięciem miecza, by juz chwilę puźniej musieć się pochylić, usunąć w bok, oraz zablokować kilka ciosów mieczem, lub pochwą miecza.-Dzięki.- podziekował przywodca rebeliantów gdy jego "dziki" kompan uchronił go przed obcieciem głowy, pozbawiając jej tym samym niedoszłego kata.
-Wiesz, zawsze myślałem że taka sytułacja jest zabawniejsza.-zasmiał posiadacz włuczni z Hua gdy jego i jego młodszego drucha otoczyła zgraja wojowników Xia, i być może dopiero teraz dotarło do niego jak wielką przewagę ma przeciwnik.
-Chcesz się poddać?
-A w życiu! Poprostu zdałem sobie sprawe że sporo się namacham, i mogę mieć zakwasy!-roześmiał się Gang.-To który pierwszy?!-Zawołał ruszając do ataku zanim zdążyli zrobić to przeciwnikcy.
-Czekaj, nie oddzielaj się tak!-zawołał Sung-min chcąc ruszyć do przodu ale na jego drodze stanął stary znajomy.
-Dokąd sie tak spieszysz? Nawet się jeszcze nie przywitałeś.-Zażartował Sang-Ri atakując czarnowłosego wysokim kopnięciem które ten z łatwościa uniknał.- Wiesz, mam do ciebie kilka pytań.-Stwierdził niebieskowłosy próbując podciąć przeciwnika lecz ten wyskoczył w powietrze atakując jednocześnie pchnięciem w ziemię gdzie znajdował się przeciwnik.-Nie bądź taki, najpierw zadam pytanie, a dopiero potem się zdenerwujesz.-zasmieł się Sang-Ri unikając miecza.-Gdzie jest Garuda!?-zapytał niebieskowłosy przez co zapanowała niezręczna cisza pomiedzy dwoma chibi ludzikami.
-Hę?-zdziwił się Sung-min spodziewając się kolejnego pytania mającego wyprowadzić o z rownowagi, raz tego iż po prostu nie wiedział kim jest owy "Garuda"
-GARUDA!!!-wydarł się "Chibi Sang-Ri"-Gdzie jest GA-RU-DA!!! Mam ci to przeliterować?
-Nie kumam o co chodzi.
-Akhm. Aaaaa, to może Viera?-Spytał normalny już Sang-Ri.
-Ostatnio jak widziałem jakąś Viera to potrzebowała 6h z Yasutsuną.-Palnał bez namysłu czarnowłosy, a Sang-Ri poleciała krew z nosa wyobrazając sobie z ceny do ktorych najleprszym okresleniem jest "Ohhhh Yea!!!" lub "PIIIIIIIIIIIIIIII" oraz "PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII", a także "PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII", niezapominajmy oczywiscie o "PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII", zresztą wiecie o co chodzi.-Wiec... Takim jest człowiekiem...-Powiedział pochwili zastanowienia.-Czy... Czy ten yasutsuna jest tutaj?-spytał powoli gdyż zrozumiał że Sung-Min nie wie że Garuda to Yasutsuna.
-Yyyyyy.-Sung-Min zaczał się zastanawiać czy powinien udzielis tej informacji czy nie.
-ODPOWIADAJ!!!!-Wrzasnał Sang-Ri z miną szaleńca zdolnego do wszystkiego i przerazajacą demoniczno/psychopatyczną aurą.
-J...Jasne... Jest gdzies na polu bitwy.-Powiedział Sung-Min. Po czym oboje mineli się: Sung Min ostroznie obserwójąc przeciwnika, natomiast Sang-Ri ruszając niczym Strzała Sagittariusa bez zastanowienia by dopaść swój cel.
-GARUDA!!!-zawołał Sang-Ri widząc yasutsunę, i atakując z wielką siłą z nabiegu, dzieki czego siła jego ataku została zwiększona, lecz Blondyn zdołał w porę uniknąć ciosu, dzięki tego iż został ostrzezony przez wrzask niebieskowłosego.
-JAK?!!!-Wrzasnął Sang-Ri z tą samą miną która przeraził czarnowłosego dowódce buntowników atakując wysokim kopnięciem po którym sprowadził nogę na ziemie próbując roztrzaskać czaszkę przeciwnika na kawałki, lecz blondyn unikną tych ciosów.-GADAJ JAK!!!-Rozkazał Sang-Ri uderzając reką ułożoną jak szpony, lecz jego przeciwnik usuna sie dosłownie o milimetr unikając ataku ktory trafił w drewnianą beczkę, przebijając ją.
-Co jak?!-Zawołał przerazony Yasutsuna żucając się do ucieczki gdy zobaczył jak niebieskowłosy powoli odwraca do niego głowę z szaleńczym usmiechem.
-MOW JAK!!!-Rozkazał Sang-Ri goniąc Yasutsunę, który przed nim uciekał.
-NIE POWIEM...-Wrzasną Yasutsuna lecz nie mógł dokończyć bo Sang-Ri mu przerwał
-WIĘC CIĘ ZMUSZĘ!!!
-BO NIE WIEM O CO CHODZI!!!-zakończył Yasutsuna
-NIE ŁGAJ!!!
-Co ty wyprawiasz!- odezwała się kobieta w czerwonej chońskiej szacie którą minał yasutsuna.
-Ja... Bawie sie z nowym kolegą.-Powiedział Sang-Ri, gdy kobieta podeszła do niego i uderzyła go w głowę(takie klasyczne udzerzenie z anime).-HEJ BO MI ZWIEJE!!!-Zawołał Sang-Ri, widząc jak Yasu chowa się za kobietą.-Moja!-powiedział niebiesko włosy przytulając do siebie Generał Méi jakby był małym dzieckiem nie chcącym oddać zabawki, mysląc jednoczesnie "HA! Patrz i płacz tej ci nie oddam!"
-Cześć!-powiedział Yasu wykonując swój najczestrzy gest przy podrywie.
-J... ja rozumiem że przeszkazam.-Powiedziała Méi myśląc że yasu jest bi, i podrywa Sang-Ri.
-ZARAZ NIE ODCHODŹ!!!-Zawołał Sang-Ri idąc za nią mysląc że kobieta aż tak wierzy w Garude i w razie czego mu pomoże zatrzymując niebieskowłosego gdyz juz się w nim zakochała, a nie chciał pozwolic na to by blondyn poderwał kobietę która jest koło niego tyle czasu, skoro nie podzielił się z nim "tym".


-Udało nam się!!!-Zawołał smiejąc sie gang przyciagając do siebie i łapiąc pod jedną pachę Sung-Minga, a pod drogą Yasutsunę.- Ciekawe tylko gdzie podział się ten łapserdak Sang-Ri?-spytał sam siebie.
-Puść mnie jusz, bo się uduszę!-zawołał szarpiąc się Sung-Min.-Jak go spotkałem to szukał Yasutsuny, nawet tytuł mu nadał.
-Taaaa, a jaki?-spytał ze zdziwienia Gang.
-Garuda.
-Gdzieś ja to słyszał, tylko gdzie? tego nie pamietam.
-Co słyszałeś?-Spytal Han.
-garuda, taki przydomek dostał młodziak.-Powiedział gang wskazując na Yasutsunę.
-Oh więc jestes niesmiertelnym ognistym ptakiem, ktory odradza się w nieskończonosć.-powiedział Han popijając wino.-A z czego to taka wrzawa, bo wieksza niz zwykle.
-Skopał w pojedynkę Sang-Ri!-Wypalił zanim ktokolwiek coś powiedział, a wszyscy ucichli patrząc na Yasutsunę aż ten coś powie.
-Taaaaa, nie miał szans!!! Jakaś laska musiała przyjechać ratować jego skopany tyłek!!!-zaczał przechwalać się Yasutsuna, i opowiadac zmyślone historie wymachując sztyletem raz po raz jakby walczył z prawdziwym przeciwnikiem a wszyscy śmiali sie i przyklaskiwali.
-Tylko uciekałeś.-Rozległ się za Yasutsuną kobiecy głos gdy w końcu usiadł na miejscu, tak że ten az podskoczył.
-Co?! Skąd wiesz? Znaczy... Nie gadaj głupot przeciez mówiłem jak bylo.-Powiedział Yasu odwracając się by ujżeć Ha-Yeon.
-Byłam tam.-Powiedziała dodając po chwili.-Nikomu nie powiem.-Usmiechając się lekko.


-Ma Viera!!! On ma Viera!!! To nie fair!!! JA TEZ CHCE VIERA!!!-użalał się Sang-Ri.
-Przestań lamentować, przez ciebie głowa mnie boli, a przez niekompetencje zostałam zmuszona do wynajęcia najemni...

Tsukimiya - 2015-08-23 15:25:08

-I na tym dzisiaj kończymy! - krzyknęła energicznie Zero wskazując na przód jak w starych anime.
-Oj... My nawet nie zaczęliśmy... - zaczął Shen
-O czym ty mówisz? - spytała Zero - Nie pamiętasz tego wspaniałego rozpoczęcia?
-CO TY MI TU PI**DOLISZ?!!! GDZIE JEST ZACZĘCIE I WŁAŚCIWA TREŚĆ ODCINKA?!!!
-Oj, oj... jak będziesz tak głośno to się połapią... - powiedziała Zero nie kłopocząc się nawet o ściszenie głosu.
-CHYBA TYLKO KOMPLETNY IMBECYL NIE ZAUWAŻYŁ BY BRAKU PONAD 66% ODCINKA!!!
-Nie zwracajcie na niego uwagi dzieciaki! - rzuciła Zero nachylając się aby było lepiej widać jej biust, podczas gdy Shen z tyłu się wściekał - TO JUŻ KONIEC DZISIEJSZEGO ODCINKA!!! DO ZOBACZENIA W PRZYSZŁYM!!!

GinOrochimaru - 2015-08-24 17:08:07

-Odzyskanie Hua to tylko kwestia dni!
-Xia nie może się z nami rownać!
-Jeśli się nie boicie przyjdźcie do nas, haha!-Takie i inne radosne komentarze mozna było usłyszeć w całej wiosce/kryjowce rebeliantów po ostatnim ataku w którym "Garuda(Yasutsuna)" żekomo samodzielnie powalił wrogiego generała i wspaniałomyslnie darował mu zycie pozwalając zabrać go na koniu generał Mei.
-Nie wiem czy nie cieszą się aż na zbyt, wkońcu Sang Ri nie był nawet generałem, i mogą przysłać kogoś o wiele gorszego.-Powiedział sam do siebie Han stając w drzwiach chaty i patrząc na radosnych ludzi.
-Daj spokój z Intonerem, Viera, Smokiem, i blondynem staliśmy się naprawde potężni.-zaśmiał się Gang słysząc krotki monolog towarzysza.
-Zbytnia pewność siebie prowadzi do zguby przyjacielu.
-Oj daj spokój, dzięki "pisklaka" czóje się jakby Hwang wrucił do życia.-zarechotał dzikus wskazując palcem na Yasutsunę i Hwanga którzy razem bawili się z dziećmi.
-Nie gadaj głupot.-skarcił go Han-chociaż coś w tym jest.-dodał po chwili śmiejąc się.-Posiada podobną aurę.


-Dlaczego?!-Wrzasnął wchodząc do komnaty Generał Mei wściekły Sang Ri.
-Co takiego?-spytała spokojnie kobieta przeglądając się w luserku i robiąc makijarz.
-PYTAM DLACZEGO!!!-Wrzasnał Sang Ri waląc ręką w stół z taką siłą że drewniany mebel został połamany.
-Jesli nie powiesz o co chodzi dokładnie to nie zrozumiem.-powiedziała kobieta w czerwieni.-Więc się uspokuj, albo wyjdź.
-DLACZEGO WYSYŁASZ NIE JA, TYLKO JAKIŚ NAJEMNIK?!!!
-Za długo już się z nimi bawisz.- Wyjaśniła kobieta wstając i podchodząc do mężczyzny.- jeszcze troche i cesarzowa mogła by uznać że pomagasz rebeliantom.-Powiedziała cicho tak iż tylko niebiesko włosy mógł to usłyszeć.-Po czym wyszła zostawiając go samemu sobie.


-Chyba nawet ich nie szukali.-Stwierdził osobnik w czarnym plaszczu i kapeluszu w stylu chińskim(z kina wu-xia), za którym stał oddział żołniezy odzianych w drogie czerwone pancerze.- Nawet dziecko było by w stanie znaleźć takie ślady.-dodał osobnik podnosząc złamana gałązkę z ziemi.- Za mną!- Rozkazał ruszając do przodu.
-Nie sądziłem że Sang Ri jest aż tak niekompetentny.-szepnał jeden z zołniezy do drugiego idąc za osobnikiem w płaszczu.
-Może to nasz tropiciel jest taki dobry.-stwierdził drugi mowiac równie cicho jak pierwszy.-albo nawet nie chce mu sie ruszyć dupska.
-Tutaj się zatrzymamy.-Odezwał się nagle tropiciel.
-Co?-zdziwili się wszyscy zołnieze.
-Czekamy do nocy, za dnia za łatwo nas wypatrzą.
-Nie boimy się bitwy, jesteśmy elitarnym oddziałem generał Mei.-Oburzył się jeden z żołniezy.
-Jak wpadniesz w płapke w takim terenie to z waszego "elitarnego oddziału" nic nie zostanie.-stwierdził tropiciel siadając na ziemi dajac tym jasno do zrozumienia że póki co dalej nie ruszy się nawet o krok.
-Dobra więc czekamy.


-Co się dzieje?!- spytał zdezorientowany Gang który został obudzony w środku nocy przez krzyki.
-Znaleźli nas! Pomóż ewakuować kobiety i dzieci!-powiedział Sung-Min który przybiegł właśnie upewnić się czy z jego towarzyszem wszystko w porządku.
-Gińcie rebelianci!-zawołał jeden z żołnierzy unikając ciosu nożem kuchennym i pozbawiając bez wahania głowy matki która w reku trzymała maleńkie dziecko na oczach Shena, po czym skierował się do przodu w jego stronę zabijając po drodze każdego rebelianta na swojej drodze, a gdy był przy księciu który przygotował się do walki, oszołomiony wojownik wypowiedział tylko:
-Ksią..!-gdyż został przebity mieczem Ha-Yeon.
-Ty jesteś tym kastratem?-spytała kobieta chowając miecz do instrumentu.- Musisz być bardziej pewny siebie.-powiedziała ruszając do  walki.
-Ten różni się od innych!-Zawołał Sung-min razem z Yasutsuną widząc tropiciela stojącego w wejściu do wioski.-Moje szczęście!-zawołali razem, po czym ruszyli na osobnika w płaszczu, Yasu ze swym sztyletem, a Sung-min z mieczem, lecz tropiciel z łatwością zrobił unik przed ich atakami obracając się na piecie, i pochylając jednocześnie.
-Za coś takiego tyle płacą?-odezwał się sam do siebie zwracając głowę ukrytą pod płaszczem i kapeluszem w kierunku wioski w której panowała bitwa zdecydowanie przegrywana przez rebeliantów.-Ludzie są naprawdę żałośni.-Stwierdził osobnik odwracając się znów do yasu i Sung-mina którzy próbowali trafić przeciwnika z całych sił lecz ten był w stanie usunąć się przed każdym ich cisem, chociażby o milimetr.
-Huǒyàn!-Zawołał yasutsuna uwalniając moc artefaktu tuż przed atakiem by zdezorientować wroga.
-!!!-Przeciwnika Yasu zatrzymał się na ułamek sekundy nie wiedząc czym jest artefakt, lub czy on w ogóle jest w posiadaniu blondyna, lecz gdy matryca na sztylecie rozbłysła, było juz wiadome co jest artefaktem, lecz moment ten dał wystarczająco dużo czasu na atak który mógł trafić.
-...-przez ułamek sekundy panowała kompletna cisza która zdawała się być wiecznością, kiedy dwójka rebeliantów czekała na efekt swego "dzieła".
-Nie daruje.-Odezwał się tropiciel kiedy okazało się iż jedyne co trafili yasu i Sung Min to płaszcz który został rozcięty ukazując teraz ciało które było pod nim skrywane.-To był nowy płaszcz.-powiedział właściciel zrzucając kapelusz ukazując tym samym śnieżnobiałe królicze uszy które łączyły się z długimi włosami tego samego koloru, z tył zaczesanymi w kitę sięgającą tyłka, a z przodu zaczesanymi na jedno oko, tak iż widać było teraz tylko prawe, wyjątkowo wściekłe złote oko, osoba posiadała tak samo ciemną karnację jak Kada, oraz identyczny pancerz, a na jej ramieniu zawieszona była taka sama skrzynka.
-Kada?-Spytał yasu by rozluźnić atmosferę, lecz Viera uderzyła go z wielką siłą pięścią w żołądek, powalając na ziemię, by już chwile później dołączył do niego Sung Min powalony szybkim i silnym kopnięciem w żebra.
-Ka...da..-co.. ty robisz?...-Spytał ledwo przytomny Yasu próbując dźwignąć się na nogi.
-T..to...Bueh!!! Na... Nic...Bueh!!!-Stwierdził Sung-Min plując krwia i równiez próbując się podnieść.- To... musi...-tutaj przerwał gdyż stracił przytomność, a yasu dalej próbował się podnieść.
-Więc jak zapłacisz mi za płaszcz?-Spytała Viera podchodząc do yasu majac zamiar go wykończyć, lecz pomiędzy nimi w ziemię uderzyły 2 bełty.
-Hou, więc naprawdę jest tu Viera.-Stwierdziła ta stojąca przed yasu, gdy Kada stanęła za jej plecami.-Ile to już lat?-Spytała klepiąc delikatnie skrzynkę a z pudełka wyskoczyło jedno ostrze którym kobieta zamaczała się w miejsce gdzie stała Kada, lecz ta uzyła "14 ostrzy" by wystrzelić żyłki i przyciągnąć się do drzewa.
-30 co najmniej.-Stwierdziła Kada wybijając się od konaru drzewa z wielką siłą tak że poleciała w stronę drugiej Viera z wielka prędkością wyciągając przy tym 2 ostrza i tnąc nimi w ostatniej chwili, lecz ta urzyła swej "skrzynki" by "polecieć" w bok unikając z wielka prędkością ciec przeciwniczki.
-Naprawdę sadzisz że dasz radę pokonać mnie czymś takim?-Spytała kobieta zeskakując z drzewa i chowając ostrze.- Chyba już skończone.-Stwierdziła nagle "jednooka" Viera po pełnej napięcia chwili w której żadna z kobiet nie drgnęły nawet o ćwierć milimetra.-Więc na mnie już pora.-Stwierdziła przechodząc obok Kady.-Pozwól że dam ci radę.-Powiedziała zatrzymując się na chwile i nie odwracając.- Lepiej znajdź sobie lepszego partnera, bo ten jest jakiś wadliwy, jego potomstwo będzie upośledzone.-Stwierdziła, a Kada zrobiła się cała czerwona.- Chyba wiesz o czym twoja siostra mówi, prawda?-spytała używając "14 ostrzy" aby szybciej odejść.
-Ja i on wcale nie!-zaprzeczyła Kada lecz druga Viera już tego nie słyszała.


-Zdaje mi się że nie poszło wam tak jakbyś chciała.-Stwierdziła Viera Patrząc na Generał Mei która patrzy na żołnierzy którzy zdołali powrócić żywi z misji, która ostatecznie okazała się porażką, gdyż nie dość że większość kobietom i dzieci zdołało się ewakuować jeszcze podczas ataku, to atak został odparty.
-A gdzie byłaś ty?-Spytała kobieta w czerwieni.
-Płaciłaś mi za pomoc w pozbyciu się rebeliantów, więc doprowadziłam was do ich kryjówki, i stanęłam do walki z Garudom, Sung-Mingiem, i Vierom, kiedy daliście nogę uznałam ze to koniec mojego zlecenia.-Wyjaśniła Viera.-Ale ze względu na okoliczności...-Stwierdziła podchodząc do Sang Ri.- Dam ci 20% zniżki i tu zostanę, co ty na to kapitanie Sang Ri?-Spytała ignorując Generał Mei.

Szermierz_2525 - 2015-08-25 23:18:30

-Jak to możliwe... - jęknął jeden z rebeliantów który dał radę uciec z "ataku z zaskoczenia", który został przeprowadzony tuz po tym jak doborowy oddział wraz z Viera został odparty - Odbicie Hua było już tak blisko... - jęknął wlekąc się powoli gdy nagle strzała przebiła go i padł na ziemię.
-Kolejny!!!-zawołał łucznik, który zabił rebelianta.
-Dobra wracamy! Nie mieliśmy ich ścigać zbyt daleko! - zawołał inny żołnierz. Ten posiadał miecz przy pasie.
-Dobry pomysł... - bąknął pod nosem łucznik ruszając z powrotem w stronę bazy.

-Dlaczego ta Bunny Girl wciąż tam jest... - jęknął Yasutsuna, który wraz z towarzyszami cudem uszedł z życiem tylko i wyłącznie dzięki zamieszaniu oraz przewadze liczebnej.
-Jeśli teraz nas znajdzie to będzie po nas - warknął Sung-min - niewielu z nas jest w pełni sił, a do tego musimy się jeszcze odbudować...
-Zawsze pozostanie nam próba ucieczki i Kada... Ale to że wciąż tam była wyjaśnia dlaczego Kada mówiła, że mamy tam nie iść...
-Teraz to nabiera sensu...

1tydzień później:

-Osada pięknie stoi!
-I ludzie mają się lepiej, więc chyba jesteśmy gotowi aby zacząć coś planować...

GeminiSaga - 2015-08-27 23:39:54

-Oni-sama czy naprawdę musisz jechać?-spytała Nagisa stojąc w drzwiach domu, a zarówno jej głos, jak i oczy oraz ruchy całej reszty pieknego ciała wskazywały na zmartwienie, oraz cierpienie.
-Wybacz Nagisa, ale nie mogę odmówić.-powiedział Saga gładząc siostrę delikatnie po lewym policzku, co spowodowało iż ta się delikatnie zaczerwieniła, i wymamrotała cicho pod nosem rozmarzonym tonem:
-Oni-sama...-by szybko dodać po chwili.-ale przecież to nie bezpieczne!...
-Przecież wiesz że "Ta kobieta" o to prosiła.-przerwał jej Saga.
-Wystarczy że powiadomie o tym ciokę, ona ma wiekszy autorytet!-zaczeła szukać wymowki Nagisa, by jej ukochany brat jej nie opuszczał.
-Skoro nie interweniowała do tej pory, zgadza się na to.-Ostudził jej zapał chłopak.-Pozatym na pewno będzie tam ktoś kto mnie wrazie czego ochroni.-uspokoił dziewczynę Saga biorąc bagarz na ramię i idąc w kierunku powozu który na niego czekał.

-Co tutaj robią jajogłowi?-Spytał żołnież swego towarzysza widząc jak powóz Sagi zatrzymuje się w obozie w ktorym stacjonowali.
-A ja wiem? Przyjechali umrzeć?-zarzartował złośliwie druch pierwszewgo.
-Phi! jak zwykle ta sama gadka.-stwierdził drosły mężczyzna który jako pierwszy wyciadł z powozu i usłyszał śmiechy zołniezy. Mieżył jakieś 164cm, posiadał krutkie brazowe włosy zaczesane do tyłu, jasną karnację, niebieskie oczy, a jesli chodzi o budowe jego ciała, to był on średnio umieśniony.
-Nie unoś się tak Marcusie.-uspokoiła go kobieta która wysiadła za nim, ta miała 159cm wzrostu, długie blond włosy, ciemną karnację, oraz zielone oczy.-Przecież wiesz że są sfrustrowaniu, i muszą jakoś rozładowac napiecie, więc szukają pierwszej lepszej okazji.
-Wiec czemu akurat na nas?-Spytał Marcus.
-Lepiej się pospieszmy soro jestes taki drazliwy.-uciał rozmowe Saga wychodzac z powozu wraz z kobietą o krotkich czarnych włosach które zaczesane były na jedno oko, jej karnacja była jasna, a oczy miała czarne.
-Najpierw sobie z  nimi pogadam.-powiedział marcus podwijając rękawy szarej koszuli, lecz czarnowłosa kobieta powiedziala stanowczo:
-Idziemy, mamy prace do zrobienia!-na co wszyscy czworo oddalili się od śmiejących sie zołniezy.

-I jak masz coś?-spytał Saga w kierunku Marcusa który z jakiegoś powodu grzebał w ziemi.
-Było by szybciej gdybyś mi pomogł!-wkurzył się meżczyzna żucając kupką piachu z Sage, lecz ten uchylił się tak iż piach trafił w czarnowłosa kobietę która akurat przechodziła.
-Co to robisz?!-spytała zdenerwowana podchodząc z twarzą ubrudząna od piachu który ja trafił.
-Eeeee... ja... tylko.... poszerzam zakres poszukiwań.-wykrecał się głupkowato Marcus.
-I znalazłeś coś?-spytała czarnowłosa kobieta.
-Gruba rybę!-stwierdził Marcus prubując ukryć smiech, podobnie jak i reszta.
-Za kare weźmiesz zmiane Sagi.-stwierdziła czarnowlosa odwracając sie na piecie.
-tak, tak, wiemy że chcesz go dla siebie.-stwierdziła blondynka.
-Nic by z tego nie bylo.-Stwierdził Saga.-jedyną kobieta w moim zyciu jest nagisa.-Powiedział, a gigantyczna aura incastu zaczeła od niego promieniować, a gdy wszycy spojzeli na niego dziwnie, dodał:-tylko zartowałem.-po czym odszedł.

-Powiedz mi coś Saga.-powiedziała czarnowlosa kobieta siadając koło chłopaka.
-O co chodzi Kisara?-spytała Saga.
-Słyszałam że trenujesz w sanktuarium, to prawda?
-To zadna tajemnica.
-Więc co robisz w "arkanie"? Przecież nawet nie umiesz czarować-Spytała kobieta, dodając po chwili.- Znaczy rozumiem że "Arkana" to nie tylko magia, ale...
-Pewna kobieta mnie o to poprosiła.-wyjasnił Saga.-pozatym nie musze żucać zaklęć aby pracować z magią.-stwierdził Spokojnie chlopak.
-No tak, słyszałam o twoich teoriach magicznych które przyczyniły sie do ro...-zaczeła czarnowłosa, lecz Saga jej przerwał.
-Nie były moje, ja je tylko rozwinałem, i udoskonaliłem. Każdy kto przyjzał by się im z kilku stron yłby w stanie to zrobić.


-Atakują!!! Przygotowac się!!! Formowac szyk!!!-usłyszeli okrzyki zołniezy Saga i Kisara.
-Lepiej daj znać reszcie, ja upewnie się co z powozem.-Stwierdził Saga biegnąc w strone powozu.

-Nie wierze że Fyodor dał sie tak łatwo pokonać.-Stwierdził niebieskowłosy mężczyzna siedzący na łozu z wilczych skur popijając ze złotego kielicha.- Nie weźmiemy zadych jeńcow!-zawołał wstając i zucając kielichem o ziemie.

Tsukimiya - 2015-08-31 23:42:11

-Tak więc nasz plan przedstawia się następująco... - zaczęła Kada
-Bohaterowie nie potrzebują planu! - zawołał Yasutsuna
-A jak! - powtórzył za nim Shen
-RUSZAJMY!!! - krzyknęła banda pod przywództwem "Garudy", który "pokonał" Sang-ri, Sung-mina oraz Shena, który nabrał ochoty do walki (pomimo, że walczył z własnym krajem), a gdy już chcieli ruszyć na pole bitwy Kada rzuciła tylko jedno słowo:
-Viera.
-Omówić kilku szczegółów nie zaszkodzi...-rzucił Shen
-To jeszcze nie plan prawda?-spytał yasu
-Pewnie że nie! - odparł Sung-min, któremu także nie spieszyło się na ponowną randkę z siostrą Kady.
-Tak myślałam...-rzuciła Kada patrząc na bandę idiotów, która chwilę temu chciała zaszarżować na jedno z umocnień Cesarstwa Xia, gdzie znajdowała się Viera oraz co najmniej 2 świetnie wyszkolonych wojowników, z których jeden był nie tylko przeraźliwie szybki i zwinny, lecz w rękach posiadał tak wielką siłę, iż mógł zmiażdżyć czaszkę, czy przebić stół jednym ciosem, podczas gdy drugi zapewne nie ustępował mu wiele w swych zdolnościach, lub nawet go przewyższał, gdyż Sang-ri był posłuszny Generał Mei, co oznaczało, iż kobieta musi być przerażająca.


-Kada-dono jesteś pewna, że dasz radę pokonać swoją siostrę? - spytał Shen.
-Skończ z tym "dono" "dono"... - rzuciła Zero wsiadając na smoka - da sobie radę. jest Viera. Jeśli się o nią boisz to wymienię się z nią na blondyna - zaczęła Zero, lecz nim rozkręciła się na dobre Shen już znajdował się na smoku - Jak będziesz mi zawadzał to cie zrzucę - powiedziała Zero, gdy wzbijali się w powietrze, aby po chwili dodać - Nie żartuję!!!


-SMOK!!!-krzyknął jeden z żołnierzy wskazując na cień który przeleciał na niebie - WEZWAĆ ŁUCZNIKÓW!!!


-Wszystko idzie zgodnie z planem - mruknęła Kada przyglądając się, jak większość łuczników zostaje przemieszczonych, na stronę z której nadciągnął smok, aby spróbować go zestrzelić nim ten zdoła zaatakować.
-Czemu po prostu nie puścimy ich z dymem? - spytał Yosutsuna widząc jak smok unosi się wysoko w przestworzach i unika strzał.
-Przyczyna jest prosta: Gdyby smok chce zionąć ogniem otwiera paszczę ukazując najdelikatniejszą część ciała w którą można go ranić zaraz po oczach. Te kilka sekund mogłoby dać tak dużej grupie łuczników aż zbyt dużo czasu - odparła Kada.
-Ale przecież mielibyśmy ponad 50% szans...
-Jej smok, jej decyzja - ucięła rozmowę Kada aby po chwili rzucić - TERAZ!!! - na co banda buntowników ruszyła do ataku.



-Skoro walka już się rozpoczęła to czas... - nim Zero zdołał skończyć spomiędzy drzew wystrzelił spory stalowy harpun, który przeleciał tuż koło prawego skrzydła smoka - SZLAG!!! Byli przygotowani!!! - wrzasnęła rozglądając się, aby już w chwilę później cudem nie spaść ze smoka, który cudem uniknął 2 harpuna wycelowanego w jego lewe skrzydło.-Niewiele brakowało...
-Czy te harpuny wogłóle dały by rade coś zrobić?-spytał Shen.
-A JAK MYŚLISZ?! WIDZISZ TEN ROZMIAR?!!!
-Przecież są zrobione z masy maleńkich ostrzy, więc...
-MIKHAIL!!! - wrzasnęła Zero zeskakując, podczas gdy smok zwinął się w kulę, chwytając ją oraz Shena, pod brzuchem, który był słabiej opancerzony, aby z impetem runąć na drzewa nad którymi się teraz znajdowali, podczas gdy "wielkie" ostrza eksplodowały zasypując niewielki obszar maleńkimi grotami, które przy tak dużej ilości mogły by nieźle pokiereszować smoka, gdyby był blisko nich.
-Jesteś cały?-spytała Zero, gdy smok odwinął skrzydło
-Jakoś - odparł Shen.
-Nie ty! Mikhail!
-Póki nie zdobędziemy One Park nie zginę kapitanie! -odparł smok zrzucając ich z siebie, lecz w tym samym momencie tuż koło niego wbiły się dwie żyłki.
-Viera!- mruknęła Zero skacząc w stronę gdzie się wbiły, lecz osobą, która się na nich przyciagnęła nie była Viera lecz niski mężczyzna o czarno brązowych, krótkich włosach rozczesanych na boki. Miał na sobie czarny płaszcz ze znakiem białej gwiazdy, a w reku dwa ostrza.
-Odsuń się bo i tobie stanie się krzywda - rzucił lodowato.
-Wracaj lepiej do swojego zapyziałego gej baru! - warknęła Zero próbując zciąć kurdupla, lecz ten uskoczył w tył.
-Phi... Więc jesteś intonerem? - spytał
-Radzę ucieka... - zaczął Shen
-Wynoś się - rzuciła Zero stanowczym tonem.
-Ale...
-Masz coś do zrobienia.
-Ale...
-NALEŻYSZ DO MNIE A JA ROZKAZUJĘ CI IŚĆ POMÓC TYM Z HUA! - wrzasnęła Zero na co Shen rzucił się biegiem rzucając tylko spojrzenie "jeszcze tego pożałujesz".
-Więc zauważyłaś? - spytał mężczyzna.
-A może ty zauważyłeś - odparła Zero, na co oboje skoczyli w tył, gdyż znad Zero spadł kolejny mężczyzna w czarnym płaszczu, podczas gdy w stronę niskiego mężczyzny ruszył ogon smoka, który uderzył z wielką siłą - JEST ICH ZA DUŻO! ZABIERAMY SIĘ STĄD MIKHAIL!!! - wrzasnęła Zero.
-Nic z tego! - rozległ się głos mężczyzny, smocza krew trysnęła wysoko.




-Z DROGI!!! - wrzasnął Shen przebijając jakiegoś żołnierza, który był całkiem zdezorientowany widząc to księcia Xia, który szarżuje z furią Beserkera oraz szałem psychopaty w oczach na wojska swego państwa - ZERO JEST ATAKOWANA!!!



-Jak twoje oko? - spytała Zero.
-Nie najlepiej - odparł smok - prawie nic nie widzę z prawej strony...
-Panny lecą na blizny - spróbowała go pocieszyć Zero nie wiedząc, czy smok stracił oko, czy został po prostu raniony w jego okolicach.

GinOrochimaru - 2015-09-01 15:41:54

-Naprawdę myslisz że możesz to wygrać?!-zawołała emina atakujac Kadę jednym ostrzem przyciagając sie do niej zyłkami.- ta banda trupów nie ma szans na zwycięstwo!-zakpiła z rebeliantów wykonujac potezne uderzenie z nad głowy które trafiło w ziemię, gdyż siostra zdecydowała się na unik.
-Póki nie spróbujesz nigdy sie nie dowiesz.-Odpwiedziała spokojnie Kada klepiąc delikatnie skrzynie z której wystrzeliły dwa bełty w kierynku Eminy która wykonała szybki młynek ostrzem(taki obrót mieczem, a nie piruet)cofając sie przy tym, lekko zmieniając trajektorie bełtów, tak iż przeleciały tuż koło lekko odchylonej na prawo głowy Viera.
-Chy..-Zaczeła Emina chcąc wysmiac atak siostry.-Ghh..-Emina zablokowała dwa ostrza które opadły na nią z wielką predkoscia i siłą niczym sokół atakujący swa ofiarę, tak iz kobieta przyklekła na jedno kolano, uderzając szybko w skrzynkę by błyskawicznie dostać się na bardziej dogodna pozycję.
-Myslisz że ci pozwolę?!-Zawołała Kada wystrzeliwywujac zylki w pogoni za swoją siostrą.

-Z drogi! zawołał Sang Ri kopiąc w plecy jednego ze swych zolniezy ktory walczył z rebeliantem.-Mam do rboty cos ciekawszego niż ta banda.-stwierdził zawiedzionym tonem uderzając rebelianta który chwile temu walczył z zołniezem którego kopnał Sang Ri.-GDZIE JEST GARUDA!!!-Wrzasnał Sang Ri, a jego okrzyk słychac było na cłym polu bitwy.
-Chyba ktoś cię szuka.-Stwierdził Sung-Min widzac zdenerwowanego Sang Ri który idzie w ich stronę.-Rozumiem że bede tylko zawadzał?-Spytał Sung-Min muslac że podczas walki z Viera Yasutsuna został tak łatwo pokonany przez to iż musiał martwić się o towarzysza.
-JA TEŻ MAM!!!-Zawołał z nienacka Sang Ri tak iż nastała dłuzsza chwila milczenia pomiedzy cała trójka ponieważ nikt nie wiedział co ma powiedzieć.-N..Naprawde mam!!!-Mam wam pokazać?!-Zawolał Sang Ri przerywając ciszę rozchwianym tonem.
-Yyyy... Nie to nie bedzie konieczne.-Stwierdził Sung-Min nie wiedząc co ma o tym mysleć.-Myslę że sam dasz sobie radę.-szepnał yasutsunie wycofujac sie po woli.
-CHEJ NIE ZOSTAWIAJ MNIE Z TYM WARIATEM!!! HEJ! SŁYSZYSZ HEJ!!! HEJ!!!-Zawolal za Sung-Minem Yasutsuna.
-Ja to słyszę.-odezwal się Sang Ri przerywając nawoływanie Yasutsuny, tak że ten powoli się odwrucił w jego kierunku widząc widocznie rozdraznionego niebieskowłosego mężczyznę, który mogł, a raczej na 90% był niestabilnym emocjonalnie psychopatą z którym lepiej jest nie mieć nic wspólnego.
-Yyyy... Taaaak... Wiec skoro tez masz... tooo mooooożeeee...-zaczął Yasutsuna szukając odpowiednich słów by ulotnić się, i nie ryzykować dalszej znajomości.
-JAKT TY TO ROBISZ?!!!-Zawołał nagle Sang Ri.
-Hę?
-Jak ty to robisz?!
-Co?
-To!
-Ale co?
-No to!
-No ale co?
-No to!
-Ale co?
-To!
-Nie wiem...-powiedział Yasu chcac powiedzieć "Nie wiem o co ci chodzi" ale Sang Ri mu przerwał.
-Jesli nie chcesz powiedzieć to cię zmuszę!-zawołal atakujac niskim kopnieciem.

-Nie sądziłam że zabójcy z Hua potrafią walczyć otwarcie!-zawołała generał Mei pchnąć jednym z mieczy tai-chi tak iż prawie trafił Ha-Yeon która usunęła się robiąc obrót na piecie, tak iż ostrze miecza minęło ją o kilka milimetrów, dowódczymi wojsk Xia nie miała jednak zamiaru używać drugiego miecza jako ozdoby, wiec cięła nim poziomo chcąc ściąć głowę przeciwniczce, ta jednak szybko dobyła ostrza ukrytego w jej erhu blokując ciecie.
-Nie sądziłam że Xia dalej uznaje Hua za niepodległe państwo.-ripostowała Ha Yeon.- Tylko dlaczego w takim razie tu jesteście?-Spytała kontynuując.
-Coś takiego jak Hua nigdy nie istniało!-uniosła się zdenerwowana kobieta w czerwieni odsówając się od przeciwniczki, by natychmiastowo zucić w nią jednym z mieczy.
-Więc czemu istnieją "Zabójcy z Hua"?-Spytała spokojnie ha Yeon usuwając się przed mieczem i ruszając do ataku podobnie jak i jej przeciwniczka.
-T.. To niedźwiedzie!-Rzuciła zaczerwieniona Mei zdając sobie sprawę iż sama strzeliła sobie w stopę.
-...-Ha Yeon skwitowała to jedynie ten dziwny argument milczeniem i szybkim cięciem wymierzonym w krtań jej przeciwniczki, które chybiło o zaledwie kilka milimetrów gdyż generał Mei w porę cofnęła głowę do tył,  wykonując przy tym przewrotkę, tak iż kupla Ha Yeon w głowę.
-Pora kończyć!-zawołała Mei atakując leżącą na ziemi Ha Yeon lecz ta zgarnęła garść piachy i sypnęła nim jej prosto w oczy.-Ty tania!!! Wredna!!!-zaczęła przeklinać przeciwniczkę Mei próbując przetrzeć oczy, by móc coś zobaczyć.
-Teraz widzimy tyle samo.-powiedziała Ha Yeon podnosząc się.

-Nawet jeśli mnie zabijesz to co dalej?!-Spytała Emina atakując dwoma mieczami poziomo: jednym z lewej strony, drugim z prawej, gdy wraz z siostrom opadały na ziemię.-Sama wygrasz bitwę?!-dokończyła gdy kada zablokowała dwa ostrza, dwoma które należały do niej.
-Bez ciebie, i ja nie będę potrzebna!-odpowiedziała Kada uderzając siostrę głową, i dobywając z skrzynki szybko średniej długości cienkie ostrze, którym zamachnęła się z atakując siostrę z całej siły by uśmiercić ją jednym atakiem przepoławiając ją na dwa kawałki, lecz Emina zdążyła dobyć identycznego ostrza uderzając w ostrze kady co spowodowało iż ostrza złamały się, łamiąc na kilka mniejszych kawałków, obie Viera chwyciły jednocześnie kawałek ostrza i celując jak najbliżej którego kol wiek z punktów witalnych wbiły długi odłamek gołą rekom siostrze.
-AAARRRRGGHHH!!!-obie zacisnęły zęby aby nie wydać głośniejszego okrzyku bólu gdy uderzyły tuż nad ziemią uderzyły w skrzynki aby zyłki wbiły się w losowy przedmiot i zabrały je w przeciwne strony.
-Mało brakowało a trafiła by tętnice/serce-powiedziały jednocześnie chodź siedząc z dala od siebie i zakładając opatrunek.

-Nic ci nie jest?-Spytał Yasustuna widząc Emine która kończy się opatrywać, a przez ciężka walkę, jej włosy bardziej przypominały fryzure Kady niż jej własną.
-Co takiego?-Spytała Emina podnosząc głowę i widząc yasutsune który stoi nad nią zdecydowanie się martwiąc.
-PY-TAM-CZY-NIC-CI-NIE-JEST!!!-Wydarł się Yasu stojąc tuz kolo Viera myslac ze to kada.
-Przeżyje.-odpowiedziała krótko Emina, po chwili zdając sobie sprawę że to przecież "chłopak" Kady(a przynajmniej w domniemaniu Eminy).-Chociaż mógłbyś mi trochę pomóc.

-Możesz mnie zabić, ale i tak tu zginiecie.-stwierdziła generał Mei mając przystawiony do szyi miecz Ha Yeon.
-Dlatego każe ci Zatrzymać wojska. Wtedy zachowasz życie.-Wyjaśniła goze lekko kłując Mei.
-Myślisz że ulegnę?!
-Jeśli chcesz zachować życie i się zemścić, nie masz wyboru.
-Khhh...-kobieta ze złości przygryzła wargi.-STAĆ!!!wrzasnął z całych sił, tak iz wszyscy się zatrzymali.-Masz czego chciałaś.-Powiedziała Mei, a gdy Ha Yeon chciała ją stracić usłyszała jak Sag Ri krzyczy:
-Nie radze! Ale proponuję wymianę!-krzyknął wlokąc Sung Mina.-Garuda mi się wymknął bo jakiś kastrat biegał po polu bitwy, ale mam cos na co chętnie się zamienisz. To jak?-Spytał wystawiając Sung Mina.
-NIE SŁUCHAJ GO! ZABIJ JĄ!-zawołał Sung-Min, ale dostał w łeb od Sang Ri.
-To jak będzie? Mam go zakatować na oczach wszystkich, czy się zamieniasz?
-Wybacz Sung-Min.-Powiedziała Ha Yeon podnosząc miecz w górę...-Idź.-powiedziała po długiej chwili ciszy do generał Mei.


-Tak własciwie to ja powinienem już wracać. Rebelianci, Hua, i te inne sprawy, sama wiesz.-Powiedział yasu gdy dowiedział sie że to Emine spotkał, a nie "jego" bunnygirl.
-Nie wyposzczę cię, dopóki nie dowiem się co ona takiego w tobie widzi.-Powiedziała Emina siadając na Yasu.

Szermierz_2525 - 2015-09-04 20:43:15

-emmm... Kada... mogę cie o coś prosić? - spytał Yasutsuna cichym głosem gdy znajdowali się z Kadą sam na sam.
-Nie - rzuciła podejrzewając, że będzie coś wyjątkowo głupiego.
-ALE MI ZALEŻY!!! NAPRAWDĘ!!! - zawołał Yasutsuna chwytając rękę Viera, która próbowała odejść.
-Więc? - spytała Kada chcąc mieć to z głowy.
-No więc... Chodzi o dziewczynę... - powiedział Yasu patrząc na ziemię niczym niewinna, zawstydzona dziewica.
-Jakoś nigdy nie miałeś problemów ze znajdowaniem miłości w rynsztoku - rzuciła Kada chcąc odejść.
-TA JEST WYJĄTKOWA!!! - zatrzymał ją Yasutsuna - Jest wyjątkowo piękna, silna i inteligenta, do tego od razu poznała się na tym jak wspaniałym jestem mężczyzną. Ujrzała mą siłę, potęgę, inteligencję, preze...-mówił Yasu w swojej pozie "odgarnięcia grzywki na Bi"
-Przejdź do rzeczy - przerwała mu Kada.
-No więc... Zaczynałem już powątpiewać... to znaczy: wszystko jest na miejscu, do tego wygląda super, więc nawet gdyby to zapewne bym się skusił raz czy dwa...
-Idę sobie - powiedziała Kada przypuszczając, że niczego się nie dowie.
-Dobra, dobra! - zatrzymał ją Yasu - Słuchaj: Dzięki Eminie upewniłem się, że Viera jednak mają dziewczyny! - powiedział Yasu na co Kada strzeliła tylko facepalma.
-Poważnie?
-No... Tak długo udawać niezainteresowanie TYM WSZYSTKIM!!! - powiedział Yasu wskazując na siebie - ale do rzeczy: skoro mam pewność, że jednak jesteś dziewczyną to może podpowiesz mi co nieco, żebym nie skiepścił? - spytał Yasu patrząc na Kade wielkimi oczyma.
-Pewnie - odparła dziwnym tonem Kada, a brew jej drgała.

GeminiSaga - 2015-09-06 01:22:53

-Macie wszystko?-popędzała towarzyszy czarnowłosa kobieta upewniając się iż niczego nie zapomnieli.
-Zdaje się że nawet gdybyśmy chcieli to nie zdazymy na czas.-Stwierdził Marcus zakładając na ramię torbę.-Albo zostawimy tu wszystko modląc się że póxniej bedziemy mogli po to wrucić, albo zostajemy.-załamany wzruszył ramionami.
-A tyle się natrudziliśmy- Stwierdziła blondynka nie ukrywając rozczarowania.- Właściwie gdzie zgubilaś Sagę?
-Nasz powóz jest gotowy, ale wątpie żebysmy zdażyli zabrac się ze wszystkim.- Stwierdził Saga przybiegając do reszty.
-Czyli co robimy?-Spytał Marcus i blnd włosa dziewczyna patrząc na czarnowłosą, jakby jedno jej słowo miało zadecydowac o ich zyciu lub smierci.
-Jesli chcecie uciekajcie, ja zostaje.-Stwierdziła po chwili milczenia Kisara.
-Wiec zostajemy.-Stwierdzili zgodnie Saga, Marcus oraz Magdalena, bo tak na imie było blondynce.
-Zdajecie sobie sprawę że zołnieże nie beda mieć czasu was chronić?-Spytała kobieta.
-Tytuł magów mamy nie od parady.-Stwierdził Marcus.-Lepiej dowiedzmy sie jak mozemy sie przydać aby szybciej się skończyło.

-Więc magowie ruszają na front co?-spytał smiejąc się ponuro Marcus wraz z towarzszami.
-Sam się na to pisałeś.-Zakpiła z niego Magdalena
-Ale nie sądziłem że bedzie nas tak niewielu!!!
-Nie marudź tylko sie ruszaj.-Stwierdziła Kisara ruszając do przodu.
-A co z Sagą? On tez jest w "Arkanie"? Hej co z Sagom?-Spytał Marcus.
-Dobrze wiesz że Saga nie jest magiem.-stwierdziła czarnowłosa kobieta.-zawadzał by nam. I on, i ty musicie się pogodzić z tym faktem: idziemy bez Sagi.


-Wiedziałem że będzie trudno, ale nie że aż tak!-Stwierdził zdyszany Marcus gdy jeden z rycerzy Albiony uratował mu tyłek zabijając wojownika Artemizji który miał skrócić go o głowę.
-Trzeba było nie migać się od zajęć bitewnych.-Zasmiała się magdalena energicznie szkicując laską coś w powietrzu, a nastepnie energicznie "uderzając" narysowany przez siebie pentagram który zalśnił zołtym blaskiem raząc jednego wojownika słabą błyskawicą.
-I co? To wszystko, po tym całym treningu bitewnym?-zasmiał się marcus.
-Uciszcie się oboje i mi pomuzcie.-Stwierdziła Kisara podchodząc do dwujki i dając im wzrokiem jasno do zrozumienia o co jej chodzi.
-Oj? jestes pewna że chcesz to zrobić? Nigdy czegoś takiego nie robiłem, co jak cos sknoce?-Spytał zdenerwowany Marcus.
-Skończymy tak samo jak gdybysmy tego nie zrobili.-Stwierdziła Kisara zaczynając szkicować swą srebrną laską, której jeden koniec bardziej przypominał ostrze, niż zwykłą laskę, a drugi zakończony był pieknym niebieskim klejnotem przypominającym łzę.
-Wiec kolej na moje trzy groszy.-Stwierdziła magdalena energicznie szkicując swą pozłacaną laską.
-Rety naprawde nie mam wyboru, co?-Spytał marcus niudolnie próbujac ukryc zdenerwowanie gdy i on zaczął tworzyć swój krag "łącząc" go z kregiem Kisary, a gdy skończył cała trójka jednocześnie aktywowała sekwencje zaklęcia, pwodując iż matryce zapaliły się rownocześnie nakladając jedna na drugą, powodując przy tym tak jasne swiatło że wszyscy zwróceni w kierunku magow musieli zasłonić oczy by nie oślepnąć, gdy tylko światło znikło niebo przysłoniły ciemne chmury, z ktorych zaczął lać gęsty deszcz i po czym na ziemię runęło potężne wyładowanie elektryczne doszczetnie spopielając każdego w zasięgu rażenia.
-U..udało mi się...-usmiechnał sie wycieńczony i zlany potem Marcus tracąc przytomnosc z wycieńczenia.
-MARCUS!!!-zawolała przerazona Magdalena po której takrze widac było iż zaklęcie to mogło być jej ostatnim, gdyz w każdej chwili może stracic przytomność.
-Nic mu nie będzie musi tylko odpocząć.-Uspokoiła towarzyszkę Kisara podpierając sie o laskę i dusząc cięzko.
-Więc to tutaj znajduje się tajna broń?-magdalena i Kisara usłyszaly równoczesnie zimny i przesycony żądzą krwi głos, a gdy sie odwruciły ujżały niebiesko włosego mężczyzne o oczach tej samej barwy, śniezno białej karnacji, oraz szaleńczym grymasie ktory prawdopodobnie miał być usmiechem, mezczyzna w porownaniu do innych wojowników na polu bitwy miał na sobie długi szary plaszcz okrywający jego cialo tak dokładnie że nie wiadomo było co jest pod spodem.

-Co tu się?..-Spytał z niedowierzaniem Saga gdy kilka chwil póxniej zjawił się na miejscu gdzie 3 magów zuciło potęzne zaklecie i staneło przed tajemniczym osobnikiem.
-Saga co ty tu robisz? Uciekaj!!!-Krzykneła leząca w kałuzy krwii Kisara a z kącików jej ust wypływała krew.
-Zamknij się już i umieraj!-rozkazał niebieskowłosy mężczyzna depcząc kobiete.-Nie możesz konać szybko jak twoji towarzysze?-Spytał nie kryjąc poirytowania.
-Zostaw ją.-Rozkazał Saga nie ruszając się nawet o krok.
-Hę? Przyszedł kolejny na stracenie?-Spytał tajemniczy osobnik przechylając głowę w stronę Sagi.-Niech będzie poświęce ci 2 minuty mojego czasu.-Stwierdził mężczyzna kopiąc kisarę w bok by mu nie zawadzała.-GOTUJ SIE NA SMIERĆ!!!-Zawołał niebieskowłosy ruszając fruntalnie, i atakując prawa reką twarz Sagi, lecz ten z łatwościa się usunał, podobnie jak i przed nastepnymi dwoma ciosami.
-Więc coś tam jednak potrafisz, hę?-spytał niebieskowłosy strzykając knykciami i przekszywiając głowę raz na lewo raz na prawo.
-To ty miałeś szczęście.-Odparł krótko Saga.-Gdyby nie zaklęcie które wczesniej uzyli pozbawiło ich wszystkich sił, gdyby nie to prawdopodobnie nie miał byś z nimi szans.-Wyjasnił swoja opinię.
-Nie rozśmieszaj mnie! Setki magow poległo pod siłą mych ciosów!-Uniusł się niebieskowłosy ruszając do ataku.-Zginiesz z ręki Tsuchigumo Maxwella!-zawołał niebieskowłosy atakując wysokim kopnięciem a gdy Saga uchylił sie przed nim Maxwell usmiechnął się mrucząc cos pod nosem- NIECHAJ SIEĆ TSUCHIGUMO CIĘ OPLECIE!!!-zawołał a spod jego płaszcza 2 ostre odnurza pomkneły w kierunku Sagi, który uniknął jednego z odnurzy robjąc szybki odskok w bok, a drugie odbił reką.-Właśnie wpadłeś w moje sidła, jestes teraz na mojej łasce, i twe życia zależy ode mnie, jak się z tym czujesz?-Spytał Maxwell wskazując palcem Sadze na jego reke do której przylepiona była lepka substancja ciagnąca się aż do odnurza które odbił czarnowlosy.- Narazie jedynie jedna kończyna wpadła w sieć Tsuchigumo, ale już nieduło cały się w nią zaplątasz nie mając już żadnych szans na przezycie.-Powiedział wojownik Artemizji, a spod płaszcza wysuneły się dwa kolejne odnurza, po czym wojownik zaatakował mocno ciagnąc odnurzem które trzymało Sage na uwięzi aby wytracić go z równowagi.- teraz nie masz już prze demną ucieczki!-zawołał a 3 odnurza zaatakowały z różnych stron.- Tsuchigumo znany także jako pajęczy demon raz pochwyciwszy ofiarę w swą sieć, nigdy nie puszcza jej wolno!-zawołał a odnurza mialy siegnąc już Sagi, który zamiast zrobić unik mocno pociagnał ręką do której przymocowna była sieć Tsuchigumo, tak iż jego przeciwnik stracił równowagę, a odnurza zmieniły trajektorię lotu, nie trafiając celu.
-Możliwe że jedna z moich rąk jest spętana twa siecią, ale nie oznacza to że ty pochwyciłeś mnie.-Stwierdził Saga owijając mocniej reke wokół sieci.- To ja schwytałem ciebię!-dodał szarpiąc mocniej by przyciagnać do siebie przeciwnika.
-Naprawde myslisz że Soma to jedyna żecz na jakiej polegam?-Spytał Maxwell wyskakując w powietrze i atakując wszystkimi odnurzami w miejscu gdzie znajdował się Saga.
-nadal nie polegasz na sobie.-Stwierdził Saga który odskoczył w bok tak że nie dosiegnoł go atak przeciwnika.-Wybacz ale nie mam więcej czasu na zabawę, mam pracę do zrobienia.-powiedział wyjmując swój pistolet by "spopielic" przeciwnika.-pora wracać.-stwierdził wzdychając gdy odwrucił się w strone nieprzytomnej Kisary by zabrać ja z pola bitwy, i wrucić do domu.

www.narutofani.pun.pl www.hempgruarmia.pun.pl www.bbo.pun.pl www.twojkomiks.pun.pl www.pokemon-adventures.pun.pl